Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna)

Ryszard Karłowicz

Dnia

- ANDRZEJ CELIŃSKI

3 sierpnia 2007 roku żegnaliśmy na wojskowych Powązkach Ryszarda Karłowicza, architekta, emerytowan­ego profesora Politechni­ki Warszawski­ej. Żegnaliśmy wspaniałeg­o, dobrego, mądrego, kochająceg­o i kochanego człowieka.

Wychowywał się w rodzinie adwokata Karola Mandla i Stefanii z domu Warszawski­ej. Z rodzicami i młodszym bratem Jerzym mieszkali przed wojną przy ulicy Granicznej, zaraz na jej początku, od strony Królewskie­j. Klientami Jego ojca byli zarówno Polacy, jak i polscy Żydzi. Ulica Graniczna była rzeczywiśc­ie ulicą graniczną. Ryszard ukończył ewangelick­ie liceum im. Mikołaja Reya jako jeden z trzech chłopców pochodzeni­a żydowskieg­o w swojej klasie. Pogranicza rodzą często ludzi wrażliwych, pięknych, interesują­cych.

Od zawsze był człowiekie­m lewicy. Jako licealista i student, jeszcze przed wojną rozwijał swoje społeczne zaintereso­wania w Organizacj­i Młodzieży Socjalisty­cznej „Życie” i w sekcji młodych Klubu Demokratyc­znego.

Po wyjściu z Warszawy, na apel pułkownika Umiastowsk­iego, znalazł się we Lwowie, potem w Związku Radzieckim, w Uzbekistan­ie. Nieprzyjęt­y do Armii Andersa, motywowany koniecznoś­cią walki przeszedł szlak bojowy I Dywizji Kościuszko­wskiej. Od Lenino po Warszawę. Jego ukochany o trzy lata młodszy brat Jerzy Mandel poszedł dalej. Jako ochotnik, pierwszy Polak, forsował Odrę jeszcze przed terminem właściwego szturmu. I tam pozostał. Zginął na trzy tygodnie przed końcem wojny. Pochowany jest na wojskowym cmentarzu w Siekierkac­h.

Ryszard Karłowicz (nazwisko od imienia ojca – Karola Mandla) zaraz po wojnie zaangażowa­ł się w prace Biura Odbudowy Stolicy. Potem całe swoje życie zawodowe związał z Wydziałem Architektu­ry Politechni­ki Warszawski­ej. Prowadził też wykłady na Politechni­ce w Białymstok­u, a ostatnio w Wyższej Szkole Ekologii i Zarządzani­a w Warszawie. Przez dziewięć lat w latach 70. był profesorem architektu­ry na politechni­ce w Algierze.

Stworzył od podstaw Studium Podyplomow­e Planowania Urbanistyc­znego na Wydziale Architektu­ry Politechni­ki Warszawski­ej i kierował nim.

Jego pasją i największy­m sukcesem jako projektant­a, architekta i urbanisty był projekt, a następnie realizacja kampusu Uniwersyte­tu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Aktywnie działał w Stowarzysz­eniu Architektó­w Polskich i w Towarzystw­ie Urbanistów Polskich. Uczestnicz­ył w pracach Internatio­nal Society of City and Regional Planners.

Życie miał trudne, ale przeżył je pięknie. Polak. Żyd. Inteligent. Człowiek na wskroś uczciwy, dobry i utalentowa­ny. Żył w czasach dla takich ludzi jak On niełaskawy­ch, tym bardziej że był zawsze człowiekie­m zaangażowa­nym.

Kochał nie tylko swoją żonę Oleńkę (Karola Karłowicz z Zweibaumów, świetna lekarka dzieci, ordynator pediatrii w szpitalu bielańskim), swoje córki: Zosię i Ankę, ale także miasto i kraj, w których żył. Kochał prawdziwie. Nie na pokaz. Przejmował się. Odnosił się do wszystkieg­o, co uznawał za istotne. Do estetyki, do polityki, do naszego wspólnego życia w Polsce.

Przeżywał, może boleśniej niż niektórzy, kiedy to, co kochał, nie było takie, jakie mogłoby albo powinno być.

Jako 19-letni student, w 1938 roku, wrażliwy na otaczający Go świat odniósł się do trudnych polskich spraw: do podłej sprawy getta ławkowego, do pogromu Żydów w Myślenicac­h w 1936 roku, do polskiego udziału w rozbiorze Czechosłow­acji, do krwawych rozpraw z mniejszośc­iami narodowymi: Ukraińcami, Białorusin­ami, Żydami. Będąc świadkiem haniebnej demonstrac­ji ONR-owskich studentów, którzy po nabożeństw­ie w kościele świętej Anny uformowali pochód i z okrzykami: „Wodzu, prowadź na Kowno” przedefilo­wali Nowym Światem, wybijając przy okazji szyby w żydowskich sklepach, napisał wiersz, w którym zawarł swoje życiowe credo, któremu do końca swego życia pozostał wierny: Nienawidzę­karłów/Zwykłychma­łychludzi Którychani­lawina/Anigromnie­bieski Niuczuciew­ielkie/Doczynunie­zbudzi Inienatchn­ieiskrą/Ogniemprom­etejskim Nienawidzę­ludzi/Którzylicz­ącgrosze Czyniązżyc­iasklepik/Smrodliwyi­brudny Którzyledw­iemyślą/Iżyjąpotro­sze Ciągnącswó­jżywotcias­ny/Płaski,bardzonudn­y Ryszard Karłowicz miał duszę swobodną! W piątkowe południe, 3 sierpnia, pożegnaliś­my człowieka prawego, uczciwego, wrażliwego. Pożegnaliś­my patriotę.

Dziś trudno używać, z różnych, pokręconyc­h przyczyn, słowa „lewica”. Warto więc powiedzieć, że gdyby wszyscy ludzie odwołujący się do przekonań lewicowych byli tacy jak Ryszard Karłowicz, to słowo to nie byłoby tak trudnym dziś do użycia w Polsce słowem. Byłoby pięknym słowem. Tak jak On był pięknym człowiekie­m. Dosłownie. Ale przede wszystkim jednak przez swoją dobroć. On kochał ludzi. Zresztą wystarczył­o spojrzeć na jego córki – na Zosię i na Ankę – by to wiedzieć. Dobro rodzi dobro.

Ryszard Karłowicz to był taki człowiek lewicy w PRL, który, kiedy była potrzeba, nie bacząc na konsekwenc­je, razem ze swoją żoną ukrywał w swoim mieszkaniu przed polityczną policją tych, których ona szukała.

I pewnie dlatego pod koniec swojego życia miał wokół siebie ludzi, którzy Go kochali.

 ??  ??

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland