SZTUKA TO ZBAWIENIE

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - NIEDZIELA - TADEUSZ SOBOLEWSKI

Jest straszliwym paradoksem – pisze biografka Kobro Małgorzata Czyńska – że „kwestia przynależności narodowej stała się po wojnie obsesją Strzemińskiego” przeciwko żonie, w walce o córkę, która po śmierci matki znalazła się w domu dziecka. W filmie tego wszystkiego można się jedynie domyślać z napomknień. Mała Nika (Bronisława Zamachowska) jest łącznikiem między rodzicami, dwojgiem tragicznych gwałtowników zrównanych w śmierci. Twarzy Kobro nie zobaczymy ani razu. Ale Bogusław Linda – w jednej ze swoich najlepszych filmowych kreacji – samym spojrzeniem wyraża to, co zostało w filmie ukryte.

Kiedy ogląda się „Powidoki” dziś, pod nieobecność Wajdy i wpogłębiającym się kryzysie państwa, do głosu dochodzą inne znaczenia filmu, przykrywając jego ewidentne słabości. I można lepiej zrozumieć dyskrecję reżysera, który usunął historię rodzinną Strzemińskiego i Kobro z głównego pola widzenia. Ukazanie rodzinnego dramatu mogło sprawić, że powojenne prześladowanie Strzemińskiego stałoby się w oczach widza jakąś „karą za grzechy”. A przecież nie jest to film stricte biograficzny.

Czym w takim razie są „Powidoki”? Obroną artysty? Przestrogą na przyszłość? Wyrazem samotności i obaw przed tym, co nadchodzi? Myślę, że wszystkim po trochu. Ten film, sytuujący się w twórczości Wajdy jako boczna odnoga „Człowieka z marmuru”, jest czymś innym niż przyczynkiem historycznym do dziejów stalinizmu. Przenika go obawa przed tym, że – zgodnie z frazą z „Wesela” Wyspiańskiego – „to, co było, może przyjść”, choć w innych barwach i innej formie.

Sztuka – pokazuje Wajda – nie pokrywa się z ideologią, nie mieści się w żadnych partyjnych podzia- łach, tak jak religia nie mieści się w tym czy innym Kościele. U Wajdy Strzemiński okazuje się podwójnie niepoprawny politycznie: jest nie takim, jak trzeba, socjalistą, wrogiem socrealizmu. A na dodatek ma swój własny, kompletnie niezdefiniowany stosunek do Boga.

Przechowuje ikonę żony, którą przynosi mu Nika. Ta ikonka, podobnie jak bukiecik polnych kwiatów pomalowanych na niebiesko, które Strzemiński kładzie na prawosławnym grobie żony, czy jego skrywane łzy na wieść o jej śmierci – to drobne gesty, poprzez które Wajda udziela swemu bohaterowi poczucia żalu, w symboliczny sposób jakby go rozgrzeszając. Czy wątek Niki podtrzymującej więź z obojgiem nienawidzących się rodziców nie jest wyobrażeniem pojednania ojca i córki, bliskim reżyserowi?

Wmonografii Katarzyny Kobro można znaleźć świadectwo o Strzemińskim – „delikatnym i subtelnym, to znów brutalnym i odpychającym, nieraz do okrucieństwa bezwzględnym”. Trudno będzie teraz wyobrazić go sobie inaczej niż z twarzą Bogusława Lindy. „Z reguły milczący i zamknięty w sobie, nieufny i podejrzliwy, potakiwał w dyskusji głową i oczy błyszczały mu w rozświetlonej twarzy, gdy jego twierdzenia były podzielane przez interlokutora. Uważał siebie za idealistę w wyznawaniu artystycznej wiary, a Kobro mawiała o nim z lekkim rosyjskim akcentem: Strzemiński to święty człowiek!”.

U Wajdy artysta staje się męczennikiem sztuki. Tylko ona go zbawia.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.