DRZEWO GENEALOGICZNE

Postanowili się dowiedzieć, kto ich spłodził. Odkryli, że tą osobą jest dawca nasienia, który przez 20 lat chodził do klinik i zostawiał w nich spermę po to, by spełnić swoje marzenie

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MĘSKA KOŃCÓWKA - Z Kamilem Bałukiem rozmawia Michał Nogaś

eśli debiutować, to z przytupem? Przyznaję, że o tym, co w ostatnich tygodniach dzieje się wokół mojej książki, nie mogłem nawet marzyć. Zwłaszcza o listach od czytelników, którzy piszą, że ta historia stała się dla nich ważna, ponieważ kawałek własnego życia dzielą z moimi bohaterami.

J„Ta historia”, czyli…?

W zasadzie kilka opowieści zawartych w jednej. Po pierwsze, „Wszystkie dzieci Louisa” to historia ludzi, którzy się dowiedzieli, że ktoś inny jest ich biologicznym ojcem. Po drugie – tych, którzy byli wychowywani bez ojca, a teraz nagle dowiedzieli się nie tylko, kim jest, ale także, że wcale nie są jego jedynymi dziećmi. I po trzecie wreszcie, jest to historia tych, którzy jako nastolatki lub osoby dorosłe postanowili się dowiedzieć, kto ich spłodził. Odkryli, że tą osobą jest dawca nasienia, który przez prawie 20 lat chodził do trzech klinik i zostawiał w nich spermę tylko po to, by spełnić swoje największe marzenie.

Posiadanie dużej liczby dzieci. To marzenie zrodziło się wgłowie mojego tytułowego bohatera Louisa z samotności. Ma zespół Aspergera, nigdy nie był wżadnym poważnym związku, awpewnym momencie życia nabrał przekonania, że już zawsze będzie sam. Zależało mu, by drzewo genealogiczne jego rodziny nie wyschło. Chciał przekazać nie tylko geny, lecz także całą historię swoich holenderskich i surinamskich przodków.

Ponieważ Louis ma zespół Aspergera, nie potrafił przewidzieć, że może się przyczynić do „stworzenia” dwustu niespełnionych marzeń i oczekiwań, że czekać go może dwieście konfrontacji i życiowych przykrości. Nie przewidział też reakcji osób postronnych.

To jednak nie ma dla niego dużego znaczenia. Jest zadowolony ze swojego dzieła, dla niego ono wciąż trwa. Odnajdują się jego kolejne biologiczne dzieci, więc liczy na to, że z którymś z nich uda mu się zbudować bliską relację. Taką, która sprawi, że nie umrze w całkowitej samotności. Dlaczego właśnie ta historia stała się tematem twojego debiutu?

Na początku poszedłem za tabloidowym newsem. Nie miałem pojęcia, że będzie ztego książka. Codziennie jednak ten temat wciągał mnie coraz bardziej.

Wiedziałem już wtedy, że Louis ma pochodzenie surinamskie i że jego biologiczne dzieci, które dorastały w białych holenderskich rodzinach, mają ciemniejszą skórę od swoich rodziców. Przeraziła mnie jednak skala zjawiska, szybko zaczęto mówić, że takich dzieci może być nawet dwieście. Jak mogło do tego dojść? Kto ostatecznie o tym zadecydował?

Fantazjowałem, że biologiczne dzieci Louisa na pewno doświadczyły wmłodości dyskryminacji ze względu na kolor skóry. Teraz wiem, że to na szczęście nie okazało się prawdą. Wydarzyło się natomiast coś innego. One, patrząc w lustro, zastanawiały się, skąd się wzięła ta odmienna cząstka ich samych. Szukały odpowiedzi, ale nie potrafiły jej znaleźć. Zaczęły więc marzyć, wymyślając znaczną część siebie, ale także tego prawdziwego ojca. A gdy przyszło do konfrontacji, rozczarowanie było ogromne.

Ciekawiło mnie też, jak do tej sytuacji dopuścił lekarz – właściciel kliniki wBarendrechcie Jan Karbaat. Musiał przecież wiedzieć, co się wydarzy. Dlaczego zrobił to nie tylko dzieciom, lecz także ich rodzicom? Czy czuł się odpowiedzialny za los swoich pacjentów? Karbaat dopuścił do setek zapłodnień z użyciem spermy tego samego dawcy, czyli Louisa.

Miał awersję do jakichkolwiek regulacji. Interesowała go jedynie stuprocentowa skuteczność, to, by jak najwięcej kobiet zaszło w ciążę. Liczyło się głównie zadowolenie klientek. I tu zpomocą przyszedł mu – zupełnie nieświadomie – mój tytułowy bohater, który postanowił oddawać nasienie kilka razy w tygodniu, nie tylko zresztą wklinice Karbaata. Przeczytał w jednym zmagazynów artykuł odawstwie nasienia, będący jednocześnie zachętą. Zdecydował się.

Wymagało ode mnie sporo czasu i wysiłku dotarcie do materiałów źródłowych i ustalenie tego, jak w latach 70. i80. wyglądało wHolandii stosowne prawo. Prawo, którego Karbaat tak bardzo nie chciał przestrzegać. Musiałem też sprawdzić, czy i co się ewentualnie zmieniło. Okazało się, że w latach 80., gdy przyszły na świat pierwsze dzieci Louisa, nie istniały żadne przepisy zabezpieczające przed nadużyciami, a także regulujące status i przyszłość dzieci, które miały przyjść na świat dzięki dawstwu nasienia. Lekarze, wspierani przez ustawodawców, przez lata przekonywali, że anonimowość biologicznego ojca jest jedynym słusznym rozwiązaniem.

Zmieniło się to dopiero kilkanaście lat później. Teraz wHolandii dawstwo jest jawne. Zresztą Louis bardzo chciał, by jego dane były wklinice Karbaata dostępne, ale lekarz zadecydował za niego. Tylko niektórym kobietom przekazywał tzw. paszport dawcy. Działał na zasadzie własnego widzimisię.

Zresztą Karbaat nie traktował kobiet, które przyjmował, jak pacjentek. One były klientkami. Wychodziły z jego kliniki z termosami wypełnionymi słomkami z nasieniem dawcy. Przychodziły do niej jak do sklepu, wystarczyło, by przeszły wstępne badania. To było jakieś szaleństwo. Wróćmy jeszcze do początków tej sprawy. Zanim przeczytałeś o niej wjednym z tabloidów, o Louisie i jego dzieciach doniosła telewizja.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.