CO Z NAS ZOSTAJE, KIEDY ZAMKNIEMY OCZY?

Oto według Lassnig pytanie prawdziwie malarskie

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - MOJA PRACA, MOJE ŻYCIE - TEKST ALEKSANDRA ZBROJA

iektórzy widzowie odczuwali pewien dyskomfort, a nawet niesmak. Oto starsza kobieta obnażyła gładkie jak u niemowlęcia łono i taka rozkraczona mierzyła do nich z pistoletu, drugi przystawiając sobie do skroni. Rysy twarzy, choć zniekształcone, nie pozostawiały wątpliwości, że to autoportret Marii Lassnig, austriackiej artystki, której prace można było w 2014 roku oglądać w nowojorskiej MoMA PS1. Obraz z pistoletami wyszedł spod jej pędzla, kiedy miała 86 lat. Przyjechał zWiednia na pierwszą tak dużą solową wystawę w Stanach Zjednoczonych. To było trochę jak spełnienie marzenia, a trochę jak cios pięścią w brzuch – autorka obrazów wolałaby, żeby podobną ekspozycję zorganizowano 50 lat temu. Co najmniej 50.

Recenzenci dopatrywali się w tym przedstawieniu wyrzutu artystki. „Ona nas symbolicznie potępia – spekulowali – bośmy jej przed laty nie docenili”. Pomysł niewyssany z palca, przecież sama Lassnig tak skomentowała przedstawienie: „Winny jest oczywiście świat, który mnie wcześniej nie odkrył”. A nieco dalej: „Nieustannie odczuwałam wielkie cierpienie. Raz pomyślałam sobie, że zamiast tak cierpieć, zastrzelę się”. Rok wcześniej pisała podobnie: „Smutek przyszedł z zewnątrz – zapomniana i nierozpoznawalna, oto mój los. To boli, sprawia, że chcę zakopać głowę głęboko pod ziemią. [Och, te moje] goghowskie ciągoty samobójcze! Żyjemy zbyt długo”.

Lassnig zmarła w 2014 roku. 6 maja, czyli cztery miesiące przed zamknięciem wystawy.

Przed śmiercią zdążyła jeszcze otrzymać jedną z bardziej prestiżowych nagród – Złotego Lwa za całokształt pracy twórczej, przyznanego przez jury 55. Biennale wWenecji. „Czy powinnam przyjąć nagrodę, której nie mogę nawet osobiście odebrać? – przejmowała się. – Wenecja jest zbyt daleko, a ja jestem taka słaba”. Ostatecznie po odbiór statuetki wysłała przyjaciela, austriackiego kuratora Petera Pakescha. „Jestem przytłoczona – zapisała mu

Nna świstku papieru. – Po siedmiu dekadach ze sztuką, po latach trudów i wyrzeczeń, po niezliczonych wystawach sukces w końcu przyszedł. Późno”. Organizator ceremonii nie słyszał słów odczytanych przez Pakescha. Był zbyt zajęty przygotowaniem sceny dla innego laureata.

Może dobrze, że nie przyjechała? Nie radziła sobie z brakiem zainteresowania. Więcej nawet – stanowiło ono dla niej niewyczerpane źródło egzystencjalnej zgryzoty. Podobnie jak ta przekorna chronologia, która kazała narodzić się artystycznej sławie dopiero na starość artystki. Jakby właściwe życie zaczynało się usamego końca. Zupełnie nie po jej myśli.

Popularność bowiem spadła na nią dobrze po sześćdziesiątce. Na tyle późno, że oswojona z przekonaniem o własnej nieudolności artystka nie potrafiła przyjąć do wiadomości, iż jej sztuka się w końcu spodobała, nie mówiąc już o zachwytach. A im była starsza, tym więcej ich wzbudzała. 94 lata – Złoty Lew wWenecji. 89 lat – retrospektywna wystawa w Londynie. Wielki hit. Zaczęto ją porównywać do Francisa Bacona (przez szpetną wyobraźnię) i Louise Bourgeois (przez wyrazisty charakter). Maria Lassnig, niedoceniana przez dekady dziwaczka, została najdroższą wAustrii żyjącą artystką.

69 lat – Wielka Austriacka Nagroda Państwowa, którą Lassnig otrzymała jako pierwsza kobieta malarka w historii.

61 lat – razem zValie Export reprezentowała Austrię na Biennale wWenecji. Od tego momentu wystawiała w różnych krajach europejskich, ale też wAustralii, Kanadzie, Turcji i Chinach.

Wszystko to zdaniem samej uhonorowanej poniewczasie. Bo jak wstarszym wieku to znieść? Pieniądze? Z tych miałaby korzyść za młodu. Wystawy? Nie ma nawet siły na nie pojechać. Dobre recenzje? Te pomogłyby kiedyś, pchnęłyby karierę. A teraz? Jak się tym wszystkim nacieszyć?

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.