ZAPISANA WGWIAZDACH

Drugiej takiej uczennicy nie było w Polsce co najmniej przez ostatnie 60 lat. Dwukrotnie wygrała Olimpiadę Astronomiczną, a wyniki miała lepsze niż niegdyś Aleksander Wolszczan w jej wieku

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TYP TYGODNIA - TEKST JUSTYNA SUCHECKA

zerwona orbita należy do Marsa, pomarańczowa do Jowisza, a „Zosia” obiega Słońce po eliptycznej orbicie między nimi – Michał Kusiak, łowca planetoid, pokazuje mi na grafice, jak wygląda planetoida, która dostanie nazwę na cześć Zofii Kaczmarek, tegorocznej maturzystki z Liceum Akademickiego wToruniu. W najbliższych miesiącach musi ją jeszcze zatwierdzić i wpisać do katalogu Międzynarodowa Unia Astronomiczna. Nie powinna mieć jednak wątpliwości, że nastolatka na planetoidę zasłużyła.

Drugiej takiej uczennicy nie było wPolsce co najmniej przez ostatnie 60 lat. Od tak dawna odbywa się krajowa Olimpiada Astronomiczna. Zosia wygrała ją dwukrotnie, awpierwszej klasie liceum zajęła drugie miejsce. W 2016 r. wygrała jako druga kobieta w historii, aw2017 zwyciężyła po raz drugi. Do tego wygrała wspektakularnym stylu.

– Takiego wyniku nie miał jeszcze nikt w historii – mówi Lech Motyka z Planetarium Śląskiego. – Nawet Aleksander Wolszczan, jeden z najbardziej cenionych astronomów świata, gdy był w liceum, nie osiągnął takich rezultatów. Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze Zosię pobije – podkreśla.

– W zeszłym roku byłem jednym z oceniających zadanie na temat komety Polonia. Rozwiązanie Zosi było oryginalne, wyraźnie przemyślane i z zastosowaniem kilku metod, które okazały się bardzo pomocne – wspomina Kusiak. Pracę ocenił jako wzorcową, w uwagach dopisał, że wróży Zosi duży sukces. Nie pomylił się.

Gdy Kusiak zMichałem Żołnowskim, zktórym razem polują na planetoidy, decydowali, że jedna z nich dostanie imię zwycięzcy tegorocznej olimpiady, nie wiedzieli, że będzie to

CZosia. – Bardzo się ucieszyłem. Jestem pewny, że nazwanie jej imieniem i nazwiskiem planetoidy jest słuszne. Oryginalność, aktywność, wielka pasja, azdrugiej strony skromność iserdeczność wobec innych to cechy, których Zosi nie brakuje, a które mnie osobiście zainspirowały. Myślę, że zainspirują także innych – mówi.

Droga Zosi do nieba zaczęła się w toruńskim planetarium. Sama śmieje się, że musiała mieć to zapisane w gwiazdach. – Zabrała mnie tam mama, gdy miałam pięć czy sześć lat – wspomina. – Może gdybyśmy chodziły np. do zoo, miałabym inne pasje, ale jak już raz spojrzałam w niebo, to przepadłam. W mieście rozprasza nas światło i często nie doceniamy tego, co nad nami. Anie ma wspanialszych widoków!

Na początku niebo za domem oglądała przez lornetkę. Poważnie zainteresowała się astronomią w pierwszej klasie gimnazjum; to wtedy zapisała się do kółka astronomicznego. – Męczyłam rodziców, żeby pozwalali mi wychodzić w noc. Do obserwacji nieba nie trzeba mnie zmuszać, robię to niemal w każdej wolnej chwili – wyznaje. Kiedy o tym opowiada najczęściej używa słów „niesamowite”, „piękne”, „wspaniałe”. Podobnie mówi o ludziach związanych z astronomią. – Astronomowie są świetni. Mają wsobie mnóstwo pasji, dzięki temu po branżowych wydarzeniach chce się żyć – mówi Zosia. – Jeżdżąc na takie spotkania, zyskałam mnóstwo znajomych z całej Polski. Nazywam ich swoją astronomiczną rodzinką. Jest naprawdę kochana.

Gdy rozmawiamy o likwidacji gimnazjów, ubolewa, że jej młodsi koledzy nie dostaną tej szansy: – Po sześciu latach w jednej szkole by- ło mi trochę ciasno. To w Gimnazjum Akademickim nauczyłam się pracować samodzielnie i wybierać to, co chcę robić. Nauczyciele traktowali nas całkiem „dorośle” jak na te 13 lat i to sprawiło, że szybciej dojrzewaliśmy. Wdobrym sensie.

Ale na rozwój jej talentów wpływ miała nie tylko szkoła. – Wykłady, obozy, a zwłaszcza Klub Astronomiczny „Almukantarat” – wylicza. – Do tego jestem stypendystką Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, dzięki któremu mogłam odwiedzić wyjątkowe miejsca, takie jak obserwatorium w Alpach czy baza rakietowa za kołem podbiegunowym.

Dziś Zosia błyszczy też na światowym forum. W listopadzie będzie reprezentowała Polskę na międzynarodowej olimpiadzie w Tajlandii. To jej trzeci występ w tym konkursie. W grudniu 2016 r. w Indiach zdobyła srebro, ale najbardziej się cieszyła, że może zobaczyć południowe niebo i Księżyc w zenicie. Z Indonezji wspomina Krzyż Południa, awtym roku chciałaby wreszcie zobaczyć Obłoki Magellana.

Ma talent nie tylko astronomiczny. W zeszłym roku zdobyła też srebrny medal na międzynarodowej olimpiadzie lingwistycznej, gdzie umiejętności matematyczne wykorzystuje się do rozplątywania zawiłości języków.

Nic dziwnego, że studia zagraniczne kuszą, ztymi wynikami może przebierać w ofertach. – Na razie nie chcę mówić, co wybiorę, choć wiem, że wiele osób oczekuje ode mnie decyzji. Potrzebuję jeszcze trochę czasu – mówi. – Jednego jestem pewna: chcę być naukowczynią. Na razie szkoła nie daje mi jednak zapomnieć, że najpierw muszę zdać maturę – dodaje ze śmiechem.

Gdy wygrała srebro na olimpiadzie

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.