BRYDŻ

Gazeta Wyborcza - Regionalna (Stoleczna) - - PIERWSZA STRONA -

To gra między dwiema parami. Po przetasowaniu, przełożeniu i rozdaniu kart następuje licytacja, w której partnerzy na podstawie umówionych wcześniej odzywek ustalają między sobą, ile lew wezmą (minimum siedem, maksimum 13, czyli szlem). Przeciwnicy mogą podnieść poziom rozgrywki albo zgłosić kontrę. Jednocześnie wybierany jest kolor kontraktu (pik, kier, karo lub trefl), którym podczas gry wolno będzie przebijać wyższe

Wrazie czego syn wezwie pogotowie

Trudno w to uwierzyć, ale 102-letnia Maria Klimaszewska jest całkiem niedawnym odkryciem Polskiego Związku Brydża Sportowego. Jego działacze dowiedzieli się o niej poprzez sędziego Włodzimierza Rutkowskiego, który prowadzi klub brydżowy wMilanówku. Do Podkowy Leśnej wybrali się po raz pierwszy w lutym tego roku. Witold Stachnik relacjonuje na karty. Można się też zdecydować na grę bezatutową. Zwycięża para, która ugra robra, to znaczy dwie partie za minimum sto punktów. Tyle warta jest gra w trzy bez atu (wtedy trzeba zebrać dziewięć lew), cztery piki lub kiery (dziesięć lew) i pięć trefli lub karo (11 lew). Partia może się więc składać z jednego lub więcej rozdań. W razie wpadki punkty dopisuje się do bilansu przeciwników – podwójnie po ich udanej kontrze.

swojej stronie internetowej: „Nie spodziewałem się, że rozegramy pełne kółko, ale po drugim robrze wtym samym zestawieniu, pani Maria spytała: »To się nie zmieniamy?«. No to się zmieniliśmy. Trzeciego robra miałem przyjemność zagrać z panią Marią. Rober wtrzech rozdaniach – wpierwszym broniliśmy końcówki kierowej pięcioma karami, a dwa następne to szybko i skutecznie osiągnięte końcówki pikowa i kierowa. Po czterech godzinach chcieliśmy kończyć, ale pani Maria zaprotestowała – »to już?«. – Przy brydżu – powiedziała – nigdy nie jestem zmęczona, awrazie czego syn wezwie pogotowie”.

Nasze wiosenne spotkanie przy kartach zaczęło się po godz. 16. Pół do dziewiątej padło pytanie, czy pani Maria nie ma ochoty przerwać. – Nic podobnego, gramy do jedenastej! – oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Pod koniec wieczoru do stołu brydżowego zasiadł jej syn Hipolit. Licytował odważnie iwysoko. Grałem z nim w parze, zacząłem od jednego karo, a on wrzucił od razu pięć. – Kontra! – oznajmiła pani Maria. – Rekontra! – odpowiedział pan Hipolit, a ja, któremu przypadło rozegranie tego kontraktu pod czujnym okiem mistrzów, zapamiętam je na długo. Układ kart uprzeciwników okazał się, niestety, niekorzystny i zabrakło nam jednej lewy. Pani Marii karty sprzyjały właściwie przez cały wieczór. Na koniec wzięła wszystkie lewy i ugrała szlema. Choć protestowała, symbolicznie zrzuciliśmy się po 10 groszy od przegranego punktu. Znowu zaprasza na partyjkę.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.