Napisałam do Ciebie list, synku

Na szczęście jeszcze dajesz się przytulać. Podobno to się kiedyś skończy, ale mam nadzieję, że to jednak niesprawdzone info

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON -

Kara, nagroda, postraszenie czy odpuszczenie. Wtedy po prostu siadamy razem na sofie, możliwie blisko siebie. Obejmujemy się albo dotykamy stopami. Jesteśmy obok Ciebie, bo to jest coś, co zawsze możemy zrobić. Do przytulania nie potrzeba kompetencji pedagogicznych, poradników i nie wiadomo jakiego przygotowania. Jest to sprawa bezpłatna, prosta i bezpretensjonalna. Na szczęście jeszcze dajesz się przytulać. Podobno to się kiedyś skończy, ale mam nadzieję, że to jednak niesprawdzone info.

Chciałabym, korzystając z tej uroczystej chwili, wyjaśnić, czemu cię urodziłam. Byłeś zaplanowany, wyczekany, ukochany. Czułam, że jestem gotowa totalnie zmienić swoje życie. Miałam 23 lata, studiowałam i imprezowałam. Zmieniałam świat, organizując demonstracje, i ciągle chodziłam na koncerty. Coś tam już pisałam, miałam jakieś plany co do siebie. A mimo to wiedzieliśmy z tatą, że już czas. Niektórzy nazywają to uczucie instynktem macierzyńskim, jestem jednak dość sceptyczna wobec tego stwierdzenia. Wolałabym napisać, że po prostu byłam już gotowa zmierzyć się z sytuacją, kiedy jestem z kimś cały czas, opiekuję się nim i moja tożsamość zostaje podzielona na dwie części. Oczywiście, miałam w głowie sto tysięcy scenariuszy, które się nie sprawdziły – począwszy od tego, jak miał wyglądać poród, do różnych „no ja to nigdy dziecku nie dam smoczka”, aż po stawanie się swoją własną matką, chociaż nigdy się nią miało nie być. Mimo wszystko spełniło się najważniejsze: pojawiłeś się w naszym domu i to było tak, jakby dodać do mojego serca drugie serce i już nigdy go ze mnie nie wyjmować.

Pamiętam taką noc, kiedy jeszcze karmiłam piersią. Byłam okropnie zmęczona, aTy obudziłeś się po raz tysięczny. Cisza, trzecia nad ranem. Ciemno. I tak nagle na siebie spojrzeliśmy, miałeś z pięć miesięcy. Trwało to kilka minut, może sekundę. W takich chwilach wszystko się wykrzywia, nawet czas. A mnie wtedy jakby ktoś dał na głowę koronę, jakby chóry anielskie i tęcza, i sto tysięcy jednorożców naraz zatańczyło. Ale kop! Do tej pory czuję to, czego nie poczułam już nigdy więcej. Takie zalanie miłością, że aż człowiek przestaje na chwilę oddychać. No bo jak to tak – dla mnie aż tyle? Czy ja na to zasłużyłam i czy będę w stanie to unieść? Czy uda mi się oddać Tobie ten ogrom? No na tym polega macierzyństwo, żeby unosić tony miłości i jakoś mądrze tym zarządzać. Żeby nie zadusić, ale też żeby nie było zimno. Potem i tak się okazuje, że wszystkiemu winna matka, bo kochała za mocno (i krępowała ruchy) albo za mało (i wtedy człowiek dojrzewał bez oparcia). Co zrobić, dziecko rodzi się bez instrukcji. Ale kiedy trzeba, to zabijemy wszystkich, którzy będą mu zagrażać. Ja również dość szybko stałam się wilczycą, która rzuci się do aorty, kiedy ktoś na Ciebie krzywo spojrzy. Moje poczucie humoru kończy się wsekundę, jeśli cokolwiek złego dzieje się wokół Ciebie. Nie oznacza to, że nie potrafię zobaczyć, kiedy robisz coś nie tak, jak według mnie powinieneś. Sam wiesz, jak potrafię się wściekać i drzeć. Chodzi mi jednak o takie pierwotne chronienie, zagarnianie łapą pod siebie. Możesz mieć 60 lat, a ja nadal będę tłukła laską wszystkich naokoło, jeśli tylko będą chcieli zrobić Ci krzywdę. Sama pewnie też nieraz krzywdzę, ale uwierz mi, że nie chcę tego i jest mi strasznie ze świadomością, że popełniam setki błędów. Te, z których zdaję sobie sprawę, to niewątpliwie kurczowe trzymanie pod kloszem i dominacja. Odbieram Ci wolność, bo się boję o Ciebie. Poza tym jestem niekonsekwentna. Raz odzywam się do Ciebie jak do kumpla, aby za chwilę wpaść do pokoju i okrzyczeć jak rasowa Męcząca Matka. Jakbym do końca nie wiedziała, w jakiej roli mam siebie zobaczyć. Jesteś wyższy ode mnie – żeby na Ciebie nakrzyczeć, muszę patrzeć w górę. Dlatego tak lubię atakować, kiedy spokojnie jesz. Nie masz wtedy możliwości ucieczki. Postaram się już tak nie robić. Mocno w Ciebie wierzę, chociaż na co dzień marudzę nad głową, że się nie uczysz (bo to prawda!) albo tracisz czas na graniu (może nie?). Trzymam kciuki za hiphopową zajawkę i nie mogę doczekać się pierwszego występu. Obiecuję, będę stała na samym końcu i nie przyniosę wstydu. Wiesz, że Ciebie (tu jest to słowo, ważniejszego słowa nie ma, ale ono nie nadaje się do publicznego epatowania) najbardziej na świecie.

Twoja mama. Sylwia Chutnik

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.