FABRYKA MARZEŃ

Żeby móc nauczyć się języka, sama wymyśla tybetański system Braille’a i postanawia, że po studiach zawiezie go niewidomym Tybetańczykom

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TYP TYGODNIA - TEKST MARIA HAWRANEK

o jest fantastycznego w byciu ślepym? – od tego pytania Sabriye Tenberken zaczyna każdy dzień w swojej szkole w Shigatse w Tybecie. – Mam lepszą pamięć niż widzący koledzy – mówi jeden z uczniów.

– Kiedy mama każe nam zgasić światło, mój brat musi spać, a ja wciąż mogę czytać pod kocem – dodaje drugi.

Sabriye zajęło kilka lat, zanim nauczyła się dostrzegać pozytywne strony ślepoty.

Przychodzi na świat w 1970 roku wKolonii jako córka dyrektorki teatru i pianisty. Wwieku 10 lat wwyniku choroby siatkówki oka zaczyna stopniowo tracić wzrok. Wstydzi się i zamyka w sobie. – Bałam się dwóch rzeczy: izolacji i ciemności. Dzieci wykręcały mi różne numery, na przykład mówiły, że mogę iść prosto, gdy przede mną były schody. Z wygadanego dziecka stałam się całkowitą introwertyczką – wspomina.

Żeby oswoić się z ciemnością, wchodzi do piwnicy, gasi wszystkie światła. Myśli: nie chcę takiego życia. – Ale ciemność nigdy nie nadeszła. Mózg się nie wyłącza – wciąż mamy wyobraźnię, a obrazy, które widzimy, są zupełnie satysfakcjonujące. No i ślepych nigdy nie rozczaruje rzeczywistość – śmieje się.

Rodzice czytają jej m.in. książkę o Angeli Davis, czarnoskórej aktywistce. – Zmieniła koncept z „czarny jest brzydki” na „czarny jest piękny”. To było dla mnie jak rażenie prądem: hej, może ślepy też jest piękny? Wtedy zaczęłam oswajać to doświadczenie i zauważać, że od kiedy nie widzę, jestem bardziej skupiona, potrafię precyzyjniej się wyrażać i lepiej rozwiązywać problemy.

Idzie do szkoły z internatem dla niewidomych, gdzie uczy się m.in. jazdy konnej i raftingu, a przede wszystkim – nabiera pewności siebie. Nie chce, by ludzie przeprowadzali ją bez pytania na drugą stronę ulicy. – Niemcy

Cto państwo sterowane zasadą bezpieczeństwa. Czułam się klaustrofobicznie – wszyscy wiedzieli, co mogę, a czego nie mogę robić, chciałam odkryć własne granice. Postanowiłam pojechać po przygodę do Tybetu.

Idzie więc na tybetologię w Bonn. Żeby w ogóle móc nauczyć się języka, sama wymyśla tybetański system Braille’a i postanawia, że po studiach zawiezie go niewidomym Tybetańczykom. Ma 26 lat.

Wtrakcie podróży poznaje niewidome dzieci wyłączone ze społeczeństwa – wiele z nich nie umie chodzić, bo przywiązywano je do łóżek, trzymano w ciemnych pokojach. Tybetańczycy wierzą, że ślepota to kara za grzechy z poprzedniego życia. Postanawia założyć szkołę – trampolinę, która wzmocni dzieci, tak że będą mogły odbić się z powrotem do społeczeństwa. Paul Kronenberg, Holender, informatyk, którego poznaje na miejscu, jako pierwszy uwierzy w jej pomysł. – Miałam szczęście. Dobrze nam się razem pracuje i żyje. Bez niego nie zaszłabym tak daleko.

Zakładają organizację Braille without Borders, szkołę dla niewidomych w Shigatse, a później także centrum szkolenia zawodowego w Lhasie (organiczna uprawa, wytwórnia sera, piekarnia, różne rzemiosła). W szkole dzieci dostają „pakiet startowy”: brajla, angielski, chiński i informatykę. I uczą się marzyć – chłopiec, który chce być taksówkarzem, po dwóch latach dochodzi do wniosku: nie mogę być taksówkarzem, ale mogę być dyrektorem firmy taksówkarskiej.

W2004 roku za swoją działalność Sabriye zostaje nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla ( jest laureatką kilkunastu innych wyróżnień, autorką trzech książek, kilku poruszających przemówień TEDx, bohaterką filmów, m.in. wyprodukowanego przez Polaka „Kanthari – u źródeł zmian”).

– Wielu naszych uczniów stało się żywicielami rodziny. To, że są zmarginalizowani, sprawia, że nikt od nich niczego nie oczekuje. Nie muszą być milusińscy, a zwykle jesteśmy uzależnieni od tego, jak nas oceniają inni. Stwierdziliśmy, że właśnie tacy ludzie są nośnikami prawdziwej społecznej zmiany. I postanowiliśmy stworzyć dla nich globalną fabrykę marzeń.

Wspólnie zPaulem w 2007 roku zakładają wKerali, na południu Indii, instytut treningu i edukacji kanthari (pisane małą literą dla podkreślenia równości). Nazwa pochodzi od chili, które rośnie w regionie na tyłach ogródków.

– Malutkie, ale bardzo ostre. Zupełnie jak nasi zmarginalizowani studenci, którzy mogą się stać liderami społecznych zmian – mówi Sabriye.

Rocznie przyjmują 20 studentów z całego świata, głównie z Afryki i Azji, na 70-miesięczny kurs eksperymentalny. Wszyscy przeszli w życiu punkt zwrotny, najczęściej bolesny, który zmotywował ich, by oddać cios.

– Powiedzieli: dość. I mają marzenie, by innych nie spotkało to, co ich. Często są bardzo biedni, ale też i bogaci – np. Hindus, który ukończył elitarny uniwersytet i stwierdził: „To była strata czasu, chcę zmienić system edukacji w Indiach”.

Wśród absolwentów są też m.in.: Nigeryjczyk, który przeżył wojnę domową i otworzył kawiarnię dla ludzi w traumie, Ugandyjczyk porwany przez rebeliantów, zmuszony do zabicia niepełnosprawnej kobiety (odmówił, miał zostać za to zastrzelony, ale kat się zlitował i postrzelił go w nogę), albinoski z Zimbabwe i Tanzanii, które prowadzą organizacje wspomagające rodziny z albinizmem i przeciwdziałające przemocy, oraz kobiety z kilku krajów, które doświadczyły przemocy domowej czy obrzezania.

– Mamy już 160 absolwentów, z których 125 prowadzi z sukcesem swoje projekty. Mam nadzieję, że na emeryturze ich wszystkich z Paulem odwiedzimy.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.