DZIECI SĄ NASZE, NIECH CIERPIĄ

Lepszy mały Polak pogrążony w rozpaczy w polskim bidulu niż szczęśliwy, ale wynarodowiony

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON - Agnieszka Graff

szyscy chcemy zapobiec krzywdzie dzieci. Prawda? Nieprawda. Wśród licznych reform „dobrej zmiany” te dotyczące dzieci przechodzą niemal niezauważone. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odmówiło ostatnio patronatu konferencji dotyczącej wychowania bez przemocy, za to objęło nim imprezę kwestionującą zakaz bicia dzieci. Do konsultacji trafił też projekt wydłużenia o dwa miesiące czasu na podjęcie ostatecznej decyzji przez kobietę, która chce oddać dziecko do adopcji (obecnie to 14 tygodni). Rodzin czekających na adopcje są w Polsce tysiące (czas oczekiwania: trzy lata). Można więc powiedzieć: niech poczekają. Ale dzieci czekać nie powinny.

Te dodatkowe 60 dni to dla noworodka wieczność – czas bezpowrotnie stracony dla jego rozwoju, dla budowania więzi z nową rodziną. To także udręka dla matki biologicznej, która decyzję o rozstaniu podjęła przecież wcześniej i chce mieć ten dramat za sobą. Dwa miesiące presji. Niepotrzebne cierpienie. Rząd najwyraźniej uważa, że potrzebne.

WKolejna zmiana: dramatyczne ograniczenie adopcji zagranicznych. W 2017 roku zmniejszono liczbę ośrodków z akredytacją do ich przeprowadzania i zaostrzono kryteria (ich liczba spadła mniej więcej o połowę). Minister Rafalska tłumaczyła, że takie adopcje skutkują „zerwaniem więzi kulturowych i kontaktu z rodzimym językiem”. Wiele lat temu byłam wolontariuszką w domu dziecka. Odwiedzałam tam Mateuszka, który od pięciu lat czekał na mamę, ta zaś odwiedzała go nie częściej niż co trzy miesiące (tyle wystarczy, by nie stracić praw rodzicielskich). Chłopiec miał cały szereg deficytów rozwojowych. Wreszcie, jako ośmiolatek, trafił do adopcji zagranicznej – do Włoch. W Polsce nie miałby szans na nową rodzinę. Pani minister by go Włochom nie oddała. Lepszy mały Polak pogrążony w rozpaczy w polskim bidulu niż ten sam Polak szczęśliwy, ale wynarodowiony.

„Dziecięce” reformy PiS są okrutne, ale nie są absurdalne. Wynikają ze specyficznego pojmowania dobra dziecka. To jest myślenie plemienne. Konsekwentne i nieustępliwe. Dziecko jest własnością rodziców. Chcą je bić? Ich prawo. Plemię ceni więzy krwi, nawet jeśli nie towarzyszy im miłość i odpowiedzialność. Dlatego tej, która rodzi, utrudnia się oddanie dziecka, a rodzinom pragnącym dzieci adoptować – rzuca kłody pod nogi. Dzieci to przyszłość narodu, a szanujący się naród swoich dzieci nie odda obcym. Nasze są i kwita. Niech cierpią. Czy kiedyś nas z tego rozliczą?+

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.