IV

KOPERKOWE LENIWE TESSY CAPPONI-BORAWSKIEJ

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - HISTORIE KUCHENNE -

Do profesjonalnej kuchni trafiłam z prostego powodu – kocham jeść! Wszystko w moim życiu było motywowane jedzeniem. Zły humor miałam tylko dlatego, że albo byłam głodna, albo ktoś zabrał coś z mojego talerza. Pamiętam, jak kiedyś strasznie głodna wróciłam ze szkoły do domu. Oczami wyobraźni widziałam talerz, ba – całą miskę makaronu. Tylko dla mnie! Wmyślach już nawijałam go na widelec, już czułam jego smak. A gdy zapytałam mamę, co na obiad, powiedziała, że zupa z soczewicy. To był cios w serce! Ale jak ja tym zaspokoję głód? Gdzie mój makaron! Do tej pory jej to wypominam. (śmiech)

Wdomu gotowali nam oboje rodzice. Bo choć to mama zrobiła ze swojej największej pasji karierę, to tato, Jakub, kucharzem, choć domowym, jest fenomenalnym! Zwykształcenia historyk, pracuje jako urzędnik państwowy. Gdy dorastaliśmy, bardzo dużo pracował, więc działał w kuchni głównie wweekendy, ale teraz gotuje dużo i nadal chętnie. To po nim odziedziczyłam pasję do mięsa! Uwielbiam je jeść i z niego gotować. Pamiętam, jak tato ustawiał z nas „zrazową” taśmę produkcyjną – on bił mięso, moja siostra Cosima soliła i pieprzyła zrazy, Zyziek [czyli Zygmunt, najstarszy syn Tessy i Jakuba] smarował mięso musztardą, a ja układałam po kawałku kiszonego ogórka i czasem kawałek boczku. A potem je zawijaliśmy i przebijaliśmy wykałaczkami.

Wdomu do jedzenia zawsze było coś nowego. Nie tak jak w szkole – można było się zakładać, że danego tygodnia na pewno choć raz będzie mielony albo naleśniki. Zresztą ze szkołą wiąże się moja druga – obok tej soczewicy wzupie – kulinarna trauma z dzieciństwa: ryż z jabłkami na słodko. Rozgotowany i bez smaku, sczerniałe, starte na papkę jabłko. Brr! No i makaron z owocami. To dla mnie nie ma zupełnie sensu. Tak się po prostu nie robi! Moja włoska dusza tego nie akceptuje. Pierogi z owocami jeszcze ujdą, choć tylko na deser. Ale główne danie nie może być na słodko! Do tej pory nie rozumiem też śledzi – od 27 lat ojciec mi je podsuwa, zachęca, i nic.

Po liceum nie wiedziałam, co chcę studiować, ale wiedziałam, że chcę stanąć na własnych nogach. By móc się utrzymać, wynająć mieszkanie, zaczęłam pracować we włoskiej restauracji jako kelnerka. To mój pierwszy kontakt z gastronomią. Potem wyjechałam do Włoch, do dziadków, na winobranie. I pewnego dnia zadzwoniła do mnie mama – ni z tego, ni z owego – i powiedziała, 800 g białego półtłustego twarogu 200 g mąki 200 g bryndzy 100 g zimnego masła 3 jajka 1 pęczek świeżego koperku sól i pieprz (porcja dla 6 osób) Ser kruszymy drobno i dokładnie mieszamy z mąką, jajkami, bryndzą i bardzo drobno posiekanym koperkiem. Do całej masy ścieramy na tarce o dużych oczkach masło. Ponownie mieszamy, doprawiając solą i pieprzem. W dużym garnku gotujemy osoloną

wodę. Na stół wysypany mąką wykładamy masę i toczymy z niej wałek o średnicy 2 cm. Kroimy na małe kluseczki. Gotujemy w wodzie, odcedzamy łyżką cedzakową i polewamy palonym masłem z szałwią.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.