ŚMIERĆ MOJEGO OJCA

Kiedy jej ojciec zostaje powieszony, Zina ma 19 lat i jest studentką ekonomii i historii społecznej na Uniwersytecie w Bristolu. Nie płacze. Zrobi to dopiero 16 lat później, przed kamerą

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KULTURA - TEKST ALEKSANDRA LIPCZAK

mierć ojca to decydujący moment w życiu Ziny – wszystko, co będzie robić później, będzie z nią miało jakiś związek. Prawdopodobnie zadecyduje też o tym, że zostanie artystką.

Zina Saro-Wiwa jest artystką wizualną, reżyserką, performerką. W swoich pracach wideo pytała Afrykanów, jak całują. Filmowała ludzi podczas jedzenia. W katalogu swojej wystawy umieściła przepisy na ulubione nigeryjskie dania. Ludziom w tradycyjnych maskach z Delty Nigru kazała tańczyć na rurociągach. W zamówionej dla siebie masce odbywała prywatną żałobę po mężczyznach, którzy zniknęli z jej życia. Stworzyła alt-Nollywood, alternatywne kino zakorzenione wprzerysowanej estetyce nigeryjskiego Hollywoodu. Poprzez sztukę i piękno tropi globalne zależności, relacje Północy z Południem, burzy skostniałe narracje.

Magazyn „Foreign Policy” uznał ją za jedną z najważniejszych globalnych myślicielek 2016 roku. Ona sama mówi, że trzeba odejść od suchych politycznych analiz i szukać innych opowieści – bo tylko tak uda się nam zrozumieć to, co nas łączy.

Jest „Afropolitką”: urodziła się we wsi Bane w Delcie Nigru, wychowała wWielkiej Brytanii, mieszka wNowym Jorku. Jej ojciec Ken Saro-Wiwa, poeta, działacz, obrońca praw człowieka i środowiska, chciał, by ona i czwórka jej rodzeństwa odebrali najlepszą brytyjską edukację, ale zakazał im posiadania brytyjskich paszportów. Każdego lata jeździli do Nigerii, odwiedzali rodzinną wieś.

Nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla Ken Saro-Wiwa stał na czele Ruchu na rzecz Przetrwania Ludu Ogoni. Ruch ten piętnował brutalną eksploatację Delty Nigru – jednego z najbogatszych w ropę naftową regionów świata – przez wielkie korporacje (na czele z Shellem) i skorumpowany rząd. W 1995 roku został powieszony razem zośmioma innymi dysydentami na rozkaz wojskowego dyktatora Nigerii Saniego Abachy. Jego śmierć odbiła się szerokim echem na świecie. Nelson Mandela nazwał ją „haniebną zbrodnią”.

„Śmierć mojego ojca i jego dziedzictwo stały się sprawą polityczną, jednowymiarową – pisze Zina wmailu. – Ojciec został bohaterem, przestał należeć do mnie. Konwencjonalne rytuały żałobne i dyskusja wokół jego śmierci były tak upolitycznione i płaskie, że odepchnęły mnie od żałoby”.

Wwywiadach mówiła, że bała się gniewu, który mógłby ją opanować, i w efekcie we wczesnej młodości stroniła od polityki. Już na początku studiów zaczęła pracować jako dziennikarka, robiła programy dla BBC. W 2008 roku nakręciła głośny dokument „Moja Afryka”, w którym próbowała odczarować szablonową wizję kontynentu.

Dziennikarstwo było jednak dla niej za ciasne. „Zdałam sobie sprawę, że to sztuka da mi siłę, niezależność i wolność, której potrzebowałam” – pisze Zina.

Zafascynowana przerysowanymi, melodramatycznymi konwencjami filmów Nollywood nakręciła inspirowany estetyką „nolly” krótkometrażowy fantasmagoryczny film „Phyllis” o samotnej kobiecie, którym wkroczyła na terytorium sztuki.

Potem były lekcje żałoby – film „Mourning class: Nollywood”, w którym postawiła przed kamerą nigeryjskie aktorki z Nollywood, Anglii i Nowego Jorku i kazała im płakać. Ich oglądanie – film jest dostępny w internecie – to dziwne doświadczenie. Obserwujemy z bliska twarze pełne ekspresji, uchwycone wintymnym momencie płaczu. Sytuacja jest zaaranżowana przez reżyserkę artystkę, ale granica między tym, co „sztuczne”, a tym, co autentyczne, szybko się zaciera. Powstaje wrażenie, że płacz jest – albo staje się – prawdziwy. Iluzję tę przerywa „zamówiony” przez reżyserkę uśmiech, który kończy każde nagranie.

Te podchody do – jak mówi – choreografii ludzkich uczuć doprowadziły ją do projektu

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.