GOLFIARA

Ludzi dziwi to, że kobiety w moim wieku mają jeszcze apetyt na życie. To był jeden z powodów, dla których przekonał mnie scenariusz filmu „Zawsze jest czas na miłość”

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Diane Keaton Anna Tatarska

zkoda, że tak tu siedzimy o samej wodzie. Naoglądałam się odcinków show Ellen DeGeneres, w którym zawsze pije pani wino, i wyobrażałam sobie, że jak już wreszcie się z panią spotkam, to też czegoś spróbujemy…

Prawda? Byłoby o wiele milej! Też chętnie siorbnęłabym łyczek z kieliszka. A jest dopiero za kwadrans dwunasta. Jestem wielką fanką wina na lodzie. Do tego stopnia, że mam nawet własną markę tego napoju, a Ellen to wie i zawsze podaje mi The Keaton podczas moich wizyt. Zaczęłam tak pić jeszcze w latach 70. Lato wNowym Jorku było nieznośnie gorące, ja nie miałam klimatyzacji i tylko wino na lodzie skutecznie chłodziło. Świat się zmienił, a ja tak piję do dziś. Ma pani własną markę wina, jak Brad Pitt czy Francis Ford Coppola, ale nie ma pani do niego zbyt biznesowego podejścia.

To nie jest ekskluzywna marka dla koneserów. The Keaton jest lekkie i bezpretensjonalne, trochę jak ja. Większość przychodu z jego sprzedaży trafia do Lou Ruvo Center w Las Vegas. To placówka zajmująca się badaniami mózgu. Problemy neurologiczne są u nas wrodzinie częste, zabrały oboje moich rodziców. Ja jestem szczęściarą, na razie wszystko ze mną wporządku. Mogę pracować, udzielać wywiadów... i pić wino na lodzie. Nagłe odejście bliskiej osoby to sytuacja, z którą skonfrontować się musi pani bohaterka w filmie „Zawsze jest czas na miłość”.

Emily traci męża, a po jego śmierci odkrywa, że nie był z nią szczery ani w kwestii uczuć, ani finansów. Jest zrozpaczona. Pogubiła się. Pozwala się adorować wpływowemu facetowi, ale tylko dlatego, że może jej pomóc w problemach finansowych. Nie było mi trudno znaleźć z nią nić porozumienia. Jest trochę dziwaczką, jak wiele moich bohaterek. Potrafiłam się odnieść do emocji, które nią

Stargają – wściekłości z powodu zdrady, poczucia zagubienia. Jeśli czegoś nie zrobi, całe jej życie legnie w gruzach, a ona znajdzie się w sytuacji bez wyjścia. Ale ona nie chce nic robić, chce tkwić w tym pseudobezpiecznym stanie nicnierobienia, bo to zna, bo tak jest bezpieczniej. To mnie najbardziej poruszyło wtym scenariuszu. Nie bez znaczenia jest wiek. Emily jest starsza – ale czy stara? Może wydaje się jej, że nic wyjątkowego już jej nie czeka? Że nie ma po co się starać? I pewnego dnia wchodzi na stryszek, na którym lubi się chować przed światem, podnosi do oczu lornetkę i to, co widzi, zmienia jej życie. Mogłaby się odwrócić, a decyduje się działać. Brawo! To pierwszy raz od dawna, kiedy nie wybiera bierności. Ta decyzja staje się początkiem możliwości. Bo „Zawsze jest czas na miłość” to jest opowieść o tym, że życie może się zmienić, jeśli raz na jakiś czas damy mu na to szansę. To też kolejny film oparty na przekonaniu, że przeciwieństwa się przyciągają. Jak jest naprawdę?

Ktoś, kto jest od nas całkowicie inny, wyzwala w nas rodzaj niepokoju, coś wnas wzbudza – a to zawsze jest atrakcyjne. Na chwilę. Bo cieszenie się drugą osobą, jeśli nieustannie wchodzi się z nią w konflikt, jest niemożliwe. Zamiast bliskości partnera mamy permanentny stan wyczerpania. Od ponad 40 lat grywa pani kobiety, w których nie sposób się nie zakochać. Wydawałoby się, że jest już pani ekspertką w dziedzinie miłości.

Miałam przyjemność obcować na ekranie z tyloma typami mężczyzn, że trudno ich zliczyć. Cóż za wygoda: co rusz nowa, emocjonująca relacja na potrzeby filmu, a po zakończeniu zdjęć – wolność. Układ idealny. Ale nie jestem najlepszą osobą do udzielania porad na temat długodystansowych relacji.

Mój ojciec był typem mężczyzny, który robił fantastyczne pierwsze wrażenie. Sposobu, wjaki podawał dłoń, tego uśmiechu nie dało się zapomnieć, tak był czarujący icharyzmatyczny. Warren Beatty, kiedy jeszcze byliśmy razem, zwrócił mi uwagę, że jestem w tym do ojca podobna. „Wiesz, Diane, byłabyś fantastycznym politykiem. Przez kilka godzin potrafisz być najwspanialszą wersją siebie, a potem zaczynasz się dusić i wtedy musisz dać nogę”. Miał absolutną rację. Może dlatego nigdy nie udało mi się utrzymać żadnej prywatnej relacji przez naprawdę długi czas. Potrafi pani zrobić pierwsze wrażenie jak ojciec. A co dzieli pani z mamą?

Mam wrażenie, że wszystko się zaczyna wdomu. Wiele mam narzuca swoim dzieciom powszechnie uznawane za odpowiednie wzorce zachowań lub właściwe marzenia, szkoły, plany zawodowe. Moja zachęcała mnie do podejmowania wyborów, do noszenia tego, co mi się podoba i sprawia, że się dobrze czuję. To od niej wzięła pani siłę, która następnie stała się motorem pani niezależności wkwestii mody? Zwykle nie zadaję pytań o strój, ale pani styl od lat jest ikoniczny, a jednocześnie odległy od hollywoodzkiego kanonu.

Pamiętam doskonale, jak moja mama obcinała mi grzywkę. Na króciutko, krócej już się chyba nie dało. Nie cierpiałam tego. Nożyczki szczękały mi przy uchu, a ja myślałam: nie, tylko nie to, nie chcę widzieć tego okropnego czoła, jest za wysokie! Byłam przekonana, że mam nadnaturalnie wielkie czoło, bo ktoś mi tak powiedział, gdy byłam mała. Wydawało mi się, że nie ma gorszej obelgi ani defektu urody, miałam na tym punkcie hopla. Chciałam mieć dłuższą grzywkę. Czyli nawet jako kilkulatka miałam opinię na temat tego, jak powinnam wyglądać. Z czasem mama stała się moją towarzyszką podczas wspólnych wypraw. Chodziłyśmy razem do sklepów z ta-

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.