LEGENDA JEST TYLKO JEDNA

Dostałem telefon od Ridleya z pytaniem, czy byłbym teoretycznie zainteresowany sequelem „Blade Runnera”. Odparłem, że teoretycznie tak

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TYP TYGODNIA -

aprzeciwko mnie siedzi Indiana Jones, Han Solo i Rick Deckard wjednej osobie. Wygląda zupełnie jak w filmach, może jest trochę starszy. Przez kwadrans oddycham tym samym powietrzem co Harrison Ford (oraz dziewięciu innych dziennikarzy i pięciu PR-owców, ale o to mniejsza) – idol, którego filmy wdzieciństwie zarzynałam na VHS-ach iprzez którego nawet chciałam zostać archeologiem, bo kosmiczny kowboj wydawał mi się jednak, niestety, mało prawdopodobną karierą. Aobok siedzi Ryan Gosling. Ale Ford rzadko daje mu dojść do słowa. Legenda jest tylko jedna.

NPromocja „Blade Runnera 2049”, sequela jednego z najbardziej kultowych filmów whistorii kina – nowatorskiego połączenia cyberpunku i filmu noir, z którego wizualnych rozwiązań do dziś czerpie, żeby nie powiedzieć zrzyna, science fiction i nie tylko – odbywa się wBerlinie. Najpierw pokazano dziennikarzom fragment filmu, potem podzielono ich na grupy i dano po kwadransie na odpytanie twórców.

– Zadzwonił producent. Powiedział: „Spotkajmy się, ale w tajemnicy. Nie chcę, żeby ktokolwiek nas widział” – mówi reżyser Denis Villeneuve. – Pojechałem do małej kawiarni wMeksyku, usiedliśmy przy stoliku, położył przede mną kopertę znapisem „Queensboro” i powiedział: „Queensboro” nie istnieje, to scenariusz do „Blade Runnera 2049”. Wzruszyłem się. Pomyśleć, że zaufali właśnie mnie! Wiedziałem, że pracują nad sequelem, i uznałem, że to fantastycznie szalony, zły pomysł. Niektórych filmów nie powinno się dotykać, to dzieła sztuki. Ale... – reżyser zawiesza głos i sam zaczyna się śmiać. – Ale przeczytałem scenariusz ibyłem pod wrażeniem. Czy się denerwowałem? Oczywiście.

Ridley Scott, reżyser pierwszego „Blade Runnera”, dał następcy pełną wolność. – Opo- wiedział mi o swoich inspiracjach, wyjaśnił kilka wyborów estetycznych, ale sam mam decydować, co chcę robić. Jeśli się uda, powiedział, to fantastycznie, jeśli nie, katastrofa.

Villeneuve zaczął od zmiany wizualnego tonu filmu. – W scenariuszu pojawia się motyw dziwnej zimy, która panuje w Los Angeles, na przemian deszczu i śniegu. A zima to coś, co jako Kanadyjczyk doskonale znam. Więc pierwszym pomysłem było, by zamiast filmu mrocznego zrobić jasnego, srebrnego „Blade Runnera”. Że wyjdziemy poza Los Angeles, gdzie będzie mniej smogu i będzie światło, które znam z domu. Brzmi trywialnie, ale dla mnie był to sposób, żeby zbliżyć film bardziej do mnie. Jak Blade Runner, który musi się zmierzyć z ojcem, tak i ja musiałem się zmierzyć zeswoim.

Reżyser jednego z najbardziej oczekiwanych filmów roku ma 50 lat, w Hollywood przebił się w 2013 r. filmem „Labirynt”. „Sicario” z 2015 r. był nominowany do trzech Osca-

Czy może być lepiej? Harrison Ford wraca w nowym „Blade Runnerze”, a u jego boku Ryan Gosling

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.