NIE POTRZEBUJĘ WIELE

Zazwyczaj czuję się atrakcyjna. Nie zawsze fenomenalnie, nie zawsze w świetnej formie, ale dobrze mi w swoim ciele

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - URODA MOJA PÓŁKA - Z Patrycją Okuljar, architektką mieszkającą od dziewięciu lat w Szwajcarii, rozmawiają Monika Kucel i Paulina Puchalska/Element Żeński

dy umawiałyśmy się na wywiad, zaznaczyłaś, że pielęgnacja jest dla ciebie kwestią drugorzędną. Odpowiedziałam z rozpędu. Życie zawodowe, deadline’y i podróże zajmują mi tyle czasu, że pielęgnacja, mimo że przyjemna i ważna, spada w hierarchii priorytetów. Pokazuje to m.in. fakt zaopatrywania się w kosmetyki w sklepach na lotnisku. Ale potem zdałam sobie sprawę, że są produkty, bez których nie mogę się obejść.

GNa przykład puder Shiseido w kamieniu, którego używam od lat. Dlaczego tak kurczowo się go trzymasz?

Jeśli znajdę produkt, który trafia w mój gust, to nie rozglądam się za innymi. Dzięki temu nie tracę rano czasu na wybieranie, czego użyć. Moje poranki to chaos – zdarza się, że nie jem nawet śniadania albo łapię szybko jogurt i pędzę dalej. Lubię sprawdzone rzeczy i marki – dotyczy to też ubrań i zapachów.

To opowiedz o perfumach.

Od trzech lat używam Hermèsa Jardin sur le Toit. Wyczułam go na nieznajomej kobiecie podczas branżowej konferencji. Zapytałam, czym tak pięknie pachnie. Była na tyle miła, że zdradziła mi nazwę. Mam do niego słabość z jeszcze jednego względu – jest wyjątkowo trwały, im dłużej jest na skórze, tym bardziej zyskuje na mocy i szlachetności. A niewiele zapachów trzyma się mojej skóry. Inny równie wspaniały zapach Hermèsa – Jardin sur le Nil – niestety, szybko na mnie wietrzeje. Do czego jeszcze się przywiązałaś?

Do mascary Hypnôse Lancôme. Chociaż ostatnio przerzuciłam się na tusz Addict Diora i jestem zadowolona. Fajnie rozdziela rzęsy, wyraźnie je podkreśla i pogrubia. Ma wygodną gumową szczoteczkę. Co więcej, łatwo pozbyć się go podczas demakijażu. To dla mnie istotne – noszę soczewki, dlatego moje oczy są szczególnie wrażliwe, np. na tarcie. Życie w poukładanej Szwajcarii pomaga czy męczy?

Dużo osób o to pyta. To nie jest łatwy kraj do mieszkania, niemniej dziewięć lat życia wZurychu mocno mnie uregulowało. Zyskałam na punktualności i ogólnym zdyscyplinowaniu. Czego jeszcze nauczyłaś się od Szwajcarów?

Zdrowej selektywności.

Co to znaczy?

Że nie lubię, a przede wszystkim nie potrzebuję mieć dużo rzeczy. Szwajcarzy otaczają się przeważnie tym, co konieczne. Jak myślisz, z czym to jest związane?

Po pierwsze, są mniej sentymentalni niż Polacy. Po drugie, utylizacja rzeczy jest tam bardzo kosztowna, a każdy obywatel ma wtym spory finansowy udział. Więc mimo iż stać ich na więcej niż nas, potrafią ograniczać dobra materialne do minimum. Po trzecie, mało kto decyduje się na mieszkanie własnościowe, panuje tu głównie system najmowy. Aprzeprowadzki, przenoszenie rzeczy to kolejny wydatek.

Ja też staram się utrzymać względne minimum, choć nie mam tego we krwi. W moim rodzinnym domu często gromadziło się niepotrzebne przedmioty. Usługi dotyczące przeprowadzek są drogie. A co z usługami pielęgnacyjnymi?

Bardzo lubię mieć zadbane paznokcie, ale wSzwajcarii noszę je krótko obcięte i raczej niepomalowane. Z konieczności, bo ceny, nawet za klasyczny manikiur, są zbyt wygórowane dla mojego freelancerskiego portfela. Dlatego gdy kupuję bilet do Polski, od razu umawiam się na paznokcie do pani Ewy. Ładne paznokcie to dla mnie symbol kobiecości. I widzę, że Polki o ten aspekt niesamowicie dbają. MONIKA: Chyba powinnam schować swoje. Bardzo rzadko chodzę na manikiur. PAULINA: Ja tak samo.

Nie chowajcie, moje paznokcie wyglądają przez większą część roku tak samo jak wasze. Wypielęgnowane są tylko w Polsce. Dlatego czuję się tu niezwykle piękna (śmiech). Gdzie można znaleźć panią Ewę i dlaczego właśnie do niej chodzisz?

Przy Siennej 83. Nie chodzi tylko opoziom wykonania usługi, ale także o relację, którą udaje się nawiązać z panią Ewą czy z fryzjerką Krysią. O jakość spędzonego z nimi czasu. To nie jest kwestia kosztów czy języka. Odnoszę wrażenie, że za tym stoi nasza mentalność. WZurychu osoby pracujące w sektorze usługowym są równie miłe i profesjonalne, ale nie następuje żadna wymiana energii. Nie oznacza to, że moje spotkania z panią Ewą należą do wylewnych, bynajmniej. Są po prostu podszyte ciepłem, atencją, komfortem emocjonalnym. Towarzyszy im ludzki wymiar, którego brakuje mi wpozamykanej na takie doświadczenia Szwajcarii. Wspomniałaś o nakładanym rano kremie nawilżającym. Masz ulubiony?

Był czas, że kupowałam kremy zwysokiej półki, jak np. Shiseido Ibuki Refining Moisturizer. Przestawiłam się jednak na Dr Irenę Eris i mogę przyznać z ręką na sercu, że są niezawodne. Zawierają delikatną ochronę słoneczną, co bardzo mi odpowiada, bo nie muszę się już martwić o dodatkową emulsję z filtrami. A czego używasz do ciała?

Elizabeth Arden Green Tea Honey Drops z granulkami miodu. Gdy jestem zmęczona, relaksuje mnie już sam zapach. Starcza na długo, chociaż nie mogę powiedzieć, że jestem wtym smarowaniu bardzo regularna. Wszystko zależy od rytmu dnia. Gdy pracuję nad projektem konkursowym, to choćbym nie wiem jak się starała, moja pielęgnacja sprowadza się do pobieżnego wklepania kremu wtwarz. Jestem wtedy wyłączona na kilka tygodni. Przed ostatecznym terminem złożenia materiałów prawie nie śpię. Mam taki poziom adrenaliny, że nie odczuwam zmęczenia. Apo wszystkim jedyne, czego potrzebuję, to głęboki sen. Moment, w którym wiem, że mogę się położyć bez konieczności nastawiania budzika, jest nieoceniony. Możesz wytypować swojego kosmetycznego superbohatera?

Trudno wytypować coś, co najbardziej mi się przydaje, albo coś, co w pojedynkę poprawia nastrój. Mimo że staram się nie uzależniać samopoczucia od dóbr materialnych, poranny prysznic i parę kosmetyków sprawiają, że czuję się lepiej. Ale nie piękniej.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.