GDZIE JEST BÓG, GDY UMIERA DZIECKO?

Gazeta Wyborcza - Gazeta Telewizyjna - - SOBOTA -

W KRĘGU MIŁOŚCI

Belgia/Holandia 2012, reż. Felix Van Groeningen, wyk. Johan Heldenbergh, Veerle Baetens, Nell Cattrysse

| tvp kultura powt. niedziela 23:40

Kiedy w telewizji słychać wiadomości o ataku na World Trade Center, ich domowy świat jest jeszcze bezpieczny, ocieka nonszalanckim szczęściem, nic nie zapowiada katastrofy. Z tego sympatycznego rodzinnego kokonu wyrwie bohaterów dopiero choroba Maybelle. Za to wyrwie na dobre.

Wfilmie Feliksa Van Groeningena nie ma niczego, co potrafiłoby nieubłaganie zbliżającą się śmierć oswoić. Rzewne, bluegrassowe ballady nie wystarczają, by wykrzyczeć prywatną tragedię. Pozostaje tylko bezradnie patrzeć na gasnące z dnia na dzień, tracące włosy po chemioterapii dziecko, które płacze, zobaczywszy nieżywego ptaka, i zastanawia się, co stanie się ze zwierzęciem po śmierci.

Okazuje się, że nawet sztuka jako autoterapia nie działa, więc belgijski reżyser wprowadza zaskakujący wątek religijny. Elise szuka ukojenia w tym, co nieracjonalne – jedynym ratunkiem wydaje się wiara, że córka nawet po śmierci może wrócić jako gwiazda albo motyl.

Didier jest zdeklarowanym ateistą, religię uważa za największą chorobę społeczną (m.in. dlatego, że ogranicza badania nad nieuleczalnymi chorobami), ale nawet on, gdy wykrzykuje podczas jednego z koncertów, że „Jahwe to manipulator, sadysta, zabójca, rasista, mizogin i homofob”, w nienawiści do religii szuka ratunku dla uczuć, z którymi nie sposób dać sobie radę.

Nie do końca udany polski tytuł filmu trafnie skądinąd podkreśla największy paradoks tej historii: chociaż Van Groeningen mnóstwo uwagi poświęca i muzyce, i chorobie dziecka, jego film – podobnie jak rewelacyjny „Blue Valentine” Dereka Cianfrance’a czy „5x2” François Ozona – to w gruncie rzeczy ostra wiwisekcja związku.

„Zawsze wiedziałam, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe – mówi w pewnym momencie Elise. – Nie powinno się nikogo kochać, do nikogo przywiązywać, bo los cię za to ukarze i wszystko ci zabierze”.

Van Groeningen sugeruje wyraźnie, że choroba dziecka nie jest powodem rozpadu związku Didiera i Elise, lecz jedynie katalizatorem. Bohaterów łączy wiele, ale przede wszystkim skłonność do mitologizowania miłości – tyle że mit prędzej czy później musi zostać sprowadzony na ziemię. A kiedy różowe okulary rozbijają się na dobre, pojawia się złość. Na to, że mit nie przetrwał – i na to, że w ogóle istniał.

Nie przypadkiem Elise po rozstaniu zmienia imię, nadaje też nowe imię Didierowi, jakby chciała zbudować nowy mit, podkreślony zresztą korektą tatuażu. Tylko w czym ewentualny związek Alabamy i Monroe'a miałby być lepszy? Didier z nowych imion się śmieje, ostatniej deski ratunku upatruje w muzyce: ten, który nie wierzy w Boga, próbuje zamknąć duszę w dźwiękach. A jeśli nie duszę, to przynajmniej wspomnienie, które ma tę cechę, że lubi dobre wyostrzać, a złe – wymazywać.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.