BOROKI NIE DOSTAJĄ TYTY

Jak się do nas na osiedle przeprowadził nowy chłopak, to żeby pograć w piłkę, musiał się nauczyć, że elwer to rzut karny, a eka – poprzeczka

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MĘSKA KOŃCÓWKA - Z Adrianem Góreckim, założycielem pierwszego w Polsce śląskiego biura tłumaczeń, rozmawiają Maria Hawranek i Szymon Opryszek

MARIA HAWRANEK: Ja za bajtla byłam heksą. A ty?

Mi godali, żech jest rojber. SZYMONOPRYSZEK:

Rojber, czyli rozbójnik, a heksa – złośnica, od niemieckiego Hexe, wiedźma. Skąd jesteście? SZYMON: Z Krakowa. MARIA: Z Knurowa koło Gliwic.

No to żeś jest naszo dziołcha! Tylko nie godom, znam pojedyncze słowa. Mama potrafi, ale tato jest z repatrianckiej rodziny ze Lwowa i w domu rozmawiało się po polsku. A ty godałeś od małego?

Moi dziadkowie są stąd, wychowałem się w Rudzie Śląskiej. W wieku dziewięciu lat zorientowałem się, że mówię innym językiem niż większość. Wtedy za wypracowanie z języka polskiego dostałem 6-. Zapytałem nauczycielki, za co ten minus. Za użycie słowa „zmierzły”, powiedziała. Zmierzły, czyli marudny. Spierałem się znią, że to po polsku, i dopiero w domu mama wytłumaczyła mi różnicę. I wdomu, i na placu, czyli podwórku, byłem chowany po śląsku. Jak się do nas na osiedle przeprowadził nowy chłopak, to żeby pograć w piłkę, musiał się nauczyć, że elwer to rzut karny, eka – poprzeczka, a torman – bramkarz. Jakie są twoje ulubione słowa?

Szmaterlok, motyl, brzmi zwiewniej niż po polsku czy niemiecku (Schmetterling). Rajza, podróż, czyli ulubiony na Śląsku sposób spędzania wolnego czasu. No i grajfka – jednocześnie pasja i zdolność do czegoś, w polskim nie ma takiego połączenia. Kiedy w śląskim mówi się na wy?

To oznaka szacunku. Wtramwaju można powiedzieć do obcej osoby za dwoje – „siednijcie się”, to bardziej z klasą. A jeśli stoi przed nami starsza pani, powiemy za troje: „Ône sie tam siednom”, czyli „Pani sobie tam usiądzie”. To forma wyrażająca szacunek, charakterystyczna cecha, której nie ma w polskim. Skąd u ciebie pomysł, by promować ślonsko godka?

Śląski to język serca, najważniejszy, czuję, że przez niego mogę się określać. Dlatego chciałem poświęcić mu swoją pracę maturalną. Iwtedy zorientowałem się, że jest bardzo mało materiałów źródłowych w tym języku, głównie z lat 30., a prac naukowych – kilka. Wypożyczyłem wszystkie książki z biblioteki, ściągnąłem z internetu zapisy dialektu jeszcze z XIX wieku. Iopowiedziałem. Wmoim liceum w Gliwicach miałam taką Karinę, która pięknie godała. Koledzy z klasy byli zachwyceni, ale polonistka ją piętnowała. I Karina się zapadła w sobie, po roku odeszła. Ciebie nie dyskryminowano?

WRudzie Śląskiej godanie jest naturalne. Mam wrażenie, że nasze pokolenie, wychowane na początku lat 90., dorastało już bez PRL-owskiej propagandy, że to język gorszy. Wtedy pojawiły się pierwsze stowarzyszenia, ludzie zaczęli godać wprzestrzeni publicznej. Ojciec, dyrektor w firmie kolejowej, i matka, bibliotekarka, zawsze godali, nawet w pracy. Tylko babcia, ekonomistka, była nauczona, że w pracy to trzeba po polsku, i do samego końca była moim działaniom niezbyt przychylna. Mówiła: „Mów po polsku, bo ci roboty nie dadzą”. Ale ty robotę wymyśliłeś sobie sam – założyłeś pierwsze w Polsce śląskie biuro tłumaczeń.

Jeszcze na początku studiów zacząłem pisać do miesięcznika „Nowa Gazeta Śląska” – czasem po śląsku. Chodziłem na różne spotkania wokół śląskiego,

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.