JAK TRACIMY CZAS

Gdybym była na Twitterze, Facebooku czy Instagramie, zaczęłabym pisać tak, żeby ludzie mnie polubili

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - ŻYCIE I KSIĄŻKI - Z Zadie Smith rozmawiają Natalia Szostak i Michał Nogaś

arratorka twojej nowej książki „Swing Time” zastanawia się, czy się zdecydować na macierzyństwo. Tak, ale koncentruje się na tym, co ta decyzja mówi o niej. Nie krytykuję tego, bo byłam taka sama, ale ludzie traktują rodzicielstwo jak wybór lifestyle’owy. Tyle że macierzyństwo to nie test na osobowość. To po prostu pewne doświadczenie, które cię dotyka. Moje pokolenie wrzuciło posiadanie dzieci do tego samego koszyka, do którego wrzuca się wybór koszuli czy telefonu. Dlaczego temat macierzyństwa jest dla ciebie tak ważny?

Wiele pisarek z mojego pokolenia pisało o tym w podobnym tonie: „Nigdy nie chciałam wyjść za mąż ani mieć dzieci – nie jestem jedną z tych kobiet”. Byłyśmy córkami matek feministek, które z jednej strony umożliwiły nam wiele rzeczy – nie byłabym pisarką, gdyby nie moja matka – ale również przekazały nam swoistą ukrytą mizoginię. Nicole Krauss napisała niedawno w „New York Timesie”, że kiedy była młoda, sądziła, że aby zostać wysłuchaną, powinna przemawiać głosem mężczyzny. Ale chyba zgodzimy się co to tego, że posiadanie dzieci jest rodzajem poświęcenia? Wystarczy spojrzeć na bohaterkę „Swing Time” Tracy i luki w jej życiu zawodowym spowodowane rodzeniem dzieci.

To bardzo ciekawe, że doszliśmy do momentu, w którym jesteśmy w stanie powiedzieć, że posiadanie dzieci jest poświęceniem – nas samych, naszej osobowości. Zanim wynaleziono pigułkę antykoncepcyjną, wydawanie potomstwa na świat nie wchodziło w ogóle do sfery decyzji. Nie dziwi mnie to, że ludzie czekają 10-15 lat, zanim zdecydują się mieć dziecko. Nie są w stanie podjąć tej decyzji! A przecież dawniej nie trzeba jej było podejmować. To się po prostu działo. Nie twierdzę, że tak było lepiej czy też gorzej. Ale to ciekawe – myślimy o wyborach jako o emanacji wolności. Ale nie wiem, czy tak istotnie jest. Kobiety mówią czasem: „Nie chcę mieć dzieci, bo nie chcę stracić wszystkiego, co już mam”.

Tak, ale czym jest to „wszystko”? Pracą? Ali Wong, amerykańska komiczka z chińsko-wietnamskimi korzeniami, w ósmym miesiącu ciąży występowała z progra-

N– brytyjska pisarka, jedna z najważniejszych współczesnych pisarek. Autorka m.in „Białychy zębów” i „O pięknie”. „Swing Time”, jej piąta powieść, została nominowana do nagrody Man Booker Prize mem „Baby Cobra”. To przezabawny i niezwykle obraźliwy występ. Wong deklaruje, że teraz tylko jej mąż będzie pracował, a ona będzie sobie siedzieć w domu. Coś wspaniałego! Opowiada, że kobiety mówią dziś: „Mogę polecieć na Księżyc!”. I konkluduje: „Kiedyś naszą pracą było niepracowanie”.

Brak pracy nagle okazuje się kuszący, jeśli alternatywą jest praca dzień i noc. Wong mówi o czymś, co się stało tabu – że kobiety mogą chcieć po prostu być matkami, nikim więcej.

Rynek pracy zachowuje się wobec kobiet nieprzyzwoicie. Niedawno poznałam wNowym Jorku pewną prawniczkę. Ktoś co chwila do niej dzwonił. Wyjaśniła mi, że musi wracać do kancelarii, chociaż w domu ma bliźnięta. Zapytałam, ile mają lat. „Mają sześć tygodni” – odpowiedziała. Twoja główna bohaterka jest tak zajęta, że nie zauważa, iż jej matka jest śmiertelnie chora.

Myślałam o tym dziś. O 20.30 wsiadłam do samolotu w Nowym Jorku, przede mną było pięć godzin lotu. Ludzie powinni spać. Ale kiedy tylko się okazało, że na pokładzie działają telefony, moi współpasażerowie zajęli się nimi. Odpisywali na maile, wrzucali zdjęcia na Instagram. Ja nie mam smartfonu, więc często ktoś się na mnie złości, że odpisuję na maile dopiero wieczorem albo nawet trzy dni później.

Nie masz smartfonu?

Nigdy nie miałam. Chociaż nie, w 2008 roku kupiłam jeden z pierwszych modeli. Wytrzymałam miesiąc. Przez cały ten czas czułam się, jakbym była nieżywa, spędzałam przed ekranem cały dzień. Może mam skłonność do uzależnień.

Mam zwyczajny telefon, model z klapką, na którym – jak mówi moja córka – nie da się nic zrobić. Kiedy zaczęłam go używać osiem lat temu, ludzie podchodzili do tego zupełnie normalnie. Dziś widzą go i mówią: „Rany, jak to możliwe, jak sobie radzisz?”. Nie chodzi już o mnie i o mojego grata, tylko o nich samych i o to, jak się czują, korzystając ze swojego telefonu. Nie tylko nie masz smartfonu, ale nie korzystasz też z mediów społecznościowych.

To zapewne wynika ze specyfiki mojej pracy, nie potrzebuję ich używać. Dziś to swego rodzaju luksus.

Zadie Smith

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.