TOMASZ URZYKOWSKI:

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA -

Spodziewałem się tego jesienią i zimą 2015 r., ale nie teraz. Tym bardziej że współpraca między nami apodległym wojewodzie wojewódzkim konserwatorem zabytków układa się ostatnio naprawdę dobrze. Wczerwcu tego roku wojewódzki konserwator prof. Jakub Lewicki zasiadał wkomisji konkursowej, która wybrała mnie na stanowisko stołecznego konserwatora. Planowałem zmiany wbiurze i miejskiej polityce konserwatorskiej. Zich wprowadzeniem czekałem na zakończenie konkursu. co widać na moim biurku. Codziennie wyrastają na nim sterty teczek, które liczę wmetrach.

– Wdokumencie orozwiązaniu porozumienia nie ma oficjalnych powodów. Na konferencji prasowej wojewody padło stwierdzenie, że zabytki wWarszawie są niedostatecznie zadbane i trzeba wzmocnić ich ochronę. A ja właśnie po to przyszedłem do Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków, żeby wzmocnić działania miasta w tym obszarze. Nie mówię, że wszystko się tutaj zawsze dobrze działo. Sam, jeszcze działając worganizacjach społecznych, z zewnątrz, czasem krytycznie oceniałem niektóre decyzje z czasów moich poprzedników. Miałem zastrzeżenia do rozbiórki CDT i willi Granzowa czy nadbudowy Hotelu Europejskiego. Z drugiej strony, będąc teraz wśrodku, widzę ogrom postępowań i to, ile fatalnych projektów udało się zatrzymać lub mocno skorygować. Niewystarczający był też sposób komunikowania tego, co i ile się w biurze robi, jak się to robi i jakie są zasady ochrony konserwatorskiej. Po prostu nie było na to czasu. Przyszedłem, żeby to poprawiać. Pacjenta trzeba leczyć, a nie zabijać. Wtym momencie się go zabija.

– Dochodzimy do pytania o być może faktyczny powód wypowiedzenia porozumienia przez wojewodę. Uważam, że nie są nim pomniki. To raczej kwestia klimatu politycznego, wktórym współpraca między urzędnikami wyższego szczebla, wojewodą i prezydentem miasta, nie układa się najlepiej. Rola pomników jest nadinterpretowana. Wielokrotnie mówiłem, że łatwo jest „ominąć” decyzję stołecznego konserwatora wtej sprawie i uzyskać zgodę na pomniki od Ministerstwa Kultury. Nie jest też prawdą, że stołeczny konserwator odmówił takiej zgody, ponieważ od 2010 r. nikt się do niego o to nie zwrócił. Nie przedstawiono mu żadnych projektów. Nikt nawet nie wystąpił o zalecenia.

– Dla mnie jest to pewnego rodzaju skrót myślowy. Układ zamknięty interpretuję jako historyczną kompozycję, wktórej ruchy wymagają bardzo przemyślanych decyzji, odpowiedzialnego projektowania. Wmojej opinii nowe upamiętnienia nie są tu wykluczone. Ale otym wszystkim możemy mówić dopiero wtedy, kiedy pojawią się konkretne propozycje.

– Diabeł tkwi w szczegółach: wielkości, formie, otoczeniu. To wszystko jest na razie wsferze domysłów. Skwer ks. Twardowskiego jest być może jednym z niewielu miejsc przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie ewentualnie mogłoby powstać coś nowego. Ale znowu wszystko zależy od formy irozmiarów, a także charakteru – czy pomnik ma być figuralny, czy narracyjny, czy może wzieleni albo nawierzchni. Radni zkolei myśleli oprzestrzeni ul. Trębackiej. Co do pomnika Lecha Kaczyńskiego na osi ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza, znów wracamy do pytań o formę, charakter, miejsce. Tutaj mam pewną obawę natury kompozycyjnej. Jeśli miałaby to być figura, to pamiętajmy, że znajdzie się między pomnikami Prusa i Piłsudskiego. Posąg Lecha Kaczyńskiego do jednego będzie wtedy zwrócony twarzą, ado drugiego tyłem, co może powodować pewną niezręczność. Zdrugiej strony po otwarciu Hotelu Europejskiego ulica zmieni się wpodjazd dla samochodów i parking taksówek. Nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby pomnik prezydenta tutaj stał. Przypomina mi to problem z lokalizacją obok pomnika Piłsudskiego. Ale to nie jest już kwestia stricte konserwatorska, a raczej natury odbioru społecznego. Może też są inne miejsca, także reprezentacyjne, lepiej związane z postacią Lecha Kaczyńskiego. Tylko to wymaga dyskusji i analiz.

– Raczej nie, ale w środowisku inwestorów często funkcjonuje tego typu przeświadczenie. Ja od początku wysyłam sygnał, że to tak nie działa. Każdy, kto ma sprawę do konserwatora, może się umówić na spotkanie ze mną albo moją zastępczynią. Jedyne, czego nie gwarantuję, to czas. Odbywam dziennie po kilka, kilkanaście spotkań, co przy ogromie obowiązków powoduje, że czasem trzeba dłużej poczekać. Większą uwagę zwracamy też na dokładność prowadzonych postępowań, często wzmacniamy nadzór konserwatorski nad inwestycjami, zwłaszcza gdy dopuszczamy znaczną ingerencję wzabytek. Częściej na placach budowy wprowadzamy nadzór archeologiczny.

– Za sukces uważam włączenie do gminnej ewidencji zabytków grupy obiektów architektury powojennego modernizmu. Bez tego dziś być może nie byłoby budynku Universusa, pawilonu Cepelii, a na pewno Syreniego Śpiewu. Wtym ostatnim przypadku odmówiłem pozwolenia na rozbiórkę. Do ewidencji włączyliśmy też układ urbanistyczny Nowej Pragi, co pozwoliło mi odmówić zgody na zabudowę dawnego bazaru braci Pachulskich. Sukcesem, przy wsparciu organizacji społecznych, na pewno było umieszczenie wgminnej ewidencji osiedla Jazdów, awe współpracy zwojewódzkim konserwatorem – osiedla Przyjaźń. Lada moment wewidencji będzie też Ściana Wschodnia. Wiele razy odmówiłem zgody na kontrowersyjne inwestycje, m.in. zabudowę fosy Fortu Mokotów, nadbudowę o kilka kondygnacji kina Atlantic, zabudowę Reduty Ordona, rozbiórkę budynków przemysłowych przy Czerskiej. Nie twierdzę, że odmowa zawsze jest sukcesem. Czasem wślad za nią powinno pójść inne rozwiązanie. Tak było z kamienicą Krongolda przy Złotej, gdzie po miesiącach trudnych rozmów z inwestorem udało się znaleźć rozwiązanie, które doprowadzi do odrestaurowania budynku bez rozbiórki oficyn i zabudowy dziedzińca. Zatrzymaliśmy wycinkę drzew wparku Świętokrzyskim i rozproszenie zbiorów Muzeum Techniki. Doprowadziliśmy do zdjęcia reklam z budynku wAl. Jerozolimskich 57.

– Nie udało mi się zapobiec rozbiórce fabryki przy Rogalińskiej. Nie udaremniłem wywózki mebli zapteki przy Nowym Świecie, o której dowiedziałem się już po fakcie. Próbujemy teraz to odwrócić. Żałuję też, że nie zatrzymałem wcześniej rozbiórki hal wUrsusie. Koparka bywa szybsza od urzędnika.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.