STRZAŁ JAK ORGAZM

Kiedy człowiek strzela do zwierzęcia, trzeba zadać nie tylko pytanie o jego osobistą moralną decyzję, ale również o społeczeństwo

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - Ulrichem Seidlem, Krzysztof Kwiatkowski

dało się panu zrozumieć ludzi, których portretuje pan w dokumencie „Safari”? Nie, nie rozumiem, skąd się bierze potrzeba zabijania zwierząt dla zabawy. Wfilmie bohaterowie opowiadają, jak się czują, gdy strzelają. Porównują polowanie do aktu seksualnego: obserwację traktują jak grę wstępną, gdy rośnie w nich napięcie, a sam strzał staje się dla nich niemal orgazmem. Potem relaksują się, przytulając, całując, robiąc sobie zdjęcia. Nie dźwigają poczucia winy. Stworzyli słownictwo, które dystansuje ich od zwierząt. Nie mówią o zebrze, tylko o „sztuce”. W Europie, która wciąż pamięta, jak faszyści zaczynali od dehumanizacji swoich ofiar w języku, to od razu nasuwa skojarzenia. Ale nigdy nie zadałem myśliwym pytania, dlaczego wogóle to robią. Od czegoś jest widz – niech sam znajdzie odpowiedź. Bo przecież w gruncie rzeczy pana film nie jest o polowaniach.

Zawsze naprawdę interesuje mnie ludzka natura. Ale i nasza współczesna kondycja. Kiedy człowiek strzela do zwierzęcia, trzeba

Uzadać nie tylko pytanie o jego osobistą moralną decyzję, ale również o społeczeństwo. Jak to o nas świadczy, że pozwalamy sobie na wyjazdy do Afryki i celowanie zbroni do antylop? Dlaczego uznajemy to za „ciekawe” hobby? Jak daleko zajdziemy? I czy niszcząc przyrodę, nie kopiemy własnego grobu? W „Safari” znów pokazuje pan postkolonialne relacje.

Owszem, układy, które wciąż istnieją. Między białymi a czarnymi. Między bogatymi abiednymi. Ludzie pochodzący zafrykańskich rodzin rolniczych nagle odkryli, że mogą więcej zarobić niż ich przodkowie. Zmuszeni sytuacją materialną z polowań zrobili biznes. Hodują zwierzęta tylko po to, by przyjechał jakiś Austriak i ucieszył się, że zastrzelił zebrę. Biorą na siebie całą logistykę, prowadzą turystę do upragnionej żyrafy, a gdy już pociągnie za spust, oprawiają truchło. Niektórzy bronią się, że trzeba wybijać starsze osobniki, by stado było młode i zdrowe. Nie wiem, czy to prawda, czy tylko usprawiedliwienie. Jednak nic nie tłumaczy wybicia stu tysięcy słoni dla kości wysyłanej na azjatyckie rynki. Tu nie ma miejsca na niuanse. Nie zamienia się masakry winteres. Pana rodzice też polowali. Nie próbowali pana przekonać do tego zajęcia?

Owszem, wyrosłem wtradycji myśliwskiej, wśród poroży i trofeów. W Afryce też widziałem sześcioletniego chłopca, który polował z rodzicami. Przecież ja nie robię filmów wyłącznie o innych. Również o sobie. Od lat zadaje pan w kinie podobne pytania: o moralność, ukryte instynkty, stłumione potrzeby. O źródła zła. Dzisiaj, gdy w życiu publicznym jest coraz więcej przemocy, czuje pan gorzką satysfakcję?

Boję się, że niedługo nie będę mógł robić takich filmów. WAustrii wciąż istnieje ryzyko dojścia do władzy prawicowej partii, która zaknebluje nam usta. Widzi pan, co się dzieje wokół, choćby na Węgrzech. Ale czy to, że dostrzegam niebezpieczeństwa, daje mi satysfakcję? Niekoniecznie, wolałbym, żeby ktoś te moje ostrzeżenia usłyszał, by wyszedł z „Safari” z przekonaniem, że przyroda i zasoby świata są ograniczone. Nie wolno robić sobie z natury prywatnego lunaparku.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.