DYWANY NA ŚCIANY

Kiedyś zdobiły każde mieszkanie, teraz są rzadkością. Szkoda, bo tkanina na ścianie to coś zupełnie innego niż plakat czy obraz. Jest jak żywy organizm

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TYP TYGODNIA - TEKST OLGA ŚWIĘCICKA

edne są twarde i sztywne. Inne miękkie i puszyste, jakby utkane z waty cukrowej. Czasem faktury się przenikają i z płaskiej tkaniny nagle wyrasta przestrzenna forma skonstruowana z bulw i supełków. Teoretycznie każdy z nich mógłby wylądować na podłodze i służyć jako dywan. Szkoda by jednak było deptać po tkaninie, której wykonanie wymaga ponad 40 godzin pracy i zrobienia ok. 175 przysiadów. Kilimy, które powstają w łódzkim studiu Tartaruga, to małe dzieła sztuki, choć ich autorka i współwłaścicielka studia woli o nich myśleć jak o przedmiotach użytkowych. – Chcę, żeby moje tkaniny się podobały. To dla mnie ważniejsze kryterium niż ambicje artystyczne. Świat designu zawsze był mi bliższy od świata sztuki – tłumaczy Wiktoria Podolec.

Praktycznego podejścia do materiałów nauczyła się między zajęciami, bo choć studiowała na Politechnice Łódzkiej architekturę tkanin, to uczono ją tam wszystkiego poza rękodziełem. – To dość zabawne, że przez całe studia nie mieliśmy ani jednych zajęć praktycznych. Do tkania namówiła mnie moja koleżanka z roku Jadzia Lenart, z którą teraz współtworzę studio. To pod jej okiem stawiałam pierwsze kroki wprzeplataniu nitki przez osnowę. Potem doskonaliłam warsztat w pracowni mojego profesora Włodzimierza Cygana, który pokazał mi również drugą stronę rękodzieła. Tę bardziej teoretyczną – dodaje Wiktoria, która do tej pory po inspiracje chodzi do biblioteki. Pasjami przegląda tam albumy z tkaninami z całego świata.

Jej najnowsza kolekcja to współczesna interpretacja tradycyjnych huculskich kilimów. – Większość ludzi widzi wtych dawnych tkaninach jedynie ciekawy wzór. Okazuje się jednak, że figury są przepełnione symboliką

Jdo tego stopnia, że można wręcz je czytać – tłumaczy.

Dziewczyny ze studia Tartaruga nie przemycają w swoich tkaninach symbolicznych treści, ale chętnie korzystają z dawnych wzorów, które poddają swobodnej interpretacji. Szczególnie kolorystycznej, bo dawne kilimy farbowane naturalnymi barwnikami zwykle były wodcieniach żółci, czerwieni i brązu. Podolec i Lenart gustują wmocniejszych kolorach. – Żartuję sobie, że ponieważ technikę mam średniowieczną, to przynajmniej przedmioty zrobię współczesne – mówi Wiktoria.

Zdarza się, że pracuje w maleńkiej, przeszklonej pracowni w asyście gapiów z niedowierzaniem obserwujących dziewczynę przy tkackiej ramie. Tę, którą ma wpracowni, zrobił na zamówienie stolarz, ale żeby zacząć tkanie, wystarczy małe krosno, które w internecie można kupić jako zabawkę dla dzieci. Sama technika wyplatania też jest dziecinnie prosta, ale wymaga wiedzy i wprawy. Kluczowy przy tworzeniu kilimów, które wteorii są twardymi dywanami tkanymi na płasko, jest dobór odpowiedniego materiału i wzoru. Do tej pory każda wykonana przez dziewczyny tkanina była unikatowa. Pasiasty wzór, ulubiony kilim Wiktorii, będzie pierwszym, który trafi do edycji limitowanej. Pojawi się kilka sztuk, każda będzie sygnowana. – Jeden z nich pewnie sobie zatrzymam, bo wyjątkowo trudno jest mi się z nim rozstać. Poza tym głupio się przyznać, ale w domu mam tylko jeden malutki kilim, i do tego zrobiony przez Jadzię – dodaje z uśmiechem.

Tartaruga sprzedaje kilimy głównie przez internet. Duża ich część trafia za granicę, gdzie dywany na ścianie nie kojarzą się z siermiężnymi czasami. Dziewczynom zdarzało się nawet wysyłać swoje prace do Australii, co nie zmienia jednak tego, że najbardziej lubią pleść dla klientów, z którymi mają osobisty kontakt. – Ostatnio pewna pani zamówiła u nas kilim dla córki. Dziewczynka ma dopiero rok, ale mama zamarzyła sobie, że ta tkanina będzie towarzyszyć jej przez całe życie. Zależało jej na tym, żeby wzór oddawał charakter dziewczynki, więc wysłała nam jej portret i zdjęcia pokoju. Wzrusza mnie, że ludzie przywiązują do rzeczy, które tworzę, tak dużą wagę – mówi Wiktoria. – Kiedyś zdobiły każde mieszkanie, teraz są rzadkością. Szkoda, bo tkanina na ścianie to coś zupełnie innego niż plakat czy obraz. Jest jak żywy organizm.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.