Chwile zwątpienia przychodzą, gdy dopada mnie hejt własnego środowiska.

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - KURS SKUTECZNEGO DZIAŁANIA -

Ataki prawicy nie bolą i nie dziwią. Chęć do życia i robienia rzeczy odbierają mi chwile, w których czuję się tak, jakby jedyną wspólną sprawą polskiego feminizmu było to, by wdeptać Strajk, a przede wszystkim mnie, w ziemię. Jesteśmy niezbędne, bo robimy rzeczy, ale lepiej, żebyśmy nie wystawały ponad żywopłot, bo wtedy jesteśmy traktowane jako konkurencja wwalce o jakieś wirtualne pole interesów. Ja z moją energią jestem niezbędna, ale dobrze byłoby, żebym nie zajmowała miejsca bardziej „zasłużonym” i lepiej wychodzącym na zdjęciach. To samo dzieje się, jeśli chodzi o sporą część tzw. strony demokratycznej.

Staram się nie czytać tego, nie myśleć, mniej się przejmować. Ale to trudne. Czuję się jak ofiara długotrwałej przemocy psychicznej. Często boli mnie głowa, źle śpię.

Mam wsparcie, jakiego wielu ludzi nie ma. Nikt mnie nigdy nie ściągał w dół, nie mówił, że nie dam rady. Moja mama od ponad 20 lat prowadzi pierwszy w tej części Europy ośrodek dla rodzin dzieci zwadą słuchu. Zrewolucjonizowała nie tylko metody rehabilitacji dzieci niesłyszących, ale przede wszystkim podejście – wprowadzając pojęcie partnerstwa z rodzicami. 30 lat temu to był szok, zresztą do tej pory różnych ważnych „specjalistów” to dziwi. Ma medale od rzecznika praw obywatelskich i rzecznika praw dziecka. To ona powiedziała mi, że ludzie rodzą się wolni i równi.

Tacie też nikt nie podskoczy. Uważa, że jestem najładniejsza, najfajniejsza i najmądrzejsza. Jeśli ktoś uważa inaczej, gotów jest przegryźć mu tętnicę.

Robienie rzeczy mnie napędza. Najczęściej, gdy ktoś próbuje nam dowalić, odpalamy coś nowego.

Wyrazistość jest moją siłą. Nie musi zrażać, mocnym językiem można łączyć. Uczy się nas, jak nie wolno mówić. A ja uważam odwrotnie – należy mówić o tym, co się czuje. Jeśli jest nam źle, nie róbmy protestów z pozytywnym przekazem.

Pierwsza poważna odbyła się, kiedy wMinisterstwie Pracy zajmowałam się przygotowaniem ustawy o języku migowym. Startowałam z pozycji uprzywilejowanej, jako szefowa rządowego zespołu, który miał ją przygotować we współpracy ze stroną społeczną. Kończyłam ją jako legislatorka strony społecznej, wpełni świadoma swojej wyłącznie służebnej, technicznej roli wstosunku do moich mocodawców – środowiska osób niesłyszących. Głuchych igłuchoniewidomych mówiących własnym głosem otym, czego chcą i co jest dla nich ważne. Do tej pory się bardzo lubimy.

Pilnuje mnie wobowiązkach, kalendarzu, odpisywaniu na maile, wpisach na Facebooku. Kiedy nie mam siły, mobilizuje mnie: pisz, pisz, pisz. Do skutku. To Natalia prowadzi fanpage OSK. Ma wyczucie do internetu, hashtagów. Codziennie robi prasówkę naszych tematów.

Zwraca mi uwagę, że mówiąc publicznie, średnio trzy razy wszystko powtarzam i przez to mówię za długo. Recenzuje moje wystąpienia. Zawsze znajdzie coś do poprawy, i dobrze.

Czasami wydaje mi się, że robię to wszystko, by nie musieć się zajmować prawdziwym życiem. Kiedyś jeszcze prałam, teraz nie robię wdomu nic poza okazjonalnym sprzątaniem na rozkaz. Nie pakuję sobie walizek, rzadko kupuję bilety na pociąg. Umawiam się w dwóch miejscach wPolsce naraz. Zapraszam gości albo zwołuję zebranie i zapominam Natalii o tym powiedzieć. Straszliwie się spóźniam.

Kiedy pracowałam wredakcji Monitora Prawa Pracy i Ubezpieczeń, wokół mnie rosły stosy gazet, które po jakimś czasie stawały się meblami – mój szef w którymś momencie po prostu zaprzestał walki ze mną w tej sprawie. W Ministerstwie Pracy ludzie wiedzieli, że nie wolno dawać mi do ręki żadnych oryginałów, bo zgubię i wyprę się, że je miałam. WPFRON miałam cudowną asystentkę, która robiła mi bez pytania kawę, herbatę i co kilka godzin przypominała, żebym poszła do toalety.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.