KOREAŃSKA PORCELANKA

– Używasz kremu z filtrem? – Oho, zaczyna się – w salonie piękności wSeulu odkrywam tajniki koreańskiej pielęgnacji i makijażu

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - NOWE TECHNOLOGIE - TEKST I ZDJĘCIA KAROLINA DOMAGALSKA

o, nareszcie zobaczymy Karolinę w makijażu – powiedziały moje koleżanki Koreanki z satysfakcją. – Ale jak to? Przecież ja maluję się codziennie – mówię. – To? To nie jest makijaż! – odpowiada Hong.

No cóż, sama chciałam. Być w Seulu i nie spróbować odkryć tajemnic sławnej na cały świat koreańskiej pielęgnacji i makijażu byłoby wielką stratą. Chociaż z moich obserwacji zaczęło wynikać, że cera Koreanek nie jest wcale taka nieskazitelna oraz że oprócz tajemniczych boskich kremów, masek, esencji, tonerów, czyli dziesięciu kroków pielęgnacji (naprawdę jest ich dziesięć), używają bardzo dużo podkładu. A może dużo kremu BB będącego tu wręcz przedmiotem kultu?

Zaraz się przekonam. Jedziemy do Jenny House.

Już adres pokazuje, że Jenny House to crème de la crème koreańskich salonów piękności. Cheongdam-dong to część Seulu, która jest przystanią młodych, pnących się po szczeblach kariery i bogatych. Znajdują się tutaj biura wytwórni, które wydają płyty

Ngwiazd K-popu, luksusowe butiki, no i Jenny House – salon, który kreuje wygląd większości koreańskich gwiazd i celebrytów. Specjalizuje się także w przemianach panien młodych w leśne rusałki lub księżniczki. Pomna porannych komentarzy koleżanek oraz zerkając na swoją opaloną, pomarszczoną twarz posmarowaną olejkiem z opuncji figowej, nabieram przekonania, że mnie tutaj po prostu przemienią w człowieka.

Zaczynamy od włosów, pardon, od włosowego spa. Zanim zostanę poddana zabiegowi regeneracyjnemu – chwila analizy. Soo Hyun, idealnie uczesana i nienagannie ubrana kreatorka fryzur (biała koszula, spódnica z koła, włosy w koński ogon i okulary w drucianych złotych oprawkach, które nosi tutaj co druga dziewczyna – czytaj: są bardzo, bardzo modne), przykłada do skóry mojej głowy małe urządzenie, a jej asystentka bez uprzedzenia podtyka mi pod nos ekran telefonu, na którym ukazują się w powiększeniu moje włosy. Nie jest to przyjemny widok, wyglądają jak oglądane pod mikroskopem pasożyty.

– Z przodu głowy włosy ci trochę wypadają. (Słucham? Zawsze miałam mocne włosy, ale rzeczywiście, ostatnio okolice grzywki zaczęły się dziwnie przerzedzać). Analiza skóry to potwierdza. Zobacz – mówi Soo Hyun, wskazując na „pasożyty” na ekranie. – Ze zdrowej cebulki powinno wyrastać kilka włosów, a uciebie często wyrasta tylko jeden. Oznacza to, że cebulki są zapchane, trzeba zrobić peeling i nałożyć odżywkę, bo skóra jest zaczerwieniona, czyli wrażliwa.

Dołujące informacje dotyczące nadczola rozpływają się po chwili w kłębach relaksującej pary wydobywającej się spod fotela, na który zostaję zaproszona. Zaczyna się od masażu szyi, potem dochodzi mycie głowy, masaż i peeling skalpu oraz nałożenie odżywki na skórę i włosy.

Gdy wracam do Soo Hyun, szybki przegląd skóry głowy potwierdza, że jest mniej zaczerwieniona. Brzmi błaho? Poczekajcie na najważniejsze. – Pielęgnacja skóry głowy jest bardzo ważna także dlatego, że ogranicza powstawanie zmarszczek na twarzy – informuje mnie Soo Hyun. – Ale jak to? – próbuję zebrać myśli. – To proste, napięta izdrowa skóra na głowie sprawia, że skóra twarzy mniej się marszczy.

– Zrobimy ci naturalny makijaż – wyrokuje Lee Eun i zmienia mnie w porcelanową filiżankę

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.