SŁOŃCE W CIEŚCIE

KUCHNIA Marta Kirsz nauczyła się przyrządzać słynne pastéis de nata od kilkakrotnego zwycięzcy zawodów na najlepsze tartaletki w Portugalii. Dziś sama robi chrupiące ciasto i wypełnia je pysznym jajecznym kremem

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - URODA - TEKST BASIA STARECKA ZDJĘCIA JAKUB WŁODEK

szyscy Irlandczycy, których znała, jeździli do Portugalii. Ich białe, piegowate ciała wystawione na słońce wracały zwakacji zaróżowione i szczęśliwe. Marta Kirsz przeżyła w Irlandii 11 zim i też chciała się wreszcie wygrzać. Znalazła się w Irlandii, bo chciała zarobić. W2003 roku wzięła dziekankę ipojechała zbierać truskawki. Na studia wPolsce już nie wróciła. Parę lat później pracowała na odpowiedzialnym stanowisku w irlandzkim banku. – Jestem z tych emigrantów, co wracają. Najpierw chciałam po pięciu latach, ale kiedy je przekroczyłam, pomyślałam, że nie zaszkodzi zostać kolejnych pięć, żeby mieć już irlandzką emeryturę – tłumaczy Marta. Uważa, że Irlandczycy to fajny naród. Ich dobre samopoczucie tłumaczy życiem na wyż-

Wszym niż w Polsce poziomie i pozytywnym podejściem do świata. Nawet kiedy pracują wsklepie, stać ich na wyjścia do restauracji czy zagraniczne wyjazdy. Wracając do Krakowa, trochę się bała. Znajomi uprzedzali ją, że bez studiów może mieć trudności ze znalezieniem pracy. Ale najważniejsze okazało się doświadczenie. Od razu dostała propozycję pracy w brytyjskim banku HSBC. Pół roku później doszła do wniosku, że czas spełnić wakacyjne marzenie – wyjechać do Portugalii.

Sześć ciastek naraz

Miesiąc przed wyprawą kupiła rower. Klasyczny góral. Sprzedawca wypytywał ją, po jakich drogach będzie jeździła. Powiedziała, że jedzie na wycieczkę rowerową po Portugalii. Złapał się za głowę. Góralem po szosie? Stanowczo odradzał. Ona się jednak uparła. Chciała mieć profesjonalny rower, czyli w jej mniemaniu górski. Kupiła dokładnie taki, o jakim marzyła – biało-turkusowy scott z szeroką kierownicą. Do Lizbony leciała po szkoleniu ze zmieniania kół i opon, składania i rozkładania roweru oraz z zapasem śrub. Kolega z banku polecił jej, żeby na miejscu koniecznie spróbowała miejscowych ciastek pastéis de nata. Marta nie mogła zapamiętać ich nazwy, zapisała ją w telefonie.

Przywitał ją chłód. Niezrażona poszła na pierwszą sangrię i kręciła się po mieście, czekając, aż się w nim zakocha. Następnego dnia wyszło upragnione słońce. Znalazła ławkę i rozłożyła się na niej niczym jaszczurka na kamieniu, nasycając się ciepłem. Musiała już tylko znaleźć ciastka. Z pastéis de nata usiadła pod drzewem. Zanurzyła usta w jajecznej

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.