Na kaca, lenia i relaks

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA - ANNA S. DĘBOWSKA

Byłam niedawno w Lizbonie. Cudowne miasto, awnim dzielnica o nazwie Alfama, w której co dwa kroki znajdujesz kolejną knajpę czy klub, zmuzyką graną na żywo, dobiegającą na ulicę ze środka. To fado, portugalska porcja nostalgii wyśpiewywana chropawym głosem, ciemnym jak oczy legendarnej pieśniarki Amandy Rodrigues, głównej bohaterki miejskich murali w tym mieście. Zastanawiałam się, czy jest jeszcze drugie takie miasto, które na serio żyje muzyką i jest przez nią definiowane. Nowy Orlean? Na pewno, „but I’ve never been there”. Amoże Warszawa? Ależ tak! Zwłaszcza w lecie, pod pomnikiem Chopina.

Słońce, zieleń, ptasi śpiew i marzycielskie nastroje płynące z fortepianu na melodię Nokturnu b-moll op. 9 – bardzo wielu warszawiaków spędzi najbliższą niedzielę w Łazienkach Królewskich w takim otoczeniu, słuchając w samo południe utworów Fryderyka Chopina. Choć nie ma jeszcze lata, organizatorzy Koncertów Chopinowskich w tym parku, korzystając z pięknej pogody, już teraz zapraszają słuchaczy na plenerowy występ Ingolfa Wundera, srebrnego medalisty Konkursu Chopinowskiego z 2010 r.

Na wielkim trawniku i okalających monument ławeczkach co roku zbiera się potężne audytorium, jakieś 2000 osób. Najpierw w południe, potem o godz. 16, gdy zaczyna się drugi koncert, z innym wykonawcą i programem. To więcej niż w Filharmonii Narodowej, bo ta ma widownię na 1100 osób. Na dodatek tam średnia wieku to 250 lat, podczas gdy w Łazienkach, parku uchodzącym za „zgredziarski”, młodość zerka ze wszystkich ławeczek i łapie w nozdrza zapach róż. Znajoma fotografka (przed trzydziestką) już zaciera ręce i szykuje sukienkę na pierwszy koncert. A ja dopytuję: „Ale co? Ale dlaczego?” – z niedowierzaniem iwyraźnym kompleksem przynależności do jednego procentu narodu: osób żarliwie zakochanych wmuzyce klasycznej.

Słyszę więc, że Koncerty Chopinowskie są dobre na wszystko. „Na niedzielnego kaca / na lenia / na relaks”. Na zjednoczenie narodowe, choćby chwilowe. Bo słuchając w ciszy i skupieniu tego, co pewien pół rodak, pół Francuz wymyślił prawie dwa stulecia temu, Polacy na moment odbudowują wspólnotę (i to się czuje). Dobre na randkę z cudzoziemką, która zWarszawy kojarzy tylko Pałac Kultury i „wielki park z fortepianem”. Warte tego, aby regularnie przyjeżdżać na rowerze z Tarchomina lub Jelonek z pełnym ekwipunkiem na każdą ewentualność, jak pewna pani i jej znajomi, których spotkałam kiedyś na trawie. Mata wodoodporna i peleryna, gdyby padało, parasol od słońca, kanapki i borówki amerykańskie w pojemniku, zapas wody

– oto godny wyprawy wysokogórskiej zestaw bywalca Koncertów Chopinowskich w Łazienkach Królewskich.

Ajak się gra w takim miejscu wybitnym pianistom, przyzwyczajonym do akustyki sal koncertowych? Oni to uwielbiają, mimo niedogodności pracy w plenerze. Od deszczu, słońca i owadów chroni ich niewielkie płócienne zadaszenie. Gra się z nagłośnieniem – czego żaden klasyczny muzyk nie lubi, to fakt – ale za to na bardzo dobrym fortepianie. I to przed najbardziej życzliwą i uważną publicznością, jaką sobie można wymarzyć. A to chyba najważniejsze. Koncerty Chopinowskie czas zacząć!

Koncert Chopinowski w Łazienkach Królewskich

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.