WYPŁYWAM NA GŁĘBOKIE

Patrząc na protestujących w Sejmie, odrabiamy lekcję, którą moi rodzice odrobili już dawno. Niepełnosprawność nie oznacza zależności

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - TWARZE - Z Karoliną Hamer, paraolimpijką, rozmawia Karolina Domagalska

le przeżyłaś trzęsień ziemi w Meksyku? Trzy. Nagle włączają się syreny, nie wiesz, gdzie było trzęsienie, wiesz tylko, że masz 30 sekund, żeby opuścić pomieszczenie. Mieszkałam na drugim piętrze, więc nie było to najłatwiejsze. Ludzie pomagali mi schodzić, czekali na mnie, aż wkońcu jeden z policjantów mnie po prostu wyniósł. Znalazłam się w sytuacji ekstremalnej dla osoby z niepełnosprawnością, czyli zależności od innych osób. Nic nie jesteś w stanie zrobić, to się po prostu dzieje. Trzęsłam się, usiadłam na krawężniku i się popłakałam. Płakałam potem półtora dnia.

Podczas drugiego trzęsienia ziemi byłam akurat w knajpie, do końca nie wiedziałam, co się stało – czy to ja się trzęsę, bo wypiłam o jedno piwo za dużo? Ale przez okno zobaczyłam chmarę ludzi, która zaczęła wychodzić na zewnątrz.

Trzecie było w dzień mojego wylotu, o 3 w nocy. Moje koleżanki zMeksyku żartowały, że to jest po to, bym zapamiętała Meksyk na długo i za wcześnie nie wróciła. Mimo że była noc, ja byłam ubrana. Wszystko miałam obliczone przed odlotem, bo przecież nie podbiegnę. Włożyłam buty i wyszłam. Do Meksyku pojechałaś na mistrzostwa świata w pływaniu.

Tak, ale moi przyjaciele śmiali się, że ja nie jadę na mistrzostwa, tylko do Fridy Kahlo. Trochę sobie to wyśniłam. Kilka dni przed startem wybrałam się do jej niebieskiego domu – Casa Azul. Stanęłam przed wejściem i pociekły mi łzy. Zobaczyłam napis, poczułam, że tam jestem, i popłynęłam. Chodziłam po tym domu i chlipałam. Osoby, które tam pracowały, podchodziły do mnie i mnie pocieszały, opowiadały anegdoty. Poznałam ostatniego z potomków kotów Fridy Kahlo, który nazywał się Chupa Chups. I po ośmiu godzinach przebywania w domu Fridy podeszły do mnie dziewczyny i zapytały, czy przypadkiem nie chcę być wolontariuszką. Oszalałam. To było spełnienie moich marzeń.

Ostatniego dnia pobytu Polski Komitet Paraolimpijski podjął decyzję, że mogę odłączyć się od grupy i zostać wMeksyku. Polska ekipa wyjeżdżała o 6 rano, a ja zostawałam w hotelu do 13. Popatrzyłam w lustro i zrobiłam się zielona. Zdałam sobie sprawę, że mam ze sobą walizkę większą ode mnie, mam kule, wózek, no i jestem na końcu świata. W dodatku niespecjalnie miałam środki finansowe, żeby poszaleć. Na co dzień wygłaszam różnego rodzaju mowy motywacyjne i pomyślałam: tak mądrze prawisz, że trzeba żyć po swojemu, wbrew wszystkiemu, więc pokaż teraz, co potrafisz. Przez pół godziny beczałam. Na końcu świata, zpermanentnie połamanymi nogami – co ja tu robię? Ale to był pierwszy wstrząs. Ogarnęłam się. Korzystając z tego, że miałam jeszcze dostęp do wi-fi wpokoju, napisałam na Messengerze do koleżanek zdomu Fridy Kahlo. Odpisały: „Nie przejmuj się niczym, wpadaj do nas do muzeum, coś wymyśli-

Imy”. Na miejscu postanowiły, że mi pomogą, i zamieszkałam z nimi na trzy miesiące. Już następnego dnia miałam klucze do mieszkania, wszystko miałyśmy pochytane, czyli załatwione. Dwa razy w tygodniu chodziłam do muzeum Fridy, stałam na bramce i sprawdzałam bilety. Ruch był duży, bo to jedno z najczęściej odwiedzanych muzeów na świecie. Zajmowałam się też warsztatami artystyczno-motywacyjnymi dla dzieci. Wwolnym czasie chodziłam do drugiego domu Fridy, czyli studio Diego Rivery, i do galerii sztuki. Na koniec swojego pobytu wMeksyku pojechałam do dżungli. Sama.

Jak tam dotarłaś?

Wzięłam taksówkę, pojechałam na lotnisko. Zarezerwowałam nocleg przez internet i wsiadłam do busa, żeby dojechać na miejsce. I już. Byłam tak spłukana, że trafiłam do ośmioosobowego pokoju. Poznałam ludzi z całego świata, Brazylijczyków, Serbów, Rosjan, Chilijczyków. Dzięki temu miałam najlepsze urodziny w życiu, ekipa zamówiła dla mnie zespół muzyczny i piosenki o Karolinie, a ilość ciepła, które od nich dostałam, była kosmiczna. Każdemu, kto ma jakieś wątpliwości, czy świat jest fajny i czy warto tu być, polecam podróże, one mogą świetnie wpłynąć na otwarcie umysłu. To było też potwierdzenie, że moja wizja świata jest fajna, bo ani kolor skóry, ani płeć, ani niepełnosprawność, ani seksualność nie jest powodem, żeby kogoś skreślać. Frida Kahlo powiedziała: „Po co mi nogi, skoro mam skrzydła”. Jak zareagowali twoi rodzice na to, że zostajesz w Meksyku sama?

Moja mama powiedziała tylko: „Aha”. Poziom treningu, jaki moi rodzicie musieli przejść, wychowując mnie, był wysoki. W liceum, kiedy mama mówiła: „Tylko wróć o 24”, to ja wracałam, ale o 12 następnego dnia. Żeby pokazać sobie, że niepełnosprawność jest częścią mnie, ale na pewno nie najważniejszą. Chodzę wolniej, wszędzie się spóźniam, to jest moje alibi, natomiast żyję po swojemu. Mam niedowład spastyczny kończyn dolnych, czyli dość duży poziom niepełnosprawności fizycznej, pierwszy, najmocniejszy, to i poziom kreatywności musi być

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.