MORDERCO, DO TABLICY!

Maciej Stuhr

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - PIERWSZA STRONA - KALINA MRÓZ

jako polonista Paweł Zawadzki zarzuca torbę na ramię i wyrusza z Warszawy do wrocławskiego liceum. To oznacza jedno –iw A sądząc po liczbie trupów w pierwszym sezonie „Belfra”, krew

AKCJA PIERWSZEJ SERII działa się na mazurskiej prowincji, w miasteczku Dobrowice, do którego niespodziewanie przybył polonista ze stolicy. Paweł Zawadzki (skupiony i ponury Maciej Stuhr) zaczął uczyć w miejscowym liceum w pogrążonej w żałobie klasie maturalnej. Zwłoki jednej z uczennic, Asi Walewskiej, znaleziono w lesie. Szybko się okazało, że została zamordowana.

Belfer, wykazujący zdumiewające zdolności śledcze, sprawny fizycznie i obdarzony odwagą komandosa, rozpoczął prywatne śledztwo. Pomagali mu dziennikarz alkoholik i uczennica z reporterskim zacięciem. Przeszkadzali – skorumpowany komendant policji i małomiasteczkowi gangsterzy.

Scenarzyści – pisarz Jakub Żulczyk i dramatopisarka Monika Powalisz – wykorzystali konwencję kryminału do pokazania przekroju społecznego polskiej prowincji.

Reżyser Łukasz Palkowski nakręcił dziesięć odcinków z lekkością i werwą, a dzięki klimatycznym zdjęciom Mariana Prokopa serial oglądało się z przyjemnością.

Ciekawe zawiązanie akcji i dobre role: Łukasza Simlata (lubieżny wu- efista), Pawła Królikowskiego (ordynarny komendant) czy Krzysztofa Pieczyńskiego (wyniszczony alkoholem dziennikarz). Trochę gorzej wypadli młodzi aktorzy, głównie ze szkół teatralnych.

Wdużej grupie barwnych postaci zagubił się trochę główny bohater. Niczym Bond ładował się w szpony gangsterów, a byłoby znacznie ciekawiej, gdyby miał jakieś ludzkie słabości poza papierosami. Stuhr miałby więcej do grania.

Opowieść, całkiem wciągająca, rozjeżdżała się na poziomie scenariusza, zwłaszcza pod koniec. Rozwiązanie było zaskakujące i złożone, ale mało przekonujące. Winą za śmierć Asi obarczono postać, której niespodziewany makiawelizm nie trzymał się kupy.

Niedociągnięcia nie przeszkodziły twórcom „Belfra” w zdobyciu Złotego Orła dla najlepszego filmowego serialu fabularnego. Pokonali „Artystów” Strzępki i Demirskiego oraz „Pakt” HBO. Nagrodzony serial cieszył się świetną oglądalnością i był szeroko komentowany.

Kontynuacja jest więc, obok „Watahy 2” HBO i „Ultravioletu” AXN, jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tej jesieni. A CO BĘDZIE W SERII DRUGIEJ? Wprzeciwieństwie do pierwszej, której scenariusz powstawał trzy lata, zrealizowano ją bardzo szybko.

Palkowskiego zastąpili reżyserzy Krzysztof Łukaszewicz i Maciej Bochaniak. Zdjęcia, wyraźnie mniej klimatyczne, jakby brudniejsze, nakręcił zamiast Prokopa Michał Sobociński. Scenarzyści (Żulczyk i Powalisz) zostali, ale mają wsparcie.

Paweł Zawadzki znowu opuszcza Warszawę i wraca do szkoły, ale tym razem jest to elitarne liceum we Wrocławiu. Trzęsie nim lodowata dyrektorka (Aleksandra Konieczna). Jest zaniepokojona tym, że uczniowie znikają w tajemniczych okolicznościach.

Przepadł np. szkolny gwiazdor Iwo (Damian Kret), budzący w kolegach i koleżankach spore emocje. Z przedłużonej samowolnie podróży do Paryża wróciła arogancka Magda (Michalina Łabacz).

Tymczasem wycofana Luiza (Eliza Rycembel) pracuje z kolegą nad internetowymi filmami o kryminalnej historii Wrocławia. A utalentowana aktorsko Karolina (Zofia Wichłacz), jakoś związana z zaginionym Iwem, przychodzi na próby kółka teatralnego. Zawadzki pra- cuje nad szkolnym spektaklem, dzięki czemu poznaje uczniów.

Depcze mu po piętach znajomy oficer CBŚ Radosław Kędzierski (Szymon Warszawski). To nie przypadek. On i Zawadzki to (na razie) postacie łączące fabuły obu serii.

Twórcy całkowicie zmienili otoczenie i środowisko głównego bohatera, zapewne po to, by uniknąć efektu wtórności. Żeby osiągnąć pełen sukces, musieliby jednak wymienić Zawadzkiego na np. neurotyczną matematyczkę. Na razie mamy wrażenie, że to cień pierwszej serii, tylko mniej dopracowany. Stuhr ma jeszcze mniej do grania, po prostu pcha akcję ze zmęczonym wyrazem twarzy, papierosem i torbą przewieszoną przez ramię. A koniec, kojarzący się z przerażającym „Musimy porozmawiać o Kevinie”, wydaje się naciąganym zawieszeniem akcji.

Za wcześnie jednak na jednoznaczną ocenę, bo twórcy mogą nas jeszcze zaskoczyć. Niewątpliwą zaletą kontynuacji są utalentowani młodzi aktorzy, grający lepiej niż poprzednicy. Niektórzy mają już na koncie ciekawe role. Serial pomoże im zaistnieć i bardzo dobrze.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.