ZBYT SZYBKI MARATON HEJTU

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA -

Czy organizatorzy za późno pomogli Recho Kosgei, biegaczce z Kenii, która 800 metrów przed metą maratonu upadła i długo się nie podnosiła? Winternecie już zostali osądzeni

Wideo, na którym widać walkę Kenijki na ostatnim kilometrze, zostało opublikowane tuż po niedzielnym biegu. Widać na nim dramaturgię wydarzeń. Kosgei przez ponad 40 km biegnie pewnie, prowadzi i zmierza po wygraną. Na finiszu traci jednak siły i zwalnia, a800m przed linią mety osuwa się na ziemię.

Próbuje wstać, ale plączą jej się nogi. Gdy jeden z maratończyków chce jej pomóc wstać, Kosgei pomoc odrzuca, bo to oznaczałoby dyskwalifikację. Sama jednak nie jest w stanie się podnieść. – To były tortury. Próbowałam wstać i widziałam nadbiegającą rywalkę. Wyprzedzała mnie, a ja nie mogłam nic zrobić. Wiedziałam, że to koniec marzeń – powie Kosgei.

Przez cztery minuty Kenijka leży na asfalcie, dopiero po chwili zajmują się nią służby medyczne. Dwoje ratowników prowadzi ją do karetki. Odjeżdżają do szpitala. Kosgei kończy jako biegaczka niesklasyfikowana, bez głównej nagrody, czyli 20 tys. zł, i ewentualnej premii za czas. Wszpitalu okazuje się, że jest skrajnie wycieńczona. – Ominęłam punkty zwodą na 30., 35. i40. km trasy – mówi dla holenderskiego magazynu „Runners World”. – Dziękuję Bogu, że jestem zdrowa – dodaje. Wponiedziałek była już wKenii.

Tu historia mogłaby się kończyć, ale wrzawę rozpętali internauci i dziennikarze. Namibijczyk Saddique Shaban pisze o „niedbalstwie” organizatorów, którzy nie pomogli biegaczce, a tylko „gapili się, gdy leżała”. Oskarżył organizatorów o rasizm i zadał pytanie: „czy gdyby była lokalną atletką, to otrzymałaby pomoc wcześniej?”.

Jego wpis komentowali maratończycy z całego świata. „Tu już nie chodzi o bieg, to igranie z życiem” – napisał jeden z nich, a o sprawie zaczęło być głośno także na polskich forach. Polscy biegacze także oskarżyli organizatorów o bierność. Do mediów przedostało się zdjęcie, gdy obsługa przygląda się Kenijce z zaparkowanego obok auta. Komentujący biegacze amatorzy mają także żal do bie ga czki z Etio pii, któ ra wdrodze po złoto minęła leżącą rywalkę, nie spoglądając choćby wjej stronę.

Dyskurs zmieniła także Kosgei. – Upadłam, a to był sygnał dla organizatorów, aby podali mi wodę. Po to były na trasie patrole rowerowe i samochodowe. Ajedyne, co robili, to patrzyli się na mnie – stwierdziła przed kamerą Kenya NTV, gdy wylądowała już wdomu.

– Przegapiłam jeden punkt zwodą, by nie zgubić pacemakera. Ale pięć kilometrów potem sięgnęłam po wodę, tyle że to była zwykła woda, a nie specjalna przygotowana dla mnie – powiedziała i dodała, że może złoży skargę do polskiej federacji PZLA. Czy organizatorzy rzeczywiście mogli zrobić więcej?

– Nie chcę podejmować się moralnej oceny rywalki, ale rzadko spotykam się z sytuacją, wktórej rywale pomagaliby sobie na trasie – tłumaczy Jakub Wiśniewski, biegacz długodystansowy. – Na zwycięstwo składa się także równe rozłożenie sił. Kosgei przeszarżowała i Geletu Bekelu Beji, która ostatecznie wygrała, doskonale o tym wiedziała.

Wiśniewski był świadkiem upadku Kenijki. – Takie obrazki to na maratonach nic szczególnego. Kenijka dłuższą chwilę biegła szlaczkiem, czyli zakosami. Upadła, ale zachowała sprawność umysłu. Patrzyła na zegarek, odwracała się za rywalką. Nie było zagrożenia jej życia, zwyczajnie zabrakło jej sił.

Wiśniewski dodaje, że przed biegaczką jechał samochód techniczny, a nie z ratownikami. To auto „prowadzi” najszybszą na trasie biegaczkę. Agdy tylko stało się jasne, że Kosgei biegu nie wygra, otoczono ją pomocą.

Podobnego zdania jest Piotr Łobodziński, najlepszy na świecie towerrunner, medalista Biegu na Piątkę wtrakcie maratonu. – Zrobiono z igły widły. Pomoc rzeczywiście mogła zostać udzielona nieco wcześniej, nawet bez zgody zawodniczki, bo takie sytuacje są znane. Może udałoby się jej jeszcze przeczołgać 50 metrów, ale nie kilometr. Ratownicy dotarli do zawodniczki o kilka minut za późno, ale to jedyny zarzut – mówi.

Co ciekawe, pretensji nie ma także menedżerka biegaczki. Wrozmowie ze „Stołeczną” Holenderka Hannah Van de Veen mówi: – Ratownicy nie pomogli jej zbyt szybko, bo chcieli jej dać szansę dokończyć bieg iwygrać. Ale też nie za późno, by mogło jej się coś stać. Nie będziemy składać skarg, jesteśmy wdzięczni za pomoc.

Skąd więc rozdźwięk wwypowiedziach Kosgei? – Odnoszę wrażenie, że Recho mówi to, co akurat ktoś chce od niej usłyszeć – uważa Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego. – Po biegu dziękowała nam za organizację i pomoc, jej menedżerka podobnie. Agdy stanęła przed kenijskimi dziennikarzami, zaczęła oskarżać – dodaje.

Wiśniewski: – Podróżowałem po Afryce, rozmawiałem zwieloma tamtejszymi biegaczami. Wiem, czym jest dla nich wygrana weuropejskim maratonie i finansowa nagroda. Komuś z Europy byłoby łatwiej się wycofać. Ale nie Kosgei.

Być może stąd jej heroiczna walka, apotem – frustracja. – Znamy jej sytuację materialną. Spróbujemy jej pomóc i ofiarować jej tyle samo pieniędzy, ile dostałaby za wygraną – mówi Hanna Van de Veen.

Wśród kobiet najszybsza na trasie PZU Maratonu Warszawskiego była Geletu Bekelu Beji zEtiopii (02:35:09). Na kolejnych miejscach znalazły się Kenijka Jelagat Cherop Beatrice iPolka Ewa Jagielska. Recho, która ćwiczyła do maratonu niemal rok, awBarcelonie uzyskała czas 2:30:09, miała szansę złamać życiową barierę 2:28.

Ratownicy pomagają dojść kenijskiej biegaczce do karetki pogotowia

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.