DZIEWCZYNA Z PEJCZEM

Szybko stała się fantazmatem. Figurą z cudzych urojeń. Oderwaną od prawdziwej postaci wystraszonej panienki, która jedyne, czego chce, to przeżyć. To faceci tworzą z niej wampa, który morduje i manipuluje wszystkimi dookoła

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - ALE HISTORIA - TEKST ANNA SAŃCZUK

iedy wybuchła II wojna światowa, miała 17 lat i nazywała się Wanda Kronenberg. Dwa lata później ma już drugą tożsamość. A potem trzecią, czwartą i kolejne… Nosi nazwisko Edith Müller, Wanda Jegoroff czy Wanda Reszke. W dokumentach figuruje jako Lida, Wera albo Brzeska. Albo po prostu – baronówna. Podobno współpracuje z siedmioma wywiadami – wśród nich z NKWD, Abwehrą, Gestapo, Sipo, ale także wywiadem Delegatury Rządu na Kraj czy Armii Krajowej, a może także Intelligence Service. Jest seksowna, elegancka i bogata. Mówi biegle kilkoma językami. Jest Polką i Niemką. Lub białą Rosjanką. Do tego Angielką i Włoszką. No i Żydówką.

Podobno niczym modliszka brała sobie do łóżka dzielnych żołnierzy podziemia, by następnego dnia wydać ich wręce Gestapo. Kilkudziesięciu osobiście zamordowała. Podobno. Podobno została odznaczona w Berlinie przez samego Himmlera. Uratowała niejednego brytyjskiego uciekiniera z obozu jenieckiego. A także – podobno – niejednego Żyda, uciekiniera z getta. Podobno namawiała podziemie do współpracy z Niemcami. I za to – podobno – były cztery zamachy na jej życie. Podobno do powstania poszła w pejczem w dłoni. I zginęła już pierwszego dnia rozstrzelana za zdradę. Nie, raczej przez pomyłkę. Albo przez osobistą zemstę. Podobno przeżyła i po wojnie znalazła się w ubeckiej katowni…

Brzmi jak opowieść o komiksowej femme fatale, o kobiecie z chłopięcych snów i rojeń. Tymczasem Wanda żyła naprawdę. Wygumkowano ją z polskiej historii, bo jak nikt dotąd obnażyła pustkę i mizerię służb specjalnych.

KPrawda i trociny

– Wanda z relacji, raportów, meldunków, ze strzępów informacji szybko staje się fantazmatem. Odrywa się od prawdziwej postaci wystraszonej panienki, która jedyne, czego chce, to przeżyć. To faceci, agenci podziemia tworzą z niej figurę wampa, niebezpiecznej ma- szyny do zabijania. I ona w pewnym momencie uświadamia sobie, że ta sfingowana reputacja to doskonała broń. Do tego dochodzi uroda, znajomość języków, inteligencja, brawura, arystokratyczny sznyt oraz jakaś niebywała wewnętrzna siła. Widzi, że to wszystko robi wrażenie, jest skuteczne i przyciąga jak ogień. A skoro tak jest, zaczyna tym grać i manipulować. I rzeczywiście staje się niebezpieczna – tak oWandzie Kronenberg mówi dziennikarz, pisarz i historyk Michał Wójcik, który nazywa ją swoją obsesją. Potwierdza, że tę chorobę dzielił ze sporą grupą innych mężczyzn, głównie szpiegów i agentów. To Polacy, Rosjanie i Ukraińcy. Niemcy, jakiś Rumun, Bułgar i Anglik. Przygotowując wydaną właśnie książkę „Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki”, przez cztery lata wdychał kurz archiwów i tracił wzrok nad teczkami z IPN-u czy Archiwum Akt Nowych.

– Wszystkie tajne służby uważały, że jest bardzo skuteczna, ale nielojalna. Do tego niebezpieczna, bo „pracuje dla innych”. Przez długi czas nikt jej nie likwidował, bo wykupywała się pracą. Nieustannie donosiła nowe informacje. Mnóstwo informacji. To jeden z kluczy do zrozumienia jej fenomenu. Po prostu nikt nie rozumiał, co ona właściwie robi – mówi Wójcik.

Wokresie okupacji w siedzibie na Szucha działa kilka komórek wywiadowczych rozlokowanych na różnych piętrach. Jest Sipo (policja bezpieczeństwa), RSHA (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) i właściwe Gestapo, w którego łonie istnieje również samodzielny IV Wydział, w skrócie AS. W Alejach Ujazdowskich działa Abwehra, awrocławska filia wywiadu wojskowego mieści się przy ul. Mazowieckiej. Wszystko jest „tajne przez poufne”. Jednocześnie te służby to zwykłe „korporacje”. Ich cechą jest wzajemne konkurowanie: współpracujesz z jedną służbą, robisz na złość drugiej. Ich szefowie ciągle się podgryzają. I ta dziewczyna fenomenalnie to wykorzystuje! Wie, jak grać na ich nabzdyczonych ego. Na tych geniuszach wywiadu, asach tajnych służb.

Michał Wójcik: – Panowie agenci lubią zgrywać dystyngowanych naukowców. Co trzeci gestapowiec wWarszawie to doktor, choć na wojnę wyjeżdżał przecież jako niedouczony absolwent kursu NSDAP.

Wanda wszystkim sprzedaje to samo, zmieniając tylko jakieś drobiazgi. Miesza rzeczy istotne i bezwartościowe, ziarna prawdy ze zwykłymi trocinami, awszystko okrasza sporą dawką literackiego talentu i tupetem. I nagle się okazuje, że z tego materiału produkuje więcej niż inni. Gdy służby przetrawią już partię kwitów, nadchodzą nowe. I kolejne.

– Nie mam pojęcia, jak to wszystko kontrolowała, przecież nie było wtedy komputerów i telefonów komórkowych!

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.