PIRANIA

Nie jestem pisarką z problemem alkoholowym, jestem pijaczką z problemem pisania

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - ALE HISTORIA - TEKST PATRYCJA PUSTKOWIAK Dorothy Parker

ypowy dzień poetki Dorothy Parker? Wstaje po południu. Zamawia danie z restauracji. To nie problem – mieszka w hotelu. Mawia, że wszystko, czego jej trzeba, to pokój, wktórym można trzymać kapelusz. O zmierzchu dzwoni po room service, prosząc o lód i alkohol. Po chwili do jej drzwi pukają goście. To rytuał zwany przez nią „zaproszeniem kilku osób na drinki”. Tyle że kilka osób to najczęściej gęsty tłum i zabawa trwa do białego rana. Czasem wpada do teatru, a potem do speluny u Tony’ego, w której nie ma wentylacji ani muzyki. Pije, aż padnie.

WNowym Jorku króluje piosenka „Ain’t We Got Fun” i choć kraj wkracza w kolejny rok prohibicji, bawić się oznacza pić. Dorothy prohibicja nie przeszkadza – w czasach jej trwania udaje jej się wypić chyba cały alkohol, który jest w mieście. Pije wszystko prócz ginu, po którym źle się czuje. Najbardziej lubi szkocką whisky. Odkrywa, że ten trunek doskonale zapobiega huśtawkom nastrojów – jeśli pije się go w małych dawkach przez cały dzień.

„Nie jestem pisarką zproblemem alkoholowym, jestem pijaczką zproblemem pisania” – podsumuje się w swoim niepodrabialnym stylu.

Wciętych wypowiedziach jest zresztą mistrzynią („Pierwsza rzecz, którą robię z rana, to myję zęby i ostrzę swój język”, „Nie dbam o to, co o mnie napisano, dopóki nie jest to prawdą”, „Dwa najpiękniej brzmiące po angielsku słowa to »dołączono czek«”). To one – wraz z błyskotliwymi tekstami dziennikarskimi, opowiadaniami i wierszami – sprawiają, że już przed czterdziestką staje się sławna. Tak sławna, że postanawia umawiać się tylko z bogatymi mężczyznami. Uważa, że powinni płacić za przywilej pokazywania się w mieście wjej towarzystwie.

TOkropne dziecko

Wsierpniowy weekend 1893 roku w Long Branch, nadmorskim kurorcie nazywanym Monte Carlo Ameryki, pada rzęsisty deszcz. Wletniej posiadłości państwa Rothschildów brak głowy rodziny. Eliza Rothschild zaczyna rodzić swoje czwarte dziecko w samotności, do tego wtedy, gdy zrywa się potężny cyklon. Kiedy jej mąż Henry wraca z miasta, jest podwójnie zdziwiony – czeka na niego najmłodsza córka Dorothy i dom, który po przejściu huraganu potrzebuje nowego komina.

Dorothy opisze siebie później jako „małą żydowską dziewczynkę, która stara się być słodka” i „to okropne dziecko, które pisze wiersze”. Jej dom rodzinny jest otwarty, tolerancyjny, ekscentryczny, ale szczęście rodzinne trwa w nim krótko – matka Dorothy umiera, gdy dziewczynka ma tylko pięć lat.

Szkoła jest nie dla niej. Nie może znieść panującej tam dyscypliny. Choć dobrze idzie jej studiowanie Biblii i lekcje fortepianu, rzuca ją jako 15-latka. „Jeśli poślinisz gumkę, będzie lepiej wycierać – to jedyna rzecz, której nauczyłam się w szkole” – mówi. I dodaje: „Nie ukończyłam szkoły średniej, ale, Bóg mi świadkiem, czytałam!”.

Nowy Jork 1914 roku jest opanowany taneczną gorączką. Powstają kolejne szkoły tańca. Do jednej z nich wkracza zdeterminowana, nerwowa brunetka. Żąda, aby ją zatrudnić jako nauczycielkę gry na fortepianie. Nic innego nie umie robić. Spędzając godziny przy instrumencie, czasem się nudzi – wtedy zaczyna pisać. Interesuje ją też teatr, ale wydaje się jej, że wymaga on specjalnych kwalifikacji. A poezja jest łatwa. „To praca, która nie wyrządza żadnej szkody, nie brudzi rąk ani umysłu, właściwie to tak samo jak z szydełkowaniem”.

Coraz więcej pisze. Specjalizuje się wobserwacji matron zwyższej klasy średniej, bigotek uwięzionych w banalności dnia. Nie wierzy w siebie, ale pewnego dnia zbiera się na odwagę i wysyła swe teksty do „Vanity Fair”. Przyjmu- ją je i przysyłają jej czek na 12 dolarów. Dorothy wkłada najlepszy kostium, spryskuje się wodą kolońską i zimpetem wkracza do redakcji. Idzie prosto do redaktora Crowninshielda. Zamiast powitania wyrzuca z siebie, że jej ojciec dopiero co umarł, jest sierotą, uczyła w szkole tańca, choć nie ma o tym pojęcia, zmęczyła się karierą muzyczną i „literackie życie” bardzo by jej odpowiadało. Czy pan Crowninshield mógłby dać jej pracę? To nie byle kto – ocenia pan Crowninshield i zatrudnia Parker w „Vogue”, siostrze „Vanity Fair”, za 10 dolarów tygodniowo. Dorothy wynajmuje pokój przy 103. Ulicy i zaczyna marzyć o pisarskiej sławie. Ludzie z „Vogue” zapamiętają ją jako „małą, ciemnowłosą, słodką jak melasa, ale niewiarygodnie bystrą”.

Zaczyna od stażu w dziale mody. Ma podpisywać zdjęcia. Robi to na swój sposób. „Zwięzłość jest duszą dowcipu” – pisze pod nową kolekcją bielizny, cytując Szekspira.

Pisze też do „Vanity Fair”. I jest coraz ostrzejsza. Zachwyca wszystkich tekstem „Kobiety. Pieśń nienawiści”, który rozpoczyna deklaracja: „Nienawidzę kobiet. Działają mi na nerwy”. Nie cierpi tych, które szyją dla siebie ubrania, wertują gazety w poszukiwaniu przepisów, i tych, które spieszą się do domu zrobić kolację. Ale mężczyzn też nie darzy sympatią. W artykule „Dlaczego nie wyszłam za mąż?” radośnie demaskuje wszystkich tych, z którymi się umawiała, jako idiotów. Wrzeczywistości jednak wychodzi za mąż – kilkakrotnie. (ur. 1893) – amerykańska poetka i pisarka, autorka m.in. tomów opowiadań „Gra” i „Międzymiastowa Nowy Jork – Detroit”

Picie, powolna śmierć

Lato 1916 roku nie zapowiada nowej miłości. Ajednak. Edwin Pond Parker ma 23 lata i pracuje jako makler giełdowy na Wall Street. Jest wysoki, szczupły, a przede wszystkim zamożny, a więc w typie Dorothy. Zaczynają rajd po drogich restauracjach. Dorothy podoba się w nim to, że potrafi ją

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.