CHOROBY WIELKIEGO MIASTA

Nowy Jork to coraz bardziej plan filmowy, miasto imaginacja, miasto pocztówka zadeptane przez turystów

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - URODA - Piotrem Stasikiem rozmawia Krzysztof Kwiatkowski Piotr Stasik

ługo trzeba rozmawiać, aby usłyszeć od psychoterapeuty, że miał erekcję podczas sesji, od staruszka na wózku, że zamordował człowieka, albo od starego geja, że bije go młody kochanek? Niekoniecznie długo, ale intensywnie. Nowojorczycy są otwarci na kontakt, zagadują do siebie na ulicy, zaczepiają się. Ale to są płytkie pogawędki. Gdy moi bohaterowie orientowali się, że oczekuję czegoś więcej, budzili się z rutyny i garnęli do zwierzeń. Poczułem, że choć otaczają ich ludzie, naprawdę są ze swoimi problemami sami. Nasze rozmowy, przeprowadzane do filmu, stawały się dla nich ważnymi spotkaniami. A potem zostałem z ich wszystkimi traumami, żalem, mrokiem. Zmęczony, niemal w depresji, jakby „21 x Nowy Jork” wyciągnął ze mnie energię i nadzieję. Teraz prawie jednocześnie premiery mają dwa pana filmy – „21 x Nowy Jork” i „Opera o Polsce”. Miał pan potrzebę, by wgryźć się w inny styl życia, zanim postawił pan lustro przed nami?

Na pewno. Pochodzę ze wsi pod Sieradzem. Moi rodzice, koledzy, nauczyciele, ja – wszyscy byliśmy przesiąknięci polskością. Z jej etosem pracy, romantyzmem, związkiem z przyrodą. Ale też z plakatową religijnością, czarnowidztwem i martyrologią. Przez lata szukałem sposobu, aby zrzucić z siebie ten balast i dokopać się do własnego ja. Kiedy pierwszy raz pojechałem do Nowego Jorku, poczułem się jak w domu. W czasie jednej przejażdżki metrem zobaczyłem cały świat. Ludzi o odmiennym wyglądzie i kolorze skóry, ubranych w najdziwniejszy sposób. Ktoś tańczył, ktoś śpiewał, ktoś inny spał albo czytał gazetę. Myślałem, że takie „21 x Nowy Jork” jest nam, z naszym zamknięciem i hipokryzją, potrzebne. Że robię film dla Polaków o tym, jak dobrze jest wyzwolić się od oczekiwań otoczenia i nawzajem się zaakceptować. Dopiero potem odkryłem, że kręcę opowieść o samotności, pustce, zagubieniu… Dużo czasu pan tam spędził?

Łącznie pół roku. Pojechałem sam. Chciałem wejść w skórę kogoś, kto nagle trafia do tego miasta. Nikogo za bardzo nie zna, nie czuje się zbyt pewnie w języku. Wpewnym momencie skończyły mi się pieniądze. Brakowało mi na jedzenie, nie mogłem nawet wyjechać zNowego Jorku. Nie stać mnie było na bilet. I tak siedziałem w tym opłaconym z góry mieszkaniu na Brooklynie, nie wiedząc, co dalej. WWarszawie mieszkam na Mokotowie, wśród kilkunastu znajomych. Tam byłem nikim. Albo raczej: jednym z wielu. I o tych wielu pan opowiedział.

Tak, „21 x Nowy Jork” to film o tzw. zwykłych ludziach. Nie chodziłem w miejsca zalane przez turystów. Poza jednym poetą-wieszczem nie pojawiają się na ekranie miejscy wariaci. Najczęściej poznawałem bohaterów w metrze kursującym między Manhattanem a Brooklynem. Celowałem wpóźnowieczorne pory. Wtedy pasażerowie mniej się spieszyli, byli po pracy, bardziej prywatni. Przyglądałem się im i kiedy ktoś mi się podobał, podchodziłem. Mówiłem, że robię film, i dawałem swój adres mailowy. Niemal wszyscy później się odzywali i zgadzali wziąć udział wprojekcie. Tak zebrał pan spektrum od byłego mordercy do psychoterapeuty.

Nie musiałem długo wiercić, żeby Freddy opowiedział o swojej przeszłości. Jeździł na wózku inwalidzkim po okolicy i mówił na prawo i lewo, że stręczył kobiety i odsiadywał wyrok za morderstwo. Spędzał jesień życia z dwoma innymi ekskryminalistami, wspierany przez państwo, wdomu starców. A psychoterapeutę poznałem w Carnegie Hall na koncercie chopinowskim. Nagle zaczął się śmiać. Pomyślałem, że jeśli ktoś jest w stanie odczytać humor wwykonaniu, musi być inteligentny. Spadł mi jak z nieba – nie wypada zrobić filmu o Nowym Jorku bez udziału psychoterapeuty. Kumulował w sobie frustracje swoich pacjentów. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy i miałem (ur. 1976) – reżyser filmów dokumentalnych, autor m.in. „Końca lata”, „Dziennika z podróży”, „Opery o Polsce”. Nominowany do Europejskiej Nagrody Filmowej film „21 x Nowy Jork” można oglądać w kinach

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.