TAMPON W GARDLE

Gdyby mężczyźni mieli okres, chętnie by się tym chwalili. Miesiączkują kobiety, więc znoszą ból w samotności i poczuciu wstydu. Na świecie coraz częściej mówią: „Nie, nie będę milczała”

Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy - - O TYM SIĘ MÓWI -

am okres” – powiedziała szkocka posłanka Danielle Rowley na czerwcowym posiedzeniu Izby Gmin. I stała się internetową sensacją. Można by powiedzieć, że wideo z jej wystąpieniem rozprzestrzeniało się szybciej niż tampon nasiąka miesięczną krwią, ale tak nie powiemy – o tym i wielu innych aspektach kobiecej fizjologii wciąż wolimy publicznie milczeć.

MKogo to interesuje

Gdy ból podbrzusza staje się nieznośny, najczęściej szeptem rozpytujemy o no-spę. Gdy przeżyjemy poronienie i związane z nim cierpienie fizyczne i psychiczne, raczej nie dowie się o nim nikt poza najbliższą rodziną. WXXI w. w naszym kręgu kulturowym nie są to może tematy tabu, ale „o pewnych sprawach po prostu się nie mówi”, a już na pewno nie w sterylnej przestrzeni biurowego open space’u czy w podniosłej atmosferze zgromadzenia parlamentarnego. Bo nie wypada, bo to nieprofesjonalne, bo kogo to interesuje.

Oile przyczyny tego wyciszenia czy „internalizacji wstydu” są przedmiotem feministycznych pamfletów i kulturoznawczych badań, o tyle Rowley i inne polityczki zwracają uwagę na jego praktyczne skutki. Dopóki o tych sprawach nie mówi się publicznie, dopóty długo nie zaistnieją w powszechnej świadomości.

I tak owo głośne wystąpienie było częścią toczącej się od dłuższego czasu wWielkiej Brytanii debaty nad tampon tax, czyli podatkiem od tzw. artykułów kobiecej higieny intymnej (fizjologiczne eufemizmy śmieszą Brytyjki na tyle, że skrót VAT postanowiły rozwinąć jako „vagina added tax”, czyli podatek nie od wartości, ale od pochwy dodanej). Laburzystom pod wodzą Gordona Browna udało się co prawda obniżyć go z 17,5 do 5 proc., ale ówczesny premier nie wspomniał otym w przemówieniu budżetowym właśnie dlatego, że słowo „tampon” nie mogło mu przejść przez gardło.

Podatek od pochwy dodanej

Dziś lewica w UK pyta, dlaczego artykuł pierwszej potrzeby wogóle jest opodatkowany i kosztuje tak dużo (ok. 500 funtów rocz- nie), co sprawia, że jednej na dziesięć brytyjskich nastolatek nie stać na jego zakup. „Aż kusi, by powiedzieć: no tak, to przecież sprawa trywialna w porównaniu z jakimś machotematem, jak polityka transportowa. (…)” – pisze w tej sprawie publicystka „Guardiana” Helen Lewis. I całą nadzieję pokłada w rosnącej liczbie posłanek. Choć prędzej niż one postęp w tej kwestii wymusza „niewidzialna ręka rynku”. Wielcy producenci odzieży korzystający ze szwalni w Bangladeszu przez długi czas ponosili straty z powodu nieobecności pracownic. Okazało się, że ich przyczyną często są infekcje narządów płciowych spowodowane niedostępnością podpasek i używaniem zamiast nich starych szmat lub gazet. Tak powstał HERproject, który wspiera kobiety pracujące wprzemyśle tekstylnym m.in. poprzez subsydiowanie podpasek.

Niektóre światowe koncerny są też pionierami we wprowadzaniu innego rozwiązania – urlopu menstruacyjnego, czyli odpłatnych dni wolnych dla kobiet przechodzących mie- siączkę. To czasem kwestia uwarunkowań kulturowych, ale takie rozwiązanie jest usankcjonowane prawnie również w Japonii, Korei Południowej, Indonezji, na Tajwanie czy w Indiach. WEuropie taki projekt pojawił się w zeszłym roku we Włoszech, ale został przez tamtejszy parlament odrzucony.

Urlop żałobny czy trumienkowe

Kwestie równouprawnienia płci i roztoczenia opieki nad słabszym (a do tego ulżenie kobiecie cierpiącej z powodu miesiączki można sprowadzić) uznano tam za wykluczające się wzajemnie. Takiego problemu zdaje się zupełnie nie widzieć społeczeństwo nowozelandzkie. Tam, pod rządami kobiety, która w dodatku w trakcie urzędowania urodziła dziecko, publicznie debatuje się o znacznie trudniejszym temacie – poronieniu. Posłanka Ginny Andersen zaproponowała ustawę wprowadzającą „urlop żałobny”, czyli odpłatne dni wolne od pracy przysługujące kobiecie, która straciła dziecko.

Ale to przecież antypody, gdzie – tu przykład australijskiej senatorki Larissy Waters – karmienie piersią w parlamentarnych ławach nie jest czymś aż tak nadzwyczajnym. Wkraju nad Wisłą, gdzie posłanki Agnieszka Pomaska i Kornelia Wróblewska co prawda pojawiały się w Sejmie z małymi dziećmi, ale ta druga mówiła przy okazji, iż ma nadzieję, „że nie wyrzucą jej za to z sali plenarnej”, za rozwiązanie prokobiece uważa się „trumienkowe”, czyli jednorazowy zasiłek w przypadku urodzenia dziecka z nieodwracalnym upośledzeniem czy chorobą zagrażającą życiu.

Jest rok 2018, ale wciąż aktualnie brzmią słowa eseju Glorii Steinem „Gdyby mężczyźni mieli okres” z 1978 r. Otóż gdyby to oni miesiączkowali, „byłoby to zdarzenie godne zazdrości i podziwu, a każdy przechwalałby się, ile i jak długo. (…) Artykuły sanitarne byłyby finansowane przez państwo lub darmowe, choć niektórzy oczywiście woleliby prestiż markowych produktów, jak Tampony Paula Newmana czy Podpaski Johna Wayne’a”. Tymczasemmy, które miesiączkujemy, zamiast się tym chwalić, wolimy milczeć i się wstydzić.

Newspapers in Polish

Newspapers from Poland

© PressReader. All rights reserved.