PRZEKLĘTE DZIECKO

Najważniejszą kobietą w życiu Vincenta pozostanie matka. Ale dla Anny syn będzie przedmiotem udręki. „Nigdy nie byłam tak zmęczona jak przy Vincencie” – zanotuje

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - ALE HISTORIA - TEKST MARTA GRZYWACZ

nna spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Nawet nie próbowała szczypać policzków, żeby były bardziej rumiane. To i tak niewiele by zmieniło. Nie była ładna i dawno już się z tym pogodziła. Przygładziła fałdy długiej sukni i wyszła zpokoju. Opuszczała rodzinny dom wsłoneczny, majowy dzień 1851 r., zmierzając do kościoła Kloosterkerk, gdzie czekał już na nią przyszły mąż. Przez okna eleganckiego powozu widziała ulice pełne kwiatów, które stały w donicach na stopniach kamienic, zwisały girlandami z okien, zasiedlały rabaty i pływające po kanałach barki, czyniąc z miasta kolorowy patchwork. Anna Carbentus miała szczęście, że mieszkała w tak pięknym miejscu jak Haga.

Co ją czekało w najbliższej przyszłości? Nieprawdą byłoby twierdzić, że się o to nie martwiła. Ale taką już miała naturę. Nie umiała się cieszyć. Wychodziła za mąż izamiast radości czuła żal, że na jej weselu zabraknie jednej ze starszych ciotek, która akurat zachorowała. „Wesele było smutne” – napisze potem wkronice rodzinnej. Jej powaga ibrak poczucia humoru odcisną się kiedyś na rodzinie, którą właśnie zamierzała stworzyć. Hagę opuszczała jako żona pastora Theodorusa van Gogha drogą pokrytą płatkami kwiatów, które rozsypali rozradowani goście weselni. Wraz z mężem jechała do Zundert, mieściny tuż przy granicy z Belgią. Plebania van Goghów miała być niewielką protestancką wyspą pośród morza wyznawców katolicyzmu. Akatolicyzm był religią wrogów – Hiszpanów iFrancuzów, którzy niszczyli Holandię od lat. Anna Carbentus van Gogh miała nadzieję, że wystarczy jej odwagi, by tam żyć.

AJedzący ziemniaki

Nagle wszyscy chcieli czytać. Wielki boom na książki sprawił, że Willem Carbentus, ojciec dziewięciorga dzieci, w tym Anny, zrezygnował z rymarstwa i zajął się introligatorstwem. Swój zakład otworzył na głównej ulicy w Hadze i wkrótce stał się tak popularny i doceniany, że powierzono mu oprawę pierwszej holenderskiej konstytucji. Od tego czasu Willem chwalił się tytułem „królewskiego introligatora”.

Anna wychowywała się więc w żyjącej w dostatku rodzinie z klasy średniej. Przeniesienie się z tak dużego, bogatego miasta jak Haga do otoczonego bagnami i wrzosowiskami Zundert, gdzie ludzie trudnili się zbieraniem torfu, pili na umór i nie dbali o konwenanse, było zagrożeniem dla jej pozycji społecznej. Aklasa społeczna i pochodzenie to były wartości, których należało się trzymać. Chłopi i robotnicy byli dla Anny ludźmi bezwartościowymi, pozbawionymi „zbytków serca”, nieczułymi, niezdolnymi do miłości. „Kochają się i smucą jak ludzie wyczerpani, odżywiają się tylko kartoflami” – pisał autor jednego z podręczników do wychowania, które czytano w domu van Goghów. Znamienne, że kiedyś Vincent, do głębi przejęty nędzą górniczej rodziny, namaluje obraz, który nazwie „Jedzący ziemniaki”.

WZundert Anna kurczowo więc trzymała się pozycji zamożnej mieszczanki, choć pensja jej męża raczej nie uprawniała do takiego statusu. Parafia jednak zapewniła pastorowi van Goghowi dom tuż przy rynku, z wygódką znajdującą się w stajni, dzięki czemu nie trzeba było wychodzić na zewnątrz, a także prywatny powóz, dwie kucharki i służącą. Pani van Gogh mogła więc żyć złudzeniami. Za domem oprócz warzyw uprawiała kwiaty, a jeśli ktoś wXIX-wiecznej Holandii mógł się zajmować kwiatami, świadczyło to o tym, że ma dużo wolnego czasu, a więc także pieniędzy.

Jako matka Anna będzie przestrzegać swoje dzieci przed mieszaniem się z niższą klasą i namawiać, aby przyjaźniły się zludźmi wyłącznie z własnej sfery. Gdy więc po latach jej najstarszy syn Vincent zwiąże się z Sien Hoornik, prostytutką z dzieckiem iwkolejnej ciąży, Anna ledwo to przeżyje. Na nic zdadzą się tłumaczenia, że to jedyna dla niego droga, żeby wreszcie mieć rodzinę, bo nigdy wcześniej żadna kobieta go nie chciała. Ojciec zażąda, by natychmiast zakończył ten związek. Vincent zrobi to, i to nawet z pewną ulgą, bo powoli zaczyna mieć już dość „małżeńskiego” życia. Dla kolejnej kobiety, zamożnej mieszkanki Nueuen Margot Begemann, to on zkolei jako biedny malarz okaże się nieodpowiednią partią. I tak klasowe różnice i brak psychicznej równowagi zaprzepaszczą jego szanse na założenie rodziny. Najważniejszą kobietą w życiu Vincenta pozostanie matka. Ale dla Anny syn będzie tylko przyczyną udręki.

Vincent, brat Vincenta

Anna Carbentus wierzyła, że przez życie trzeba kroczyć prostą drogą i nie oczekiwać zbyt wiele. Mając 30 lat, pogodziła się więc ze statusem starej panny. Ale gdy jej siostra, o dziesięć lat młodsza Cornelia, zaręczyła się z niejakim Vincentem van Goghiem, handlarzem grafikami, Annę przedstawiono jego bratu. Theodorus był młodszy od niej o dwa lata, przystojny, spokojny i tak jak ona wciąż samotny. Przypadli sobie do gustu. Krótko potem u Carbentusów i van Goghów ogłoszono kolejne zaręczyny.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.