AKTORKA

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - PIERWSZA STRONA -

Cieszę się, że wyglądam dobrze jak na swoje 80 lat – mówi Jane Fonda, dama o figurze zadbanej czterdziestki i oczach patrzących bystro spod grzywy blond włosów. – Ale zrobiłam sobie operacje plastyczne. Nie zamierzam temu zaprzeczać. Wolałabym czuć się pewniej we własnej skórze i pozwolić twarzy na zmarszczki, ale nie potrafię. Jestem, jaka jestem – podsumowuje, patrząc zadziornie w kamerę.

Przez ponad dwie godziny opowiada o swoim życiu w dokumencie Susan Lacy. Szczerze, emocjonalnie, chwilami jakby grała monodram. Od tej opowieści nie sposób się oderwać, bo to nie tylko biografia. To też kawał amerykańskiej historii. Aerobik na ciało i duszę

– Dorastałam w cieniu narodowego pomnika. Mój ojciec był twarzą silnej, szlachetnej Ameryki, w którą ludzie chcieli wierzyć – mówi Jane o Henrym Fondzie, legendzie kina z „Dwunastu gniewnych ludzi” Lumeta i wielu innych wielkich filmów. Nie miała z nim dobrych relacji. Nazywał ją grubaską, nie okazywał jej uczuć, a kiedy zaangażowała się w działalność przeciwko wojnie w Wietnamie, oskarżał ją o komunistyczne zapędy.

Wefekcie Fonda przez większość życia czuła się źle w swoim ciele i brakowało jej pewności siebie. Już od liceum cierpiała na bulimię, a w późniejszych latach na anoreksję. W najgorszym momencie potrafiła zjadać tylko jedno jajko ze szpinakiem dziennie i zagryzać to amfetaminą. Z zaburzeń odżywiania wyleczył ją słynny aerobik, który ćwiczyła przed kamerą i który pozwolił jej na odzyskanie kontroli nad sylwetką.

Z Henrym pogodziła się dopiero przy okazji jego

Córka Henry’ego Fondy to legenda kina, aktywistka, feministka, filantropka, sportsmenka i skandalistka. Czapki z głów dla twórców dokumentu „Jane Fonda w pięciu odsłonach”. Zdołali uporządkować monumentalny życiorys aktorki

ostatniego filmu „Nad złotym stawem” Marka Rydella z 1981 roku. Zagrali razem, oczywiście ojca i córkę. – Kiedy kamera ruszyła, w najbardziej emocjonalnej scenie zrobiłam coś, czego nie robiliśmy na próbach. Dotknęłam jego ręki. Nie spodziewał się tego i zasłonił twarz dłonią, ale ja i tak zobaczyłam łzy w jego oczach – wspomina aktorka. To jeden z najbardziej poruszających momentów dokumentu. Życie jak film

Jest ich zresztą sporo. Susan Lacy potrafi kręcić biografie, co udowodniła już świetnym „Spielbergiem”. Film o Fondzie jest jeszcze lepszy, bo nie ma jednoznacznie hagiograficznego wydźwięku. Aktorka przyznaje się do błędów, zwłasz- cza w kwestii zaniedbywania swojego pierwszego dziecka, czyli Vanessy Vadim. Bije się też w pierś za bardzo niefortunne zdjęcia z podróży do Wietnamu w latach 70. Fotografowała się roześmiana z żołnierzami Wietkongu i klaskała, kiedy śpiewali jej patriotyczne piosenki. Została wtedy źle zrozumiana, a jej zaciekłą pacyfistyczną działalność uznano po prostu za zdradę. Odkupieniem był film „Powrót do domu” (1978) Hala Ashby’ego o amerykańskich weteranach wojny wietnamskiej. Powstawał sześć lat, bo nikt nie chciał wyłożyć pieniędzy na tak niewygodny temat. Jane dostała za niego drugiego Oscara.

Pierwszego odebrała siedem lat wcześniej za rolę prostytutki w filmie

JANE FONDA W PIĘCIU ODSŁONACH

dokument, USA 2018, reż. Susan Lacy „Klute” Alana J. Pakuli. Dokonała wtedy wstrząsającej zmiany wizerunku – obcięła długie blond włosy i przefarbowała je na ciemno. Wzbudziła zachwyt widzów i krytyków.

To jednak film „Czyż nie dobija się koni?” Sydneya Pollacka z 1969 roku sprawił, że Fonda zaczęła myśleć o kinie inaczej niż wcześniej, kiedy to grała m.in. blondwłosą, futurystyczną seksbombę w „Barbarelli” Vadima czy uroczą kowbojkę w „Kasi Ballou” Silversteina. Opowieść o tanecznym maratonie w czasach Wielkiego Kryzysu, a właściwie tańcu śmierci zdesperowanych biedaków, uświadomiła Jane, że kino może mieć mocny społeczny wydźwięk. Dlatego do dziś jest szczególnie dumna z „Chińskiego syndromu”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.