Prof. Inga Iwasiów

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - JEST POLITYCZNE PRYWATNE -

nie tort, ale małe, twarde ciastka, a z drugiej – zmieniamy narracje, które do tej pory wydawały się nienaruszalne. Po co PiS ta huśtawka: zaostrzamy, odpuszczamy?

Wygodne narzędzie do „zarządzania” naszymi emocjami. I demonstrowanie swoim wyborcom: zobaczcie, krzyczą przeciw życiu, ale my zrobimy to, co słuszne.

Mamy przed sobą dwa lub trzy scenariusze. Pierwszy: kobiety i mężczyźni wPolsce wyjdą na ulice, zablokują ten kraj i go przemodelują. Drugi: marazm, rozmazanie. Ludziom nie zechce się walczyć, bo dojdą do wniosku, że taki temat jak aborcja właściwie ich nie dotyczy. Prawdę mówiąc, już się przyzwyczaiłyśmy, że w Polsce nie przerywa się ciąży, prawda? Właśnie. Część kobiet stać na wydanie trzech tysięcy na zabieg za granicą. Inne mogą uznać, że już się w swoim życiu nawalczyły. Po co wychodzić na ulice, tym bardziej że mam dziś grypę, a jutro będę robić zakupy. To byłby najgorszy scenariusz, ale ja go strategicznie bojkotuję. Realne zawsze jest pomiędzy, ten numer trzy, więc zdarzy się coś między rewolucją a marazmem. Dostaniemy tak zwany kompromis podlany hipokryzją, z tym że już jesteśmy przygotowane na jego podważanie do skutku. Jak jeszcze walczyć z hipokryzją?

Podając dane, odblokowując opowiadanie o indywidualnych przypadkach. Trzeba mówić o skali aborcji, o konsekwencjach medycznych złej opieki okołoporodowej, o mitach upasionych na poczuciu winy wmawianej kobietom. Co masz na myśli, mówiąc o mitach?

Nie tylko „syndrom postaborcyjny”. Na poczucie winy pracuje religia wszkołach, ofensywa anty-choice, kultura masowa. Nadaje się z wielu źródeł podobny przekaz. Niedawno przez Szczecin przeszedł Marsz Małych Stópek, marsz za życiem. Ja bym o tym mówiła tak: liczenie się na ulicach stanowi element walki politycznej i narracji światopoglądowej. Prawo pozwala kobietom, duchownym, świeckim iść w Białym Marszu. My jednak mówimy: prawo do aborcji nie oznacza przymusu aborcji. Oni mówią: upominanie się o prawo oznacza bycie morderczynią. My chcemy wyboru, oni – przymusu. To nie to samo, występujemy z innych pozycji. Przecież nam nie przeszkadza, że wyznają swoją wiarę i wypełniają wskazania etyki seksualnej formułowanej przez papieża czy Episkopat. Przeszkadza nam mieszanie do prywatnej sprawy religii systemu prawnego Polski.

Musimy też uwzględnić tę niesłychanie rozwiniętą, intensywną kulturę macierzyństwa sięgającą do środka kobiecego brzucha.

Wiem, że nie zyskam popularności, mówiąc takie rzeczy, ale panuje moda na rodzinne obserwowanie przebiegu ciąży za pomocą techniki USG. To obserwowanie stało się kulturowym rytuałem, którego nie odsuwałabym z pola widzenia, kiedy rozmawiamy np. o początku życia czy o poczuciu winy. Kiedy kobiety oglądają rozwijające się w swoich brzuchach płody, nie nazywają tego inaczej niż patrzeniem na dzieci. Ta zmiana medyczno-kulturowa ma wpływ na język.

Aprawa kobiet, nie tylko reprodukcyjne, nie doczekały się pozycji fundamentalnej reguły demokracji. Są niekoniecznym dodatkiem. Raz powołamy – literaturoznawczyni, krytyczka literacka, poetka i prozaiczka. Pomysłodawczyni Nagrody Literackiej dla Autorki „Gryfia”

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.