Chemią w dzika

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA -

dla ludzi i zwierząt, ma atest Instytutu Zdrowia Publicznego. Unoszący się zapach ma odstraszać dziki i chronić uprawy. Wwersji miejskiej – trawniki i klomby.

Prawdopodobnie jednak urzędnicy strzelili kulą w płot. – Środek jest popularny przy ochranianiu pól uprawnych, ale nie sprawdza się wmiastach. To skondensowany zapach ludzkiego potu i drapieżników. Aprzecież osiedla są przesączone zapachem ludzi i psów, czyli drapieżników. Dziki więc od małego są do niego przyzwyczajone – mówi Andżelika Gackowska, wicedyrektor Lasów Miejskich.

– Już bardziej mogą się sprawdzić preparaty zmieniające kwasowość (pH) gleby tak, że nie mogą w niej żyć pędraki. Dziki doskonale wyczuwają ich nieobecność i nie mają powodu ryć trawników – dodaje Gackowska.

Równolegle trwa odstrzał dzików, o którym pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera nakazał zastrzelenie 240 zwierząt na Mazowszu, w tym pięćdziesięciu wWarszawie. Odstrzał prowadzą okręgi łowieckie, w mieścieLasy Miejskie. Formalnie od 2 listopada. Jak się dowiedzieliśmy, wWarszawie zginęło na razie siedem osobników. Pięć w środę, dwa we wtorek.

Gackowska przekonuje, że odstrzał jest prowadzony wbezludnych miejscach, z dala od zabudowań – popołudniami albo wcześnie rano. Potwierdza to fakt, że na łowczych nie było skarg, nikt nie zgłaszał też strzałów. Na huk skarżono się jedynie w sobotę w okolicach szpitala w Międzylesiu, ale akurat wtym dniu żaden łowczy nie polował na dziki. – Po nagłośnieniu odstrzałów zgłosiło się do nas sporo myśliwych, którzy chcieli pomóc. Wszystkich odprawiamy, bo nie możemy zaufać niesprawdzonym osobom. Odstrzał prowadzą tylko nasi pracownicy świetnie znający teren. Możliwe, że ten huk to petardy albo nielegalne polowanie – mówi Gackowska.

Podkreśla, że łowczy eliminują najstarsze i najbardziej doświadczone osobniki. To głównie zwierzęta o masie powyżej 100kg. – Są na tyle mądre, że omijają odłownie i uczą tego młode – mówi dyrektor i zapewnia, że dziki odstrzelone wWarszawie trafiają do utylizacji, a nie na talerze.

Skargi na dziki przychodzą do redakcji „Gazety Stołecznej” z całej Warszawy. Najczęściej zpowodu niszczenia zieleni, ale niektórzy boją się też fizycznego kontaktu ze zwierzętami. Ostatnio kilka skarg dostaliśmy z granicy Warszawy między Falenicą a Aleksandrowem. Rodzice boją się tam odzieci, bo przy drodze do szkoły grasowała duża locha, która, gdy miała młode, ponoć bywała agresywna. Możliwe, że i ona została odstrzelona. Myśliwi z okręgu łowieckiego działającego w tym rejonie zabili już pięć zwierząt.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.