PRZECIW KORZENIOM

Pokolenie rodziców mozoliło się, by dać swoim potomkom namiastkę zachodniej cywilizacji, którą młodzi szybko skonsumowali i żądają więcej

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agata Bielik-Robson

unt kwiatów przeciw korzeniom – tymi słowami Stanisław Brzozowski u końca XIX wieku opisał stosunek romantyków do społecznego świata, w jakim wyrośli: stosunek negatywny, pełen pogardy i odrzucenia. Brzozowski, który uważał, że z zasadą rzeczywistości zawsze trzeba się liczyć, miał współczesnych sobie romantycznych marzycieli za piękne dusze – istoty, które uznawał za pod wieloma względami bardziej niebezpieczne od politycznych cyników. Ten syndrom opisywany przez Brzozowskiego to jednak nie tylko polsko-romantyczna przypadłość dawnych czasów – to, jak się wydaje, stały układ domyślny naszej peryferyjnej kultury, w której króluje dziejowa niedojrzałość. Sposób, w jaki ogromna część dzisiejszej polskiej młodzieży traktuje rzeczywistość III RP, w której wyrosła – oglądając ją z prawa, z lewa, a także zwygodnie bezideowej pozycji „no logo” – do złudzenia przypomina romantyczny bunt pięknych kwiatów przeciw brzydkim korzeniom: bunt o tyle bezsensowny, że gdyby nie te korzenie przecież, to ich, czyli dzieci kwiatów

Bpogrążonych w politycznym fantazjowaniu, w ogóle by nie było. Parafrazując tę metaforę w języku bardziej współczesnym, można by nasze dzieci kwiaty przyrównać do najbardziej luksusowego produktu okresu transformacji. Ironia nad ironiami polega tu na tym, że rozmiar ich pogardliwego niezadowolenia ze stanu III RP jest wprost proporcjonalny do wysiłku, jaki ta III RP wykonała, by swe dzieci wychować w poczuciu, że zmiany roku 1989 są nieodwracalne i powrotu do nędzy PRL-u nie będzie. Pokolenie rodziców mozoliło się, by dać potomkom namiastkę zachodniej cywilizacji, którą młodzi szybko skonsumowali i teraz żądają więcej – i wtym też sensie stanowią dobrą miarę sukcesu transformacji. Jako kwiaty zbuntowane przeciw swoim korzeniom dzieci tego sukcesu nie widzą i szydzą sobie z najntisowych dinozaurów, ile wlezie, ale dorośli wiedzą, że gdyby nie ich pogardzane wysiłki, wszystkie te śmiałe roszczenia by się nie pojawiły. Wiedzą też, że za chwilę mogą zniknąć.

Jeśli tylko ta wywalczona namiastka Zachodu legnie wgruzach, ze Wschodu przyjdzie taki mróz, że wszystkie kwiaty od razu zwiędną. Może więc nie tylko diagnoza, ale i rozwiązanie zaproponowane przez Brzozowskiego jest aktualne? Ten zaś mówił: jedynym środkiem jest dojrzeć. Chyba więc nie ma innego wyjścia, jak tylko sięgnąć po równie starodawne metody wychowawcze i zaaplikować dzieciom kwiatom nową wersję Piotrusia Rozczochrańca. Czyli po prostu porządnie je nastraszyć.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.