ZAPOMINANIE

Znamy ten lęk: że za chwilę liberalne swobody, zresztą i tak udzielane kobietom skąpo i niechętnie, znikną jak przysłowiowe łzy na deszczu

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agata Bielik-Robson

rzeczytałam ostatnio „Opowieść podręcznej” Margaret Atwood ( jednocześnie oglądając serial) i – nie będę się tu silić na oryginalność – wciąż myślałam oPolsce. Szczęśliwsze kraje centralnego Zachodu nie znają tych lęków, nawet Ameryka w obecnym stanie prawicowo-populistycznego szaleństwa, ale my tak – lęków, że za chwilę liberalne swobody, zresztą i tak kobietom udzielane skąpo i niechętnie, znikną jak przysłowiowe łzy na deszczu i zaraz wszyscy o nich zapomną. Że liberalizm był na „tej ziemi” (błogosławionej? przeklętej?) jedynie gościem, który nigdy się nie zadomowił i nie zapuścił żadnych korzeni. Że w polskim społeczeństwie, którego tylko pewna część zrywa się do protestów, większości podobają się modele miększej bądź twardszej dyktatury, która liberalne wartości traktuje jako narzędzie obcej kolonizacji.

Wielkość książki Margaret Atwood polega na tym, że w żadnym sensie nie jest to political fiction, która by kreśliła portret jakiejś odległej w czasie dystopii.

PDyktatura Gileadu – teokratycznego państewka, w którym kobietom z dnia na dzień odebrano wszystkie prawa publiczne i sprowadzono do roli niewolnic wyznaczonych do sztywno określonych ról: żon, służących i klaczy rozpłodowych – leży tuż-tuż, wNorwidowskim jutrze, które jest już dzisiaj, tylko troszkę dalej. Bo przecież zarodki tego z pozoru niemożliwego skandalu tkwią w każdym konserwatywnym modelu rodziny, znanym nam nie tylko z polskiej propagandy kościelnej, ale też z każdego niemal hollywoodzkiego filmu, gdzie na rodzinę składa się pracujący mąż i siedząca wdomu żona, która z biegiem lat staje się coraz bardziej zależna od męża i ubezwłasnowolniona. Wystarczyłoby popchnąć to faktycznie tylko „trochę dalej” – a światowa kontrrewolucja „białych mężczyzn” od USA po Polskę stwarza taką okazję – i to mentalne ubezwłasnowolnienie znów stanie się legalnym faktem.

Ale jedna rzecz w tej książce naprawdę uderza: szybkość, z jaką bohaterka i zarazem narratorka zapomina o swojej liberalnej przeszłości. Coś, co jeszcze niedawno stanowiło oczywiste powietrze do oddychania, o które nikt nie zamierzałby walczyć (i istotnie, nie walczył), już za chwilę znika, a niewolniczy tryb życia staje się kolejną oczywistością. Każda dyktatura liczy właśnie na ten proces, tak straszny i banalny jak życie samo: na szybkie zapominanie.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.