PIERWSZY RZĄD

To one przewodziły protestom i zmieniły ich język. A to tylko reprezentacja

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - PO KULTURZE - Basia Balicka Klementyna Suchanow Magda Filiks Kamila Gasiuk-Pihowicz

Dzień po tym, jak przemówiła do tłumów demonstrujących we Wrocławiu sprzeciw wobec reformy sądownictwa, jej zdjęcie było bodaj wkażdym newsowym portalu. A podpisy? „Ciarki na plecach”, „Cisza wśród tłumu”, „Ludzie wpatrzeni”. Pisano: „Basia Balicka. Ma 17 lat i mówi owolnej Polsce słowami, których młodzi chcą słuchać”. Dziewczyna przemawia do tysięcy, jakby robiła to od urodzenia. Nie gubi wątku, stopniuje napięcie, wtrąca retoryczne pytania, pozwala odpowiedzieć słuchaczom i kończy przemyślaną pointą. Zachowuje się przy tym jak w grupie przyjaciół – swobodne gesty, naturalna mimika.

Jej szefowa ze Stowarzyszenia Młodych Demokratów: „Jest naszym słoneczkiem. Otwarta, bardzo entuzjastycznie nastawiona, bardzo pomocna i uśmiechnięta”.

Ona o sobie: „Tyle się w moim życiu dzieje: wolontariat [pomaga w zakładzie dla niepełnosprawnych dzieci], Kościół [w swojej parafii założyła młodzieżową scholę], działalność społeczna [w Banku Żywności], no i polityka ( jak był wolny mikrofon, to zabierałam głos)”.

Basia do mikrofonu: „Zasługujemy na to, by żyć w kraju, w którym pomaga się człowiekowi, szanuje się autorytety, dba o demokrację i wspólnie idzie ku przyszłości. Nie chcę wyjeżdżać, pragnę zostać i żyć tutaj, ale nie w kraju Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza i Zbigniewa Ziobry! Wy chcecie?”.

Tłum do Basi: „Nie, nie, nie, nie!”.

Trudno ją wyprowadzić z równowagi, lecz gdy emocję wzięły górę, nadal spokojnym głosem rzuciła: „Pomijając wkurw, mamy gdzieś goździki i pończochy, idziemy po coś zupełnie innego”.

Wmediach przedstawiają ją: „Liderka Międzynarodowego Strajku Kobiet. Pisarka, filolożka po dwóch fakultetach, specjalistka od Gombrowicza”.

Krytycy literaccy piszą, że to „wagabunda”, bo zjeździła pół Ameryki Łacińskiej, i że tworzy bez „szpanersko-podróżniczego zadęcia”. Jej wydawca dodaje: „Najchętniej spędza czas na życiu”.

Kiedy ma mówić o tym, co ważne w Polsce, często zaczyna od Gombrowicza: „Był lipiec 1939 roku, gdy Gombrowicz przestrzegał, że będzie wojna i należy zwiewać. Nikt mu wówczas nie wierzył. On zaś powtarzał: »Nie widzicie, jak naprawdę jest, bo nie umiecie czytać«.

Dziś też czytać nie umiemy. Nie potrafimy poskładać sobie informacji w obraz otaczającego nas świata i próbować go zrozumieć.

Powrót mody na konserwatyzm to groźna iluzja. On czerpie ze śmietnika historii i wybiera z niego na stół co brzydsze karty.

Rodzi się z zagubienia mężczyzn i ich braku pomysłu na samych siebie, karmi tematami zastępczymi, a za obiekt ataku zawsze ma słabszych – kobiety i dzieci.

Dyskusja, którą usiłuje narzucić, wkracza nie tylko w przestrzeń poglądów, ale także cielesnej wolności. Ja od chwili wybuchu »czarnego protestu« czuję ze strony pisowskiej władzy zagrożenie fizyczne”.

Osobie: „Nigdy nie należałam do żadnej partii. Jedyna organizacja, w której działałam, to Caritas”.

Pracowała od 19. roku życia – w korporacji, we własnym sklepie z ciuchami, w nieruchomościach. Urodziła troje dzieci. Miała zamiar zwolnić tempo, odpocząć. Ale coś się zmieniło. Syn wrócił ze szkoły i powtórzył za swoją panią od angielskiego: „Nie wolno zapraszać uchodźców, bo przyjadą z bombą i wszystkich nas wysadzą”.

Pytali ją: „Na co ci to?”, kiedy napisała do zachodniopomorskiego KOD: „Chcę zostać regionalnym koordynatorem”.

Najpierw mówiła: bo uchodźcy; później: bo Trybunał Konstytucyjny; jeszcze później: bo wycinka lasów; ostatnio: bo zamach na sądy

jednym zwywiadów powiedziała inaczej: „Moje dzieci są indywidualistami. I chcę, żeby w kraju, w którym się urodziły, ten indywidualizm mogły swobodnie wyrażać. Nie wyobrażam sobie, że będą żyły w kraju, w którym ktoś będzie im narzucał, jak być dobrym Polakiem, czyja prawda jest lepsza”.

Jej dzieci noszą imiona Aleksandra, Maja i Mikołaj.

Wżyciorysie ma Uniwersytet Stefana Wyszyńskiego, SGH, Unię Wolności, Partię Demokratyczną, kilka kancelarii prawnych, małżeństwo z partyjnym kolegą i dwójkę dzieci. Trafiła do Sejmu z list Nowoczesnej i ujawniła dar obnażania politycznych przeciwników.

Krystyna Pawłowicz z PiS krzyczała do niej: „Myszko, agresorko, teraz ja mówię!”, „Pani nie ma prawa tu swoich frustracji lewackich wylewać!”.

Kto ją wcześniej przegapił, musiał zauważyć 19 lipca w Sejmie. To ona zareagowała na wybuch wściekłości Jarosława Kaczyńskiego: „To, co się zdarzyło w tej sali, łamie wszelkie zasady (...) W trzy minuty chcecie skasować demokrację. Wychodzi pan Kaczyński w nieznanym polskiemu regulaminowi trybie, obraża kobietę i mówi do niej »won«. Nas wybrał suweren!”.

„Kamila, Kamila, Kamila!” – ledwie kilka godzin później skandował protestujący na Krakowskim Przedmieściu tłum. Internet postawił pytanie: „Czy to nowa lider opozycji?”.

Ona komentowała to tak: „Wszyscy, którzy obserwują to, co dzieje się w parlamencie, widzą, że walka opozycji jest w pewnym sensie skazana na niepowodzenie. Arytmetyka parlamentarna jest bezwzględna. Wiem jednak, że musimy tam być, protestować, dawać świadectwo, że nie ma zgody na łamanie prawa. Jesteśmy tam, żeby reprezentować miliony ludzi, którzy tak właśnie myślą”.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.