List tygodnia

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - OD REDAKCJI -

ojechałam na imprezę urodzinową trzyletniej córki znajomych. Dzieci były dobrze ubrane, miały drogie gadżety. Rodzice to trzydziestokilkulatkowie zdużymi pieniędzmi, wyższym wykształceniem, aspirujący do elit, także intelektualnych. Na imprezie dzieci nie mogły się pokłócić – zaraz interweniowało kilku sędziów, którzy podawali dzieciom gotowe rozwiązanie. Dzieci nie mogły zrobić czegoś nie po myśli rodziców, bo zaraz był warunek: jeszcze raz, to nigdy nie przyjdziemy w gości. Okej, zjedz lody, ale kolacja też musi być zjedzona. Dzieci słyszały: ty cwaniaro, leniuchu, łobuziaro. Aja, ugotowana, milczałam, bo nie umiem ukryć emocji, gdy dzieciom dzieje się krzywda. Krzywda? Tak, krzywda, bo dzieci nie potrzebują sędziów, krytyków, policjantów i komisji kontroli.

PDzieci potrzebują, żeby rodzice byli uważni na ich emocje, żeby imufali, że jak się pokłócą, to same będą umiały rozwiązać swój problem. Dzieci potrzebują wolności, swobody zabawy. Nie rozumieją, że ubrania są brudne. Nie wiedzą, o co chodzi z tym, że trzeba się dzielić. Mózg je wtym ogranicza – zrozumieją to kiedyś. Jestem dzieckiem wycofanego ojca i bardzo krytycznej matki, której nigdy nie mogłam zaufać, bo od początku mną manipulowała, chwaląc za wybrane rzeczy i karząc za inne. Bo mnie oszukiwała, np. że jak będę niegrzeczna, to zaraz pójdziemy do domu – ja wiedziałam, że to jest manipulacja, że to nieprawda. Oddalało mnie to od niej o lata świetlne. Do tej pory mnie tak traktuje. Jestem po wielu latach terapii. A ona dalej próbuje, ale ja już umiem się obrobić. Nie mamy żadnej relacji, co najwyżej wrogą

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.