NASZYJNIK Z DUCHAMI

Wdniu poprzedzającym noc poślubną matka przerabiała swój naszyjnik i przekazywała go córce. Zdobiły go goździki, które oprócz mocy chronienia przed złem były też afrodyzjakiem

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TYP TYGODNIA - TEKST ALEKSANDRA LIPCZAK

aszyjnik nazywa się tazlagt n grenfel, naszyjnik z goździkami. Jest na nim francuska moneta. Koral chroniący przed niepokojem i smutkiem. Agat leczący z bezpłodności. Guzik z francuskiego munduru. Moneta zWenezueli zdobyta przez piratów. Emaliowane srebro. I dużo goździków. Ususzyła je i nawlekła na sznurek matka, której córka szykowała się do nocy poślubnej. Zgodnie z tradycją musiała przerobić swój własny naszyjnik i dodać do niego nowe elementy. Stworzyć przedmiot unikatowy, intymny. A goździki oprócz mocy chronienia przed złem były też afrodyzjakiem.

Naszyjnik pochodzi z Kabylii, berberyjskiego regionu na północy Algierii, i można go oglądać na wystawie „Na przekór. Kabylia” w krakowskim Muzeum Etnograficznym. Wystawa, niczym kabylski naszyjnik, mieści w sobie wiele historii. Tę oKabylii z jej „matriarchalnym rysem”, dalekiej od sztampowych wizerunków tak zwanego świata islamu. O ciałach zapisanych henną i o kobietach – nosicielkach tradycji.

Kilka lat temu Urszula Zanotti przyszła do muzeum i powiedziała: „Mam kolekcję algierskiej biżuterii. Chciałabym, żebyście ją pokazali”. Kolekcja, licząca 426 naszyjników, kolczyków, bransolet i diademów, okazała się zupełnie wyjątkowa. Podobnie jak hi-

NZstoria życia Urszuli Zanotti, o której, gdyby nie brzmiało to tak banalnie, można by powiedzieć, że przypomina scenariusz filmu.

Przyszła na świat w przedwojennych Katowicach jako Urszula Machinek. – Na ulicy Mikołowskiej, naprzeciw sądu – precyzuje głosem, w którym pobrzmiewa melodia co najmniej trzech języków używanych przez nią na co dzień od pięciu dekad. Po wojnie, z której nie wrócił jej ojciec, przeniosły się z mamą do babci na robotnicze Załęże. – Któregoś razu mama zabrała mnie na lodowisko. Tam wypatrzył mnie szef klubu sportowego Budowlani Katowice, z którym zdobyłam parę lat później łyżwiarskie wicemistrzostwo Polski.

Zachwycił się nią też szef francuskiej rewii na lodzie Paris sur Glace, który przy okazji występów grupy wPolsce szukał młodych talentów. Dla kontraktu w rewii 17-letnia Urszula zostawiła szkołę. Była w rewii solistką, pierwszą łyżwiarką ze wschodniej Europy. Podczas występów walgierskim Oranie w mistrzyni piruetów zakochał się George Zanotti, młody włoski przedsiębiorca. Jego rodzina mieszkała w Algierii od czasów Mussoliniego, z którym nie bardzo było im po drodze. George jeździł za nią na występy do różnych krajów. WBułgarii wzięli ślub. Kiedy skończył jej się kontrakt, osiedli w Oranie.

– Pierwszy kabylski naszyjnik dostałam od George’a po narodzinach pierwszej córki, Katariny – mówi Urszula. Po narodzinach Scarlett pojawił się kolejny. Za Laurence, jak mówi, dostała trzeci, pełen goździków. A kiedy urodził się syn Dino, George podarował jej diadem, który można oglądać wKrakowie. – To było ukoronowanie sukcesu – mówi z przekąsem jego właścicielka. Z podarunków narodziła się kolekcjonerska namiętność.

– Jeździliśmy po sklepach ze starociami po całej Algierii, odwiedzaliśmy jubilerów wKabylii. Mieliśmy też swoich dostawców, między innymi pana Ogala, kabylskiego jubilera, który co miesiąc przywoził nam jakieś okazy – opowiada Urszula Zanotti. – Była to moja i mojego męża wspólna pasja.

Był to też ostatni moment, żeby ją kultywować. Sztuka algierskich jubilerów powoli zanikała, podobnie jak tradycje związane z przetwarzaniem naszyjników przez kobiety. Dziś na rynku są tylko pojedyncze sztuki tradycyjnej kabylskiej biżuterii, które zwykle osiągają kosmiczne ceny. Tradycyjne kabylskie rzemiosło zanikło zmiecione z powierzchni ziemi przez przemiany obyczajowe, uprzemysłowienie i polityczne burze. Przetrwało jednak w kolekcji Urszuli Zanotti, podobnie jak duchy twórczyń i dawnych właścicielek biżuterii. Wystawę „Na przekór. Kabylia” można oglądać do 22 października w Muzeum Etnograficznym wKrakowie

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.