PLAC POWINIEN ŁĄCZYĆ

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - Z DRUGIEJ STRONY - PAWEŁ GAWLIK MICHAŁ WOJTCZUK

Chcemy wspólnie z mieszkańcami zaprojektować przestrzeń ponadczasową, z której będziemy korzystali przez najbliższe dziesięciolecia. Zachęcam wszystkich mieszkańców do udziału w konsultacjach – mówił wponiedziałek Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy , prezentując pięć koncepcji dopuszczonych do finału konkursu na plac przed Pałacem Kultury iNauki.

Zaraz potem przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska z Platformy Obywatelskiej odczytała oświadczenie jury konkursu, wstrząśniętego samobójczą śmiercią Piotra Szczęsnego, który właśnie na placu objętym konkursem 19 października dokonał aktu samospalenia w proteście przeciw rządom PiS. „Nie możemy inie chcemy być obojętni wobec tego, co się wydarzyło w ostatnich dniach na placu Defilad. Liczymy, że dyskusja przyniesie odpowiedź na to, jak uwzględnić tę tragiczną historię”.

Moim zdaniem to bardzo niefortunna deklaracja, która może postawić pod znakiem zapytania wspólny namysł nad kształtem najważniejszego placu stolicy.

Od śmierci Piotra Szczęsnego nie minął miesiąc. Mężczyzna zostawił list, w którym krytykuje politykę PiS. Ale idzie dalej, pisząc: „Chciałbym, żeby Prezes PiS oraz cała PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża i że mają moją krew na swoich rękach”.

Nie wiem, jak architekci z konkursowego jury iwładze Warszawy wyobrażają sobie, że wokół upamiętnienia postaci oskarżającej lidera rządzącej partii o swoją śmierć uda się zbudować wspólnotę wszystkich warszawiaków. Jak nad formą tego upamiętnienia mają zastanawiać się sympatycy PiS?

Pierwszym pomysłem dotyczącym pl. Defilad jest więc wykopanie głębokiego politycznego podziału. Najważniejszy plac w mieście i jego zagospodarowanie zamiast przedmiotem wspólnej troski może stać się elementem bieżącej partyjnej wojny. Podobna toczy się od dawna wokół Traktu Królewskiego.

Śmierć Piotra Szczęsnego wciąż wywołuje ogromne emocje. Wielu próbuje ją na swój sposób zrozumieć, część warszawiaków upamiętnia jego przesłanie podczas marszów i demonstracji. Sąd konkursowy wyraża już jednak przekonanie, że symbolika pl. Defilad zmieniła się wraz z samobójczą śmiercią Szczęsnego „bezpowrotnie”. Śmierć, której jeszcze w pełni nie przeżyliśmy, już zostaje włączona w politykę.

Nie oceniam emocji ludzi, mam do nich pełen szacunek. Od władz miasta wymagam jednak rozwagi. Być może w przyszłości będzie czas na upamiętnienie śmierci Piotra Szczęsnego. Będzie można to uczynić na dowolnie zaprojektowanym placu.

Na pomysł na plac Defilad czekamy od początku III RP. Chcę o tym placu dyskutować wspólnie zsympatykami lewicy, prawicy i partii centrowych i z tymi, którzy na wybory nie chodzą. Bo będziemy z niego korzystać wszyscy. To nie musi być polityczna manifestacja.

Czy mamy udawać, że 19 października przed Pałacem Kultury nie zdarzyło się nic wstrząsającego? Samospalenie Piotra Szczęsnego to jedno z najdramatyczniejszych wydarzeń w historii Pałacu Kultury. Poruszyło mnóstwo ludzi, którzy spontanicznie przychodzą na plac palić znicze.

Nie był to jedyny tak dramatyczny gest protestu w ostatnich latach, ale jedyny oderwany od osobistych pobudek, któremu towarzyszył przerażająco chłodny polityczny manifest. W wielu punktach diagnoza Piotra Szczęsnego pokrywała się z zarzutami stawianymi obecnym rządom przez największe media i polityków w Polsce. Wielu ludzi poczuło się wręcz znokautowanych tym, że tak dalece zgadzają się z oceną polityki w Polsce dokonaną przez samobójcę. Także ci, którzy nie zgadzają się, żeby winą za tę śmierć obarczać jakiegokolwiek polityka.

Nie oceniam gestu Piotra Szczęsnego. Daleki jestem od jego gloryfikowania. Czuję dreszcz niesmaku na myśl, że jego postać może być wykorzystywana w celach politycznych, że jego nazwisko może stać się hasłem wieców.

Z niepokojem obserwuję wydarzenia, takie jak poniedziałkowy marsz ulicami Warszawy. Wzięło w nim udział dwa tysiące osób, na zakończenie odczytano postulaty z manifestu Piotra Szczęsnego, a tłum po każdym z nich krzyczał: „Protestuję”. To zaczyna niebezpiecznie przypominać uprawianie polityki na trumnach.

Ale czy upamiętnienie dramatu, który wydarzył się przed Pałacem Kultury, musi być polityczną manifestacją? Jestem w stanie wyobrazić sobie skromną tablicę zwyważonym napisem. Tu zginął człowiek. Jego śmierć wprawiła wielu z nas wzadumę. Obyśmy nigdy więcej tego nie doświadczyli.

Pozwólmy projektantom placu przed Pałacem Kultury zastanowić się nad tym, w jakiej formie zasygnalizować taki przekaz.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.