I WINA

Poczucie winy, w którym się utyka, to zaprzeczenie sprawczości: „Wszystko to moja wina. No, ale taki już jestem i nic na to nie poradzę”

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - SZKOŁA UCZUĆ /1 - Z prof. Bogdanem de Barbaro rozmawia Agnieszka Jucewicz

hciałabym zacząć od poczucia winy. Właśnie – poczucia. Bo wina i krzywda to kategorie etyczne, a tym psychoterapeuta się nie zajmuje. Przynajmniej nie powinien. Natomiast poczucie to sprawa psychologiczna. Ale jak ja mam pani powiedzieć, co to jest? Bywa, że jest ono uzasadnione, kiedy kogoś skrzywdziliśmy, powiedzieliśmy coś, czego żałujemy…

My, czyli kto? Są ludzie, którym ten stan jest zupełnie obcy. I tacy, którzy czują się winni na okrągło, mimo że nikomu nic złego nie uczynili. Tych pierwszych nazywa się czasem psychopatami albo socjopatami.

Jeśliby założyć, że każdy wnas ma wsobie, metaforycznie mówiąc, dziecko, dorosłego i rodzica, to poczucie winy często pojawia się pod wpływem głosu tego ostatniego. To głos, który mówi, co dobre, a co złe. Jest pełen dezaprobaty, kiedy nabroimy albo pomyślimy coś niecnego. Nie musi być głośny ani dewastujący, wystarczy, że tak sobie szemrze: „Tego nie rób”, „Wstydź się”. Ten głos w zdrowych proporcjach jest potrzebny. Ale są ludzie, którzy go nie słyszą. Bo on jest bardzo nieprzyjemny. Freud twierdził, że poczucie winy to coś, czego ludzie za wszelką cenę będą chcieli uniknąć.

I robią to na różne sposoby. Na przykład racjonalizują: „Nie można było inaczej”. Albo dysocjują: „To nie ja”. Ludzie potrafią się tak rozszczepić, że ciemna strona ich duszy realizuje jakiś haniebny czyn, a im się wydaje, że to z nimi nie ma nic wspólnego.

Dziecko czasami na pytanie: „Dlaczego wylałeś zupę?”, odpowiada: „Bo mnie diabeł podkusił”. Dorosły też potrafi powiedzieć: „Coś mnie tak porwało!”. Skoro go porwało, to przecież nie jego wina. Można także zwalić na kogoś. Albo zapomnieć. Pójść w sublimację.

CPOWIEDZ MI, CO CZUJĘ

Otwieramy dziś Szkołę Uczuć. Co miesiąc będziemy rozmawiać o nich z najlepszymi polskimi psychologami i psychoterapeutami. W kolejnym odcinku: ZAZDROŚĆ. Opowie o niej psychoterapeutka Danuta Golec. Czekamy na Wasze listy (wysokieobcasy@ wyborcza.pl): które uczucia są dla Was trudne? Za którymi najbardziej tęsknicie?

Na przykład ktoś ma w sobie taki agresywny impuls, że lubi zabijać. Ale gdyby go do siebie dopuścił, toby się czuł winny, więc – jakby „w zamian” – chodzi na strzelnicę albo poluje na sarny „dla zachowania równowagi ekologicznej” i myśli, że jest w porządku, bo przecież nie morduje. No, ale może lepiej polować, niż mordować. Jak można „zdrowo” obejść się z poczuciem winy?

Poczucie winy to informacja: „Zrobiłem źle”, która powinna prowadzić do pytania: „Jak teraz zrobić dobrze?”.

Należałoby sprawdzić, w czym się nawaliło, gdzie i dlaczego. I na tej podstawie stworzyć system wczesnego ostrzegania czy system hamulcowy, żeby już tego nie powtarzać w przyszłości. To rozwojowe skonsumowanie sytuacji. Niektórzy po to idą do spowiedzi. A potem i tak robią to samo.

Jedni tak, inni nie. Dobry spowiednik zatrzyma się nad tym, dlaczego ktoś „trwa w grzechu”, wciąż go powtarza. Ale my przecież nie o konfesjonale mamy mówić... Co z tymi, którzy czują się winni na okrągło?

Ci, dla których poczucie winy jest stałą nutą? Być może regularnie słyszeli od któregoś z rodziców: „Cokolwiek tkniesz, to zepsujesz” albo „Do niczego się nie nadajesz”. Zdarza się, że dziecko potem taki głos uznaje za własny i wswoim sercu zamienia go z „jesteś do niczego” na „jestem do niczego”. Ale te komunikaty nie muszą być takie wprost.

Oczywiście. Wystarczy kamienna twarz rodzica. Grymas. Brak reakcji albo milcząca obraza. Bo dziecko potrzebuje do życia – przepraszam za takie banały – bezpiecznej miłości. U Johna Bowlby’ego, twórcy teorii przywiązania, to się określa mianem bezpiecznej więzi. Jeśli tej więzi brakuje, to dziecko ma kłopot i wzrasta w poczuciu, że jest „nie OK” – jak mówi inny znany amerykański psychiatra Eric Berne.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.