MOGĘ TYLKO ZROBIĆ FILM

Na początku musiałam udowodnić, co potrafię, i w związku z tym być dwa razy lepsza od angielskich dziennikarzy. Karczowałam tę swoją drogę i była to katorżnicza praca, ale gra szła o wielką stawkę

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TWARZE - Z Ewą Ewart, reporterką, dokumentalistką, rozmawia Katarzyna Montgomery

ak to jest być zawsze w centrum wydarzeń? Nie wiem, jak to jest nie być w ich centrum. Od zawsze byłam w najgorętszym tyglu. Ostatnio zdarzają mi się okresy względnego spokoju i trudno jest mi się do tego przyzwyczaić. Mam wręcz irracjonalne poczucie winy, bo na pewno gdzieś coś się dzieje i powinnam tambyć. Wciąż jesteś gotowa rzucić wszystko i w jednej chwili pojechać robić materiał?

Wypłynęłam na nieco spokojniejsze wody. Zaczęłam pracować inaczej, bez dławiącego pośpiechu i napięcia, jakie nieustannie towarzyszyły mi podczas pracy wBBC. Wpewnym momencie zaczęło mnie to bardzo męczyć, pojawiły się myśli o zmianach. Proces rozstawania się zdawną firmą okazał się trudny i powolny. Odeszłam ostatecznie w połowie 2012 roku. Rozwijająca się współpraca z TVN 24 pomogła mi dokonać ostatecznego cięcia. Intuicyjnie podjęłam decyzję o przenosinach do Polski.

Kilka lat później, w 2015 roku, w odstępie sześciu miesięcy odeszli oboje moi rodzice. Wtedy, po 30 latach nieobecności, zobaczyłam sens mojego powrotu do kraju. Nie wyobrażam sobie, że wczasie, gdy oni odchodzili, byłabym gdzieś na końcu świata i kręciła kolejny film. Nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia. Byłam z nimi na tej ostatniej prostej.

Tata odszedł, kiedy miał 87 lat, mama 85, ale byli ponad czasem, zawsze młodzi duchem, pełni energii i to stwarzało mylące poczucie, że są wieczni. Zachowałam z naszej historii najlepsze kadry, tak jak to zwykle robię, dobrze zmontowany film. Wtym czasie wyhamowałam. Jako reporterka, dokumentalistka byłaś świadkiem wielu dramatów w różnych częściach świata.

Mój zawód, podróże, kontakty z ludźmi – to wszystko otwiera. Poza tym wierzę, że choćby nie wiem jak było źle, znajdzie się w tym jakiś sens. Ale nie zawsze taka byłam, moja radość z życia pojawiła się na przekór wszystkiemu. Nie było to łatwe, bo musiałam pokonać barierę dyskomfortu. Teraz już wiem, że wszystkie moje pozorne klęski wostatecznym rozrachunku okazały się małymi zwycięstwami. Uwielbiam piosenkę Franka Sinatry „That’s Life” i ile razy jej słucham, widzę siebie. To piosenka o tym, że bez względu na to, ile dostaniesz w życiu kopniaków i ile razy leżysz plackiem na ziemi, zawsze znajdziesz w sobie siłę, żeby się podnieść i iść dalej. Pamiętam, jak w jednym

Jz najgorszych momentów mojego życia, kiedy rozstałam się z mężem, jechałam wMoskwie samochodem i wradiu – to było, zanim mi je ukradli – leciała piosenka Glorii Gaynor „I Will Survive”. Wsłuchałam się wnią i pomimo rozdygotania postanowiłam zaufać temu, co usłyszałam: że przetrwam. Poddanie się jest zbyt nudne. Na końcu zawsze będzie w porządku. Twoja autobiograficzna książka „Widziałam” pokazuje, że masz zdolność do przetrwania i odradzania się w każdych warunkach.

Patrzę na życie wkategoriach podróży, która ma różne etapy i wktórej towarzyszą mi różne osoby. Na przykład mężczyźni – byłam wwartościowych związkach z ciekawymi ludźmi i wtedy było to dokładnie to, co było mi potrzebne. Wtej podróży czasem trzeba coś objechać, czasem trafi się na przejazd kolejowy i trzeba przeczekać, co robię z trudem, bo brakuje mi cierpliwości. Ufałam zawsze, że idę we właściwym kierunku. Przekonałam się wiele razy, że mam szósty zmysł, i potrafiłam wyczuć, co powinnam zrobić. Albo czego nie robić, kiedy się wycofać. Tak jak wtedy, kiedy kręciłaś wCzeczenii film o Annie Piaseckiej, moskwiczance, która starała się odnaleźć swojego 22-letniego syna na wojnie. Nocowaliście w domu u przypadkowej rodziny, a ty obudziłaś się o trzeciej nad ranem z poczuciem, że musicie natychmiast wyjechać.

I chociaż ekipa złorzeczyła na mnie jak nigdy, byłam tak kategoryczna, że się podporządkowali. Udało się nam dotrzeć do lotniska we Władykaukazie i wylecieć do Moskwy. Po przylocie pierwsza informacja, którą usłyszeliśmy wradiu, była o tym, że około piątej nad ranem, czyli 20 minut po naszym wyjeździe, Rosja przystąpiła do ciężkiego bombardowania wsi Samaszki. Tej, wktórej spaliśmy. Niewielu mieszkańców przeżyło. Nie powiedzieliśmy wtedy do siebie ani słowa. Wróciłam do hotelu, w barku był schłodzony szampan, kompletnie odleciałam. Oszukaliśmy śmierć o minuty.

Często słuchasz intuicji?

Wsprawach zawodowych – zawsze. Zpozoru irracjonalna rezygnacja z pracy w newsach w CBS w Moskwie otworzyła dla mnie wspaniały rozdział dokumentu wBBC. Oczywiście na początku musiałam udowodnić, co potrafię, i wzwiązku z tym być dwa razy lepsza od angielskich dziennikarzy. Karczowałam tę swoją drogę i była to katorżnicza praca, ale gra szła o wielką stawkę. Po rozwodzie i wyjeździe zMoskwy wLondynie walczyłam o siebie na nowo – zawodowo, finansowo i życiowo. To był jedyny moment, kiedy miałam plan, bo z reguły lubię siąść na fali i patrzeć, jak mnie niesie. Wiedziałam wtedy bardzo konkretnie, czego chcę. I udało się. Dałam sobie radę. Udało mi się nawet to, że choć przez wiele lat miałam zadawane tematy, to zawsze się tak szczęśliwie działo, że były zgodne z tym, co sama bym chciała zrobić. Teraz mogę realizować tylko te projekty, które mnie interesują, i nie dam sobie nic narzucić. Co teraz pochłania Ewę Ewart?

Wmoim najnowszym filmie polityka ściera się z ekologią – wdalekim Ekwadorze. Na obecnym etapie nie chcę zdradzić zbyt wielu szczegółów. Wbrew pozorom nie będzie to film o lokalnym problemie kraju, który rzadko trafia na czołówki światowych mediów. Historia, którą chcę opowiedzieć, skupia w sobie

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.