WIELKI TEATR NA JEDEN GŁOS

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - WPTIOĄRTEK - DOROTA SZYMBORSKA

Ktoś napisał o dziennikach Racheli Auerbach: precyzyjny opis piekła z perspektywy kotła z zupą. I tak to właśnie brzmi w ustach znakomitej Jowity Budnik

Nie znałam wcześniej jej zapisków. Symbolem kronikarki warszawskiego getta była dla mnie do tej pory Mary Berg, której „Dziennik” przeczytałam już jako nastolatka. Ale Berg była w zupełnie innej sytuacji niż Auerbach: młoda dziewczyna pochodząca z zamożnej inteligenckiej rodziny, w dodatku outsiderka, bo jej matka miała amerykański paszport. Swoje notatki sama wywiozła z getta, nie trzeba ich było szukać po wojnie w ruinach.

A Rachela Auerbach w chwili wybuchu wojny była dojrzałą kobietą, z dorobkiem pisarskim. Urodziła się we wsi Łanowce (dzisiejsza Ukraina), prawdopodobnie w roku 1903 – tak podaje większość oficjalnych dokumentów na jej temat. Studiowała we Lwowie, tam zdobyła wykształcenie filozoficzno-psychologiczne. Potem przeprowadziła się do Warszawy, gdzie jeszcze przed wojną zdobyła sobie po- zycję jako dziennikarka publikująca w języku polskim i jidysz.

Kiedy po wybuchu wojny Auerbach trafiła do getta, nie przestała pisać. W dodatku nawiązała współpracę z Emanuelem Ringelblumem i organizacją Oneg Szabat. Ta grupa kilkunastu osób (literatów, historyków, nauczycieli) zajęła się badaniem i dokumentowaniem rozmaitych aspektów życia społecznego polskich Żydów pod okupacją niemiecką. W związku z tą działalnością powstało obszerne archiwum, którego tylko część odnaleziono po wojnie w ruinach getta.

Ringelblum zginął w getcie, Rachela przetrwała po aryjskiej stronie. Po zakończeniu wojny bardzo intensywnie zabiegała o to, by odszukać archiwum. 18 września 1946 roku odnaleziono jego część. Auerbach napisała wtedy: „Wśród 10 skrzynek metalowych wydobytych spod gruzów w r. 1946, cała jedna skrzynka wypełniona była materiałami złożonymi przez mnie”.

Rachela miała w getcie ważną funkcję – była kierowniczką kuchni publicznej. Dzięki tej pracy spotykała mnóstwo ludzi, bardzo różnych, których łączyło jedno – głód.

RACHELA

Polska 2017, aut. Rachela Auerbach/Radosław Paczocha, reż. Iwona Siekierzyńska, wyk. Jowita Budnik 20:25 | tvp kultura Była osobą energiczną, świetnie zorganizowaną i pomimo nieludzkich warunków wokół – wciąż umiejącą współczuć. Ale nie miała złudzeń. Pisała: „Cała działalność naszych instytucji dobroczynnych nazwana być powinna śmiercią na raty (...). Należy sobie nareszcie to uświadomić, że uratować kogoś od śmierci nie możemy, nie mamy czym. Możemy tylko śmierć tę odwlec, przewlec, ale nie zapobiec jej”.

Jowita Budnik wzaledwie 45-minutowym spektaklu pokazuje wszelkie odcienie codzienności Auerbach w getcie – z energią ustawia krzesła, by za chwilę opowiedzieć o konających z głodu żebrakach, następnie pogodzić się z nieuchronną śmiercią, ale potem znów zawalczyć o życie, by mieć okazję do zemsty. Budnik opowiada o tym wszystkim także dłońmi – czasem bardzo ruchliwymi, czasem zaciśniętymi lub bezradnymi. Jest sama wśród krzeseł i stołów, ale słyszymy rzeczywistość wokół niej w postaci głosów lub pojedynczych dźwięków.

Znakomity spektakl i bardzo dziś potrzebny. Do obejrzenia również w warszawskim Teatrze Studio.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.