KURS SKUTECZNEGO DZIAŁANIA

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KURS SKUTECZNEGO DZIAŁANIA -

oczyszczą kolejne warstwy ułożonych na sobie kamyczków – zgodzili się; pomysł zakotwiczył na naszym festiwalu na wiele lat). Na polsko-ukraińskiej granicy przekonywałem Wojsko Ochrony Pogranicza, by bez kolejki przepuścili samochody z naszą sceną.

Ten pierwszy festiwal obnażył wszystkie braki organizacyjne, zczego wyciągnęliśmy wnioski przy kolejnych. Dziś mamy imprezę na kilkaset tysięcy osób i tytuł najpiękniejszego festiwalu świata.

Finał tej opowieści jest taki, że przyjeżdża do nas Michael Lang [twórca amerykańskiego Woodstocku] i mówi mi: „Ale fajny festiwal!”.

Nauka pierwszej pomocy. Trafiliśmy kiedyś z ekipą WOŚP do Stavanger, portowego miasta w Norwegii, w którym ma swoją siedzibę producent fantomów do resuscytacji. W miejscowej szkole oglądaliśmy zajęcia dla dzieci z pierwszej pomocy.

Z zazdrością pomyślałem, że skoro tak jest w całej Norwegii, to zróbmy to samo w całej Polsce. WWarszawie opowiedziałem o tym ludziom w fundacji. Też usłyszałem: „Zwariowałeś!”.

Wytypowaliśmy spośród naszych ludzi instruktorów pierwszej pomocy (przygotowują m.in. Pokojowy Patrol), którzy będą odpowiedzialni za szkolenia dla nauczycieli. Napisaliśmy podręcznik, podzieliliśmy Polskę między instruktorów. Znaleźliśmy sponsorów m.in. na samochody, którymi instruktorzy ze sprzętem dojeżdżają na szkolenia. Dziś nauka prowadzona jest w ponad 90 proc. szkół podstawowych, wkażdej jest po kilka fantomów. Gdy nasz system nabierał rozpędu, dowiedziałem się, że wNorwegii program wcale nie obejmuje wszystkich szkół. No ale czasem właśnie jest tak, że omyłkowo wierzysz w coś, czego nie ma, robisz to, a efekty są rewelacyjne.

Pomysł umiem zrealizować z minuty na minutę. nienia ma początek wdawnych kompleksach, w słowach ludzi, którzy nie wierzyli, że cokolwiek mi się w życiu powiedzie. W szkole mówili mi, że najdalej zajdę do celi więziennej na Rakowieckiej.

Apotem niespełniona ambicja studiowania na ASP, do której mnie nie przyjęto. Dziś odpowiedzią na to jest m.in. tworzona przez fundacyjny zespół z moim udziałem linia designu WOŚP – autorska, niepowtarzalna, emocjonalna. Ta chęć udowodnienia jest we mnie do dziś. Po pierwszym finale Nina Terentiew błaga mnie, żeby nie robić kolejnego, bo będzie klapa i wstyd. Tym bardziej chciałem robić następne. Gdy słyszę słowa zniechęcenia, myślę tylko, jak udowodnić temu malkontentowi, że się myli.

Kiedyś redaktor dużej gazety powiedział mi, że pisanie oWOŚP jest już nudne, bo jesteśmy powtarzalni. To mnie dotknęło do żywego. Czy myślisz, że nie pomyślałem o tym redaktorze w czasie ostatniego finału? Dziesięć razy pomyślałem. Zastanawiałem się, jaką ma minę, kiedy słyszy wiadomość o kolejnym rekordzie. Kiedyś mu powiedziałem, że marzę, aby za 40 lat, siedząc pod jakąś palmą, przeczytał wiadomość: „Znów rekordowa zbiórka WOŚP”. To jest moja motywacja.

Jak rozładowuję stres i złość?

Koszę trawnik na naszej działce. Rozbrajam się wtedy ze złych myśli i gnębię wrogów. Układam dialogi i sceny, jak się z nimi rozprawiam i robię siekaninę. „Piła 8”. Zazwyczaj w totalnych męczarniach ginie przy takim koszeniu w mojej głowie cztery-pięć osób. Moja żona Dzidzia widzi mnie i pyta: „Zabijasz?”. „Zabijam!” – odpowiadam i koszę dalej. Lubię ten moment, kiedy jestem tylko ja, kosiarka i trawa. Towarzyszy temu cała logistyka. To też

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.