Ile najgorszych cech macie ze mnie?

Postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu mówić Wam, że nie wiem, nawet jeśli Was to rozczaruje. Nie wiem, synku, nie mam pojęcia, córeczko

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - FELIETON -

o chciałabym Wam powiedzieć? Pewnie wszystko. Także to, jak mało powiedzieć wciąż umiem. Oróżnych sztafetach milczenia trwających przez pokolenia, w których tępa cisza przykrywa przeszłość rodzin jak wielka, staroświecka pierzyna. Chcesz się wniej umościć i zasnąć, bo kusi swoim miękkim kształtem i poszewką malowaną wniewyraźne wzory, ale gdy tylko pod nią zanurkujesz w poszukiwaniu wiecznej wygody, zaczynasz się dusić pod gniotącym na piersi ciężarem gęsiego puchu. Niektórzy piszą potem o tym książki, gdy już można, gdy umrą wszyscy, co pod tą pierzyną siedzieli latami. Mnie moi z nieba nie postraszą, bo ja nie wiem, czy jest niebo. Niech się martwią ci, co wiedzą.

Postanowiłam sobie, że nauczę się w końcu mówić Wam, że nie wiem, nawet jeśli Was to rozczaruje. Nie wiem, synku, nie mam pojęcia, córeczko. Na przykład nie wiem, czy jest niebo, wktórym ponoć jest już dziadek Filipa. A czy jest tam i Twój dziadek? No właśnie nie wiem. Stosuję tę frazę wytrych: „Niektórzy wierzą, że tak, ale inni, że zupełnie inaczej. A ja po prostu nie wiem”. Jest to dalekie, wiem dobrze, od ideału mocarnego

Crodzica, co bez wątpliwości prowadzi dziecko przez życie, nie zasiewając tych trujących ziaren niepewności ni ambiwalencji. Ale co zrobić, gdy naprawdę nie wiem, a kłamać Wam tak ciężko?

Chciałabym Wam też powiedzieć, że zaczęłam niedawno proces wypuszczania Was do świata, tam gdzie mnie już potrzebować będziecie znacznie mniej. Gdy idziesz, synku, do lasu sam w poszukiwaniu swoich kryjówek, które budowałeś wiosną z Karolem, chciałabym, rzecz jasna, przypiąć Ci do piersi niezawodny nadajnik, który wyśle do mnie sygnał zewsząd, że pora biec Ci na ratunek. Wyciągać Cię z pokrzyw, szukać tenisówek w błotnistym bajorku, całować krwawiące zadrapania po gałęziach drzew, z których spadłeś. Ale nic takiego nie robię, macham Ci na pożegnanie, potem wkładam ręce do kieszeni, zaciskam i staram się nie patrzeć kompulsywnie w tę stronę, gdzie Twoje czerwone krótkie spodenki zniknęły w zieleni zarośli. Muszę zaufać sobie i Tobie, że wrócisz do nas. Iwtedy albo wytrę smarki i łzy zTwojej buzi, albo nie, bo może już wcale nie będziesz płakać, że znów spadłeś. Bo może już nie spadniesz?

Ostatnio objechałeś na rowerze wielki park dookoła, znikając mi z oczu na długi czas. A może na krótki, tylko że mnie serce omal nie wyskoczyło z piersi, chciałam biec za Tobą, czaić się w krzakach, wypatrując porywaczy, pedofilów i czarnej wołgi. Zobaczyłam w końcu, jak nadjeżdżasz – promieniejąc dumą, wołając, że kurczę, pomyliłeś alejki, ale potem dobrze trafiłeś, i to był kolejny moment, w którym poczułam, jak trochę wymykasz mi się z objęć. I że gdy płaczę, to już nad sobą wyłącznie, nad Tobą nie.

Chciałabym powiedzieć Wam też, że stopniowo uwalniam Was dla świata ze strachu głównie – że nas zabraknie, aWy nie będziecie umieli być osobnymi bytami, ludźmi, a nie własnością rodziców, którzy wszystko POROZMAWIAJ Z DZIECKIEM

Co mówić, by dziecko słuchało? Jak je wzmacniać? Jak kłócić się z dzieckiem? Jak domykać konflikty? „Wysokie Obcasy” prowadzą akcję „Porozmawiaj z dzieckiem”. Wnajbliższych numerach rozmowy z psychologami i psychoterapeutami. Za tydzień: jak wciągnąć dziecko do wspólnej zabawy i nauki. wiedzą lepiej i za Was wiedzą, i zrobią, i przetrą każdy szlak. Palmowymi gałęziami chciałabym oczyszczać Wam ścieżki po kres moich dni – ale co będzie po owym kresie? Przecież mówiłam Wam już, że nie wiem. Pewnie nic. Tylko moje DNA wWas.

Zwłaszcza że chciałabym Wam też powiedzieć, że boję się, ile najgorszych cech ze mnie pozabieraliście i że wszystkie te fakapy genetyczne, te sromotne wychowawcze pomyłki, te doprawdy najgorzej wybrane losy na loterii życia poniesiecie wWaszych ślicznych małych rączkach wdojrzewanie i dorosłość, brudząc ją mną i tymi, co mi je podali kiedyś. Trudno mi też powiedzieć Wam, że wkrótce Was na pewno bardzo rozczarujemy, że zobaczycie nas wniekorzystnym świetle, które wykoślawi, uwypukli i wyjaskrawi nie to, na co dziś kieruję Wasze spojrzenia. Że już nie będziecie chcieli mnie pytać o nic, choć może to, że nie kłamię, uznacie za wartość mimo wszystko?

Nie wiem, czy będę umiała Ci powiedzieć, córeczko, że widzę siebie wTobie i że myśl oTwoim dojrzewaniu, o jakiejś beznadziejnej, męczącej miłości, na którą na pewno zapadniesz, o rozkołysaniu wszystkich stałych rzeczy, które znasz, gdy tylko zaczną Ci rosnąć piersi, że ta myśl jest trochę jak stara, jątrząca się od czasów mojego dojrzewania rana. Nie duża, tak skromna, że nie dojrzysz jej, powierzchownie rzucając na mnie okiem, ukryta gdzieś pod biustonoszem, a może na brzuchu, koło pępka, ale wiernie ćmiąca bólem miarowym i nieprzerwanym od bez mała 20 lat.

Chciałabym Wam powiedzieć jednak na koniec, że gdy nauczycie się już sami dobrze czytać, zgooglujecie mnie nie daj Boże i znajdziecie ten tekst w odmętach sieci – tej sprawy jednej możecie być pewni – będę próbować do Was mówić. O sobie, o nas, o nich wszystkich, co do nas przychodzą i odchodzą. O tym, czy pójdę do nieba czy raczej nie. I gdzie się spotkamy. Jeśli. Tak jak Ty, synku, próbujesz pokonać to cholerne drzewo, które ciągle Cię strąca z siebie jak drzewo z „Koziołka Matołka”. Mamy przecież wnaszym DNA zapisane, że tak łatwo się nie poddajemy.

Anna Dziewit-Meller

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.