WSTRĘTNA DZIEWCZYNA

Czy Sophia Amoruso vel #Girlboss zrozumiała, że bez siostrzeństwa nawet największy boss sobie nie poradzi? Czymoże chwyta się tego, co wydaje się jej opłacalne?

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - POPULARNA

ophia Marlowe to bohaterka „Girlboss”, serialu powstałego na kanwie prawdziwej historii internetowego sklepu z modą vintage – Nasty Gal. Założycielka sklepu to Sophia Amoruso – wymyśliła go i zbudowała od zera w 2006 roku, wwieku 22 lat, żeby za kolejnych pięć stać się krezuską z 28 mln dol. przychodów rocznie. Serialowa Sophia jest „nasty”, ale nie w tym przewrotnym sensie, wmyśl którego dziewczyny kupowały koszulki z Hillary Clinton i podpisem „Nasty woman”, żeby pokazać wrogom feminizmu środkowy palec. Sophia zNetflixa jest po prostu okropnym dziewuszyskiem. Serial jest zaś okraszany przymiotnikami typu: wzmacniający kobiety, emancypujący, afirmujący – co wkontekście zachowania protagonistki brzmi jak niesmaczny żart. Sophia jest narcystyczna, egoistyczna, karykaturalnie „spontaniczna”, nie szanuje uczuć innych, jest chamska i rozwydrzona. Scenariusz sugeruje nam, że jej potwornie aspołeczne zachowania, obcesowość, dochodzenie do celu po trupach tak naprawdę są urocze i słodkie. Aha – no i feministyczne, bo przecież filmowa Sophia jest feministką. Jeśli jest, to to feminizm na miarę Ivanki Trump, który polega na tym, żeby zarabiać pieniądze. Dużo pieniędzy. Interesujący jest epilog tego lukrowanego serialu. Napisało go życie. Wlistopadzie zeszłego roku Nasty Gal ogłosiło bankructwo, a Sophia musiała sprzedać firmę. Znaki rozpadu widać było jednak dużo wcześniej. Właściwie odkąd w 2012 roku firmę Nasty Gal zaczęli zasilać zewnętrzni inwestorzy, Sophia przestała panować nad jej wzrostem. Coraz mniej była szefową, a coraz bardziej celebrytką wydającą kolejne książki pod szyldem #Girlboss. Uciekła z tonącego statku w 2015 roku i zrezygnowała z funkcji CEO. Do mediów zaczęło się zaś przedostawać coraz więcej informacji z wnętrza firmy – okazało się, że wcale nie jest feministycznym rajem, ale zwyczajną korporacją, której szefowa poza tym, że nazywa siebie dziewczyną i jest płci żeńskiej, zachowuje się zupełnie tak samo jak pospolicie występujący #okropnyszef. Zwalniała kobiety w ciąży i na urlopie macierzyńskim, tworzyła toksyczną atmosferę w pracy, zarządzała grupowe zwolnienia, pożegnała się także z obecną przy niej od początku Christiną Ferrucci, a zatrudniła za to

Snową osobę, która nie rozumiała marki. Dawna anarchistka, która walczyła z sieciówkami, sama stała się kapitalistką. Kiedy Nasty Gal ogłaszało bankructwo, zbankrutowało też świeże małżeństwo Sophii. Po dziesięciu latach, w wieku lat 32, musiała przemyśleć swoje życie na nowo. I kto wie – być może jest to najlepsza rzecz, jaka mogła się jej przytrafić. I to dopiero fajna historia na serial. Kogo bowiem interesuje, jak wyszczekanej małolacie udało się zarobić miliony i źle traktować ludzi? Interesujące jej dopiero to, co zrobi, kiedy je straci. Sophia zaś nie chce już być bossem, chce być coachem. Nie chce mieć firmy, ale społeczność. Nie chce być dyktatorką, ale mediatorką. Nie chce zbierać dla siebie, chce rozdawać. Jej platforma medialna #Girlboss ma pomagać kobiecej przedsiębiorczości. Teraz nie chodzi już tylko o Sophię, ale także o cudze dziewczyńskie biznesy, o networking, mentoring, pomoc finansową, promocyjną. Sophia, która jeszcze kilka lat temu twierdziła, że nie ma co rozmawiać o feminizmie („Czy 2014 rok to nowa era feminizmu, kiedy nie trzeba o nim rozmawiać? Nie wiem, ale uznaję, że tak”), nagle chce dyskutować. I choć projekt nazywa się #Girlboss, składa się na niego wielu bossów czy bossic, które mają prawo do wypowiedzi i decyzji – w odróżnieniu od czasów, gdy Sophia twardą ręką zarządzała Nasty Gal. Teraz deklaruje, że nie warto dążyć do sukcesu za wszelką cenę, ale warto zastanawiać się nad tym, czym dla kobiety jest sukces. Pierwsza, założycielska konferencja stowarzyszenia została określona przez Sophię mianem „rally” – wiecu. Wtym samym czasie kobiety na ulicach Ameryki protestowały przeciwko Trumpowi. Czyżby Sophia zrozumiała, że bez siostrzeństwa i kolektywu nawet największy boss sobie nie poradzi? Czy może po prostu wpisuje się w to, co wydaje się jej teraz opłacalne? Tym razem nie ciuchy vintage, ale biznesowy coaching i prawa kobiet? Ona sama tłumaczy: „Już nie chodzi mi oNasty Gal. Teraz chodzi mi o historie innych ludzi. Myślę, że to ważny czas dla kobiet, żeby współdziałać i dowiedzieć się, czym jest sukces – dla wszystkich i dla siebie samych”. Może więc Sofia Amoruso w wieku dwudziestu paru lat była najgorszym, co może się przytrafić feminizmowi, ale jako 30-latka może się okazać dla niego wsparciem. Imiejmy nadzieję, że będzie miała na ten temat więcej słów, a mniej hashtagów.

SOPHIA AMORU SO, KIEDYŚ MILION ERKA, DZIŚ BANKR UTKA

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.