TAK ZWANY DALEKI ŚWIAT

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - NATASZA GOERKE MOJA NAJWAŻNIEJSZA PODRÓŻ: - Natasza Goerke notowała: las

zdana jestem na innych. Na ludzi, których spotykam i mijam, których poznaję i podziwiam, lubię lub lubię mniej, witam i żegnam.

są jak wizyta u psychoterapeuty – nieznajomi opowiadają sobie o rzeczach, o których nie opowiada się znajomym. O skrzętnie skrywanych fobiach czy tęsknotach, ozdradach, opopełnionych zbrodniach czy plagiatach, o tym wszystkim, co zalega na dnie człowieka. Bliskość zrodzona wpodróży zahacza o intymność, jest poza lękiem. Pewnie dlatego, że jest sytuacyjna, przynależna chwili. Iwraz zchwilą często przemija, choć nosi się ją w sercu i pamięta.

Pytanie, czy się nie bałam, po raz pierwszy usłyszałam w Polsce. I aż mi było nieswojo i głupio, bo czułam się, jakbym wróciła nie zwycieczki w Himalaje, ale zwojny. Rozumiem te niepokoje, ptaki też fruną za ocean wstadzie, bo tak jest bezpieczniej. Ale wtedy otym nie myślałam. No i nie jestem bocianem i – przy całym szacunku dla stada – do dziś wolę przemieszczać się sama.

musi być cechą wrodzoną, bo choć dorastałam w kraju, w którym ludzi cechuje wzajemna nieufność, odkąd pamiętam, zawsze ufałam ludziom. Już podczas pierwszej podróży do Azji sama wsiadałam do autobusów i sama mieszkałam whotelach, górskich chatach czy namiotach nomadów. Często też sama chodziłam po górach. Ściślej mówiąc, bez przywiezionego z domu towarzystwa, gdyż przeważnie ktoś mi towarzyszył. Bo podróż w pojedynkę ma to do siebie, że się nieustannie poznaje ludzi. I czasami są to ludzie książki, ludzie opowieści.

Na przykład mój przyjaciel Irlandczyk, były terrorysta IRA, który z Belfastu przeniósł się do Londynu inawrócił na ogrodnictwo. Na imię oczywiście miał Patrick, a poznałam go na tourist campie wDelhi. Cały wdziarach, palił zioło i zamierzał jechać do Tajlandii. Ipewnie by pojechał, ale ukradł mi długopis. Tak się złożyło, że usiedliśmy w tourist campie przy jednym stoliku, ja pisałam pocztówki, a on patrzył, jak ja piszę. Wpewnej chwili spytał, czy mogę mu na chwilę pożyczyć długopis. Jestem uprzejma, przerwałam swoje pisanie, awtedy on wyjął z torby górę pocztówek i zaczął je wypisywać. Pisał minutę, drugą, piątą, dziesiątą. Kiedy zażądałam zwrotu długopisu, zaczęliśmy się kłócić. Nie chciał go oddać. Nawrzucał mi od egoistek, ja jemu od czubków, a był to dopiero początek polsko-irlandzkiej przyjaźni. Bardzo się polubiliśmy. Zabrałam go do Nepalu, który pokochał bardziej od Taj- (ur. 1960) – prozaiczka i poetka. Autorka książek „Fractale”, „Księga pasztetów”, „Pożegnania plazmy” oraz „47 na odlew”, za którą była nominowana do Nagrody Literackiej „Nike”. O Nepalu, który stał się jej drugim domem, opowiada w najnowszej – „Tam” (wyd. Czarne) landii i nawet chciał się tam nająć jako ogrodnik, ale mu nie wyszło. Opowiadał za to ludziom całe swoje życie, a oni wszyscy myśleli, że opowiada bajki. Po trzech tygodniach odfrunął do Londynu ina do widzenia podarował mi długopis. Oczywiście wszystko brutalnie upraszczam, ale nie chcę opowiadać o szczegółach, tylko ointensywności spotkań w podróży.

Mieszkam w tej chwili w Hamburgu, wGdańsku i wnepalskiej wsi Pharping. WPoznaniu mam mamę, więc i tam trochę pomieszkuję. W chwilach, kiedy nie mieszkam wżadnym zpowyższych miejsc, podróżuję tu i ówdzie. Taka nomadzia skłonność do przemieszczania się. I kiedy za długo przebywam wjednym miejscu, zaczynam się niepokoić.

określa dla mnie humor i jego poczucie. Z jak różnych rzeczy ludzie w różnych miejscach się śmieją! Niemcy mają swój humor fekalny, Polacy – wmiarę abstrakcyjny z tendencją do dołowania, Nepalczycy zaś plasują się w okolicach slapsticku, komedii dell’arte czy wczesnego Monty Pythona. Wtym sensie, że śmieją się, gdy ktoś komuś przyłoży w zasmarkany nos, spada ze schodów czy eksploduje jak krowa. Wstyd może przyznać, ale ten typ humoru jest mi, odkąd pamiętam, bardzo bliski.

Nie sądzę, bym przez swój tryb życia cokolwiek traciła, tak jak nie sądzę, by cokolwiek tracili ci, którzy żyją stacjonarnie. I nie chodzi tu nawet o opozycję typu Thoreau – Kerouac, bo ja w każdym z moich domów też jestem właściwie stacjonarna. Tyle że na krótko.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.