HRABIA OLAF POWRACA

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - PIERWSZA STRONA - ALEKSANDER DOBRZYŃSKI

W serialu o losach rodzeństwa Baudelaire’ów pesymizm i makabra przekraczają dopuszczalne ramy, a dorośli są nieodpowiedzialni, głupi i naiwni. Jeśli ma być gorzej, to na pewno będzie

Serialowa ekranizacja „Serii niefortunnych zdarzeń” to klasyczna czarna komedia. Rodzeństwo Baudelaire’ów – Wioletka, Klaus i Słoneczko – w pożarze rodzinnej willi straciło kochających rodziców. Opiekunem sierot zostaje ich jedyny krewny hrabia Olaf, który... chce zabić dzieci, żeby przejąć ich spadek. Jego pomysły na pozbycie się podopiecznych są sadystyczne i zabawne jednocześnie. W diabolicznych planach wspiera go beznadziejna trupa aktorów morderców, bo hrabia Olaf to także niespełniony aktor. Uwielbia przebieranki, a nowe kostiumy i osobowości (jest np. marynarzem, kobietą albo lekarzem) wypróbowuje na dzieciach.

Ale „trafił swój na swego” – mali Baudelaire’owie są inteligentni i sprytni. Albo udaje im się uciec i ukryć albo jakoś inaczej wyprowadzić w pole swojego prześladowcę. Hrabia prędzej czy później ich odnajduje i zaczynają się kolejne makabryczne przygody. Skazany na sukces, a jednak... Autorem i narratorem książek „Seria niefortunnych zdarzeń” jest Daniel Handler, pseudonim Lemony Snicket. Zaczął je pisać pod koniec lat 90., miał wtedy 28 lat. Na początku nikt nie chciał ich wydać, bo książki dla dzieci o próbach zamordowania dzieci są... nie dla dzieci. Właściwie nie wiadomo, dla kogo są. W 1999 r. zaryzykowało wydawnictwo HarperCollins i ukazała się pierwsza część „Przykry początek”. W 2006 r. wydano „Koniec końców”, czyli 13. ostatnią część cyklu. Wmiędzyczasie „Seria...” odniosła wielki sukces. Młodzi pokochali ją, bo za fatalizmem narracji i makabryczną fabułą kryje się pozytywne przesłanie: „Zawsze coś się wymyśli”. Zwłaszcza jeśli w wymyślaniu pomagają współpraca, przyjaciele i zagrożenie życia.

„Serię...” przetłumaczono na 41 języków i sprzedano na świecie w ponad 65 milionach egzemplarzy. Po- wstały gry (komputerowa, planszowa i karciana), a w2004 r. film (ekranizacja pierwszych trzech części) z Jimem Carreyem i Meryl Streep (do obejrzenia wNetfliksie). I kiedy wydawało się, że „Seria…” zostanie nowym „Harrym Potterem” – szał minął. Film nie odniósł spodziewanego sukcesu, choć miał niezłe recenzje. Kolejne części nie powstały. Dziecięcy aktorzy za bardzo wyrośli, a Paramount Pictures wybrał inne projekty. Netflix na ratunek I pewnie świat zapomniałby o tragediach Wioletki, Klausa i Słoneczka, gdyby w 2017 r. nie przypomniał mu o nich Netflix. To jeden z jego najdroższych projektów – zaplanowany na trzy serie. Pierwsza (8 odc.) to pierwsze cztery tomy cyklu. Druga (10 odc.) to kolejne pięć tomów. A więc na planowaną trzecią zostały ostatnie cztery książki.

W najnowszej 2. serii dzieci znajdą się w szkole z internatem, której motto brzmi: „Memento mori” (łac. pamiętaj, że umrzesz). Długo tu jednak nie zabawią. Zawędrują do apartamentu na dachu wieżowca, konserwatywnego miasteczka, mrocznego szpitala i na upiorny festyn. Zdobędą nowe informacje o tajnej organizacji, która kryje się za ich nieszczęściami i do której należeli także ich rodzice. Straszna broń – trzepaczka Po rozmowach z twórcami i wizycie na planie pierwszej serii spodziewałem się serialu mrocznego i depresyjnego, odcinającego się od kolorowej ekranizacji z Jimem Carreyem. I – chociaż w pierwszej chwili byłem zawiedziony – tak jest. Zawód wynikał z tego, że „Seria…” jest jednak produkcją familijną. Tak jak książka ma bawić i smucić dzieci (jeśli spodoba się dorosłym, też dobrze).

Przykładem tego podejścia jest sposób przedstawiania przemocy: przed brutalną sceną budowane jest napięcie, są dreszcze i gęsia skórka. A potem okazuje się, że straszną bronią jest np. armatka wodna albo trzepaczka do ubijania piany, wobec których przeciwnik po prostu kapituluje. A więc przemocy znanej z filmów sensacyjnych tu nie uświadczymy I to jedna z największych zalet tego serialu. Inne to charakteryzacja, kostiumy i efekty specjalne. Poza tym dowcipne nawiązania do współczesności oraz świetny Neil Patrick Harris w roli hrabiego Olafa (i jego licznych wcieleń).

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.