POCHWAŁA KORNIKA

Martwe drzewo jest domem i jadłodajnią większej liczby żyć niż żywe

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Dorota Sumińska

iosna całą gębą, zieleń jest tak zielona, że aż razi. Większość ptaków już dawno zasiedliła puste zimą gniazda i teraz zatykają otwarte tulipanowo dzioby swoich pociech tłustymi gąsienicami. Te z kolei napychają się zielenią drzew. Niestety, nie tych, które poległy w śmiertelnym uścisku harwesterów. Podobno wszystko za sprawą kornika drukarza. To maleńki chrząszcz uznany przez „producentów drewna” za szkodnika. To pojęcie nie ma nic wspólnego z naturalnym lasem, czyli puszczą. Tam nie ma szkodników, bo nikomu nie zależy na produkcji desek. I przecież nie temu powinna służyć Puszcza Białowieska. Nie pomogły jednak ani słowa znawców problemu, ani bohaterskie protesty obrońców polskiej przyrody. Stuletnie drzewa padały jedno za drugim. Gdyby jeszcze zostawiono je na miejscu, puszcza poradziłaby sobie ze stra-

Wtą. Nikt jednak nie liczył strat puszczy. Woleli liczyć deski.

Tymczasem mało kto wie, że kornik drukarz spełniał swoją przyrodniczą powinność. Dawno, dawno temu leśnicy zakłócili puszczańską równowagę, dosadzając nienaturalnie dużą liczbę świerków. To ulubione siedlisko kornika. Atakuje tylko słabsze drzewa i eliminuje je z ekosystemu. Przywraca wten sposób równowagę w stosunku drzew iglastych do liściastych, ale – co jeszcze ważniejsze – daje dom i strawę całej rzeszy żywych stworzeń. Trudno wto uwierzyć, ale martwe drzewo jest domem i jadłodajnią większej liczby żyć niż żywe. Ptaki wykuwające dziuple chętniej korzystają z kruchego drewna, rzesza owadów wnim mieszka i się nim żywi, że nie wspomnę ogrzybach i milionach drobnoustrojów. Drewno przerobione przez te mikrożycia karmi z kolei następne pokolenia drzew.

Tajemnica biorównowagi lasu naturalnego kryje się nie tylko w braku ingerencji człowieka, jeśli chodzi o gatunki fauny i flory, ale też w tym, byśmy właśnie tam nie „sprzątali”. Powinno dziwić, że nagła dbałość o „porządek” dotyczy Puszczy Białowieskiej, a nie miejsc użyteczności publicznej. Z drugiej strony trudno byłoby sklecić deski z petów i butelek po coca-coli.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.